W Polsce nie dziwi nas widok ludzi uprawiających jogging, czy maszerujących z kijkami do nordic walking. Ale czy widzieliście kiedyś np. na pl.Konstytucji, aby grupa emerytek wesoło pląsałą w układzie  tai chi o wschodzie słońca?

W grupie raźniej

Bladym świtem, gdy temperatura jeszcze znośna, lub bardzo późnym wieczorem, na ulicach, placach, w parkach większych miast Wietnamu widać grupy ćwiczących. „Tập dưỡng sinh”, czyli ćwiczenia pozwalające zachować dobrą kondycję, są wykonywane przez grupy męskie, damskie oraz mieszane, praktycznie w każdym wieku (chociaż młodzieży widziałam najmniej!). Może przybierać formę pląsów fitness, bardziej skupionych na przepływie energii układów tai chi lub wybuchowej mieszanki obydwu. Urzeka zaangażowanie uczestników wykonujących skomplikowane układy, niejednokrotnie z akcesoriami (wachlarze bojowe czy drewniane miecze), wykonywane płynnie w rytm muzyki płynącej z głośników radia.

Ćwiczyć można również po zmroku, przy orzeźwiającym chłodzie nadchodzącej nocy. Fot. by giaoduc.net

 

Ćwiczyć można wszędzie

Wietnamczycy są bardzo bezpośredni nie tylko w kontaktach międzyludzkich. W swoim kręgu czują się ogólnie bardzo „swobodnie” w codziennych sytuacjach: ubierają się jak chcą i lubią, wyrażają emocje w bardzo dynamiczny sposób, niektóre rzeczy komunikują „bez ogródek” (ile razy można usłyszeć z ust wietnamskiego znajomego „O, jaki gruby się zrobiłeś!” i nie ma w tym ani słowa złośliwości). Tak samo jest również jeśli chodzi o ćwiczenia na świeżym powietrzu. Nikogo nie zdziwi widok osoby medytującej w pozycji lotosu na ławce przy głównej ulicy, pośród tłumów przechodniów, turystów i handlarzy, a grupy pań  o nieidealnych kształtach nie chowają się po kątach tylko radośnie wymachują nogami na placach przy głównych ulicach miast. Ćwiczący zdają się nie przejmować tym co ktoś o nich pomyśli, jak wyglądają. Nie przywiązują uwagi do „profesjonalnych strojów znanych marek”. Trzeba przyznać, że taka swobodna postawa dodaje motywacji w realizowaniu pasji do ćwiczeń!

Miejsce, sposób i okoliczności nie są ważne, liczy się chęć! Fot. by giaoduc.net

 

Poranna gimnastyka nad jeziorem w centrum Ha Noi. Fot. by giaoduc.net

 

 Wiek nie gra roli

Najbardziej spektakularnym dla mnie widokiem są ćwiczące starsze osoby. Odniosłam wrażenie, że starość w Wietnamie nie jest napiętnowana jak jest niekiedy w Polsce: niedołężnością, brakiem energii i odizolowaniem. Miałam osobiście okazję uczestniczyć w spotkaniu kobiet ćwiczących regularnie układy z wachlarzami, piłkami i mieczami. Na spotkanie zabrała mnie moja ciocia Oanh.  Ponieważ trzeba wstać skoro świt, ok.4.30, niestety udało mi się  tylko dwa razy w ciągu całego pobytu towarzyszyć cioci na ćwiczeniach. Ale już te dwa spotkania pozostawiły niezapomniane wrażenia! Potrzeba naprawdę niezwykłej determinacji, by wstać gdy śpi jeszcze cały dom, cała ulice, całe miasto, spakować worek treningowy z mieczami, wachlarzami i piłkami i marszem udać się ćwiczenia. Tym bardziej, że potem czeka cały ciężki dzień w nieznośnym upale i duchocie i codzienne obowiązki domowe. Poniżej zdjęcia z tego gimnastycznego poranka!

Układy wykonuje się do muzyki. Fot. by K.Cao

Średnia wieku tych pań to 60 lat, wszystkie ćwiczą według własnych możliwości zdrowotnych i umiejętności. Ćwiczeniom przewodniczy najbardziej doświadczona, która poprawia mniej wtajemniczone, nadaje tempo i pilnuje precyzji wykonywania figur. A te, w połączeniu z gadżetami – są niekiedy naprawdę bardzo skomplikowane! Sama próbowałam wykonać kilka obrotów z jednoczesnym otwarciem lub zamknięciem wachlarza lub podrzutem i złapaniem piłeczki – z marnym skutkiem! Panie emerytki miały ze mnie niezły ubaw, ja sama nabrałam jeszcze większego podziwu dla ich sprawności i koordynacji. Wyrazu uznania dla Cioci Oanh i jej koleżanek – też bym tak chciała – w ogóle, nie tylko w ich wieku!

Choć te miecze są plastikowe lub drewniane,wyglądają groźne! Fot. K.Cao