Jest to jedno z moich ulubionych dań, chociaż niektórzy twierdzą, że smakuje „bez smaku”. Naleśniki bánh cuốn to niewyrafinowane składniki i faktycznie bardzo ulotny smak. Dla mnie taki to odpowiednik „chleba z masłem – niby nic nadzwyczajnego, ale człowiek za tym tęskni. No i ponieważ są cieniutkie trzeba ich zjeść dużo, żeby się nasycić! I w to mi graj:) Jak pokazują zdjęcia poniżej, mój synek odziedziczył w genach zamiłowanie do tego wietnamskiego smaku:)


Składnikami naleśników są: rzadkie ciasto z mąki  ryżowej, grzyby mun, mortadelka wieprzowa lub mielone wieprzowe, podsmażana cebulka i sosik do zamaczania. Proces przygotowywania jest bardzo ciekawy (zobacz wideo poniżej) – na parze na kawałku materiału mocno naciągniętego na garnek rozsmarowuje się ciasto i po paru sekundach zrolowuje się gotowy naleśnik. Bánh cuốn można jeść bez farszu, wtedy posypuje się jedynie poszatkowanymi grzybami mun, prażoną cebulką i zjada z mortadelką. Można też nadziewać naleśniki farszem z mielonego wieprzowego.

Można je również przygotować w domu, będą smakować równie dobrze. Jeśli komuś z Was się uda je przygotować – chętnie wproszę się na taką ucztę:)