Hue

Jak w Krakowie

Jak niegdyś Kraków skupiał na sobie uwagę całego kraju za czasów bycia stolicą Polski, tak i Huế (posłuchaj wymowy) posiada jeszcze urok dawnej świetności. Jest to niewątpliwie punkt, którego nie może zabraknąć w trakcie wycieczki objazdowej po Wietnamie!

 

Za tą imponującą bramą czekają duchy historii. Fot. by K.Cao

 

Zakazane miasto

Głównym punktem zwiedzania jest cytadela ze słynnym”zakazanym miastem” – miejscem do którego wejście bez specjalnych uprawnień groziło śmiercią. I nic dziwnego – władza strzegła w ten sposób tajemnic państwowych przed nie wtajemniczonymi.  Dziś niestety nie możemy podziwiać wiele z tego zabytku, gdyż ogrom prac konserwatorskich w całej cytadeli jest tak ogromny, że na porządną rekonstrukcję „zakazanego miasta” trzeba będzie pewnie jeszcze dlugo poczekać.

Teren na którym położona jest odbudowana część cytadeli jest bardzo rozległy, części w odbudowie jeszcze większe! Śmiało możma byłoby jeździć tam rowerem, a i tak nie odkryłoby się w ciągu całego dnia wszystkich zakamarków. I może też niekoniecznie warto, gdyż to co dziś możemy zobaczyć z dawnej cytadeli nie mówi nam za wiele o Wietnamie i ludziach z tamtych czasów: murki, trawniczki, oczka wode cieszą oko, ale nie wniosły za wiele jeśli chodzi o konkretną „wiedzę”.

 

Patrząc na fotografie, doceniam urok tego miejsca. Fot. by K.Cao

 

 

Tłumów nie było, gdyby nie upał można byłoby zwiedzać w pełni komfortowo. Fot. by K.Cao

 

Rajd po grobowcach

W Hue za życia i po śmierci rezydowała śmietanka – dlatego dziś możemy podziwiać grobowce ówczesnej elity. Najbardziej znane to Minh Mạng, Khải Định, Tự Đức.

W grobowcu Khải Định można podziwiać piękną mozaikę. Chociaż wejście do niego jest nieco przygnębiające – budowniczy użyli na tamtejsze czasy ” cudu techniki”, czyli betonu – zamiast porządnych, ale „niemodnych” kamieni – i zabytek nie przetrzymuje próby czasu i klimatu zbyt dobrze. Poza tym czy można mówić o kunszcie budowalnym gdy mowa o „betonie”? A i dodać jeszcze słowo o schodach, eh te schody! Gdy w iście  wietnamskim upale i skwarze udało nam się wdrapać na szczyt góry betonowych schodów – czułam się jak bohater kreskówki Kung Fu Pandy – kto oglądał ten może sobie wyobrazić (a kto nie oglądał to szczerze polecam!).

Aż ma się ochotę po powrocie do domu potłuc wszystkie doniczki i też takiego smoka zrobić! Fot. by K.Cao

 

Z zewnątrz nieco ponury, w środku na szczęście kolory cieszą oko. Fot. by K.Cao

 

 

Jeśli jednak komuś wystarczy zwiedzanie grobów w Polsce przy okazji listopadowych świąt, może poświęcić czas na co coś bardziej przyjemnego dla oka i ducha – jak chociażby pagodę  Thiên Mụ. Położona nad brzegiem rzeki Perfumowej oferuje soczystą zieleń i lekkość

W tym miejscu warto zatrzymać i ciało i umysł. Fot. by skyscrapercity.com