I tak razem przez świat wędrują: do szczęścia:)

Synergia światów - to cykl wywiadów z małżeństwami polsko-wietnamskimi.

Jako pierwszy prezentuję wywiad z Agnieszką i Minhem. Przeczytajcie o tym jak ich związek pokazuje, że różnice kulturowe łączą a nie dzielą.

Co możecie powiedzieć o początkach Waszej znajomości?

Agnieszka: Postrzegaliśmy się jak para zakochanych ludzi. Różnice kulturowe nie miały tu aż takiego znaczenia w samym procesie zafascynowania. :) Natomiast z pewnością byłam bardziej ostrożna, słuchająca, obserwująca bo mimo teoretycznej wiedzy, nie wiedziałam jaki praktyczny wpływ na nasz przyszły związek mogą mieć różnice kulturowe i jak na nie zareaguję.

Minh: Jestem w Polsce prawie 25 lat, stąd można powiedzieć iż fascynacja egzotyką kultury europejskiej już minęła jakiś czas temu ;) .

Jak radzicie sobie z różnicami kulturowymi?

Agnieszka: Na początku chciałabym zaznaczyć, że czasem trudno jest mi określić, czy różnice wynikają z odmiennych kultur czy raczej osobowości. Moje doświadczenia z mężem, jego rodziną i znajomymi nie są generalizacją pewnych cech związanych z narodowością. Być może w związku z Polakiem osobowościowo zbliżonym do Minha, byłoby podobnie.

Jeśli jednak chodzi o nasze małżeństwo, to przede wszystkim nastawieni jesteśmy na dialog i poznawanie światopoglądu drugiej osoby. Pamiętam moment, gdy pewnego wieczoru siedzieliśmy pod kocem z herbatkami i poważną rozmowę na temat naszych różnic i wspólnego rozumienia związku. Mimo, że była to kłótnia, bardzo mile ją wspominam, ponieważ był to spokojny dialog z nastawieniem na poznanie siebie i dopasowanie. Tego we wcześniejszych związkach nie doświadczałam. 

Minh: W naszym małżeństwie czerpiemy z obu kultur: z azjatyckiej wzajemny szacunek, a z europejskiej partnerstwo.

 

Czy staracie się „wczuć” w kulturę drugiej osoby?

Agnieszka: Ostatnio Minh zadał mi ciekawe pytanie: „Czy czasami wydaje Ci się, że jesteś Azjatką?” Zaskoczyło mnie to, bo owszem zdarzało mi się. Nie chciałabym żeby wyszło tak, jak z tymi co jadą na 2 miesiące zagranicę i nie pamiętają po powrocie polskich słów, ale faktycznie czasami w towarzystwie azjatyckim zapominam o swoim innym wyglądzie.  

Minh: Ja  mam tak samo. Często zapominam, że jestem Azjatą. Dopiero jak spojrzę w lustro to sobie przypominam, że jednak wyglądam trochę inaczejJ

 

Jak radzicie sobie z barierą językową?

Agnieszka: Minh ma bardzo dobry akcent i świetnie mówi po Polsku. Język nie stanowi dla nas na co dzień bariery. Jednak zdarzały się momenty, gdy pomimo zbliżonych intencji, z powodu bariery językowej, nie mogliśmy dojść do porozumienia. Mąż niektóre polskie słowa rozumiał „po wietnamsku” – czyli nadawał im takie znaczenie jakie mają w kulturze wietnamskiej. Aby w przyszłości  uniknąć takich sytuacji, w chwilach nieporozumienia szukamy wspólnych definicji słów/pojęć, by upewnić się że rozumiemy je tak samo. Powstrzymujemy się od pochopnej interpretacji zachowania. Staramy się po prostu dopytać  co druga strona ma na myśli.

Natomiast jeśli chodzi o kontakty z teściami, bariera językowa istnieje. Tata Minha nie mówi tak biegle po polsku. Z mamą porozumiewam się po angielsku. Natomiast gdy rozmowa przy stole toczy się po wietnamsku, rozumiem jedynie to co ”wyłapię” z kontekstu. Jest mi wtedy zawsze bardzo przykro.

Jak na Wasz związek zareagowała rodzina?

Agnieszka: Ze strony rodziców Minha były pewne obiekcje. Akceptowali mnie jako koleżankę ale gdy usłyszeli, że mamy się pobrać ich reakcja była odmienna niż się spodziewaliśmy. Dowiedziałam się, że wynika to z tego jak postrzegane są przez Wietnamczyków kobiety z „Zachodu”. Było to dla mnie bardzo dużym i niemiłym zaskoczeniem. Poza tym, chyba też obawiali się różnic kulturowych.

Na początku nie było mi z tym łatwo, ale teraz wszyscy jesteśmy do siebie życzliwie nastawieni, z każdą chwilą coraz bardziej stajemy się rodziną. Mam też cichą nadzieję, że teściowie mogli się przekonać, że pogląd na temat kobiet z „Zachodu” był zbytnią generalizacją.

Co było największym kulturowym zaskoczeniem?

Agnieszka: Nowością dla mnie był kult przodków.Wietnamczycy „rozmawiają” podczas modlitw z osobami zmarłymi. W domach są ołtarzyki ze zdjęciami bliskich zmarłych. Składa się na nich owoce i kwiaty. Myślę, że dzięki temu łatwiej jest znieść nadchodzącą śmierć. Człowiek ma świadomość, że będą o nim pamiętać. U nas osoby zmarłe często są zapomniane a ich groby odwiedza się najczęście tylko na Święto Zmarłych. Dla Wietnamczyków każda okazja jest dobra aby porozmawiać ze zmarłymi. Uważam to  za bardzo cenną tradycję, którą chciałabym w przyszłości podtrzymywać.

Mile zaskoczyła mnie również kuchnia wietnamska oraz sposób jedzenia. Okazało się, że chyba wolę jeść pałeczkami o czym Minh dowie się dopiero teraz z tego wywiadu i pewnie będzie w szokuJ.

Co było najtrudniejsze do zaakceptowania?

Agnieszka: To co było dla mnie bardzo trudne, to uzależnianie niektórych ważnych decyzji od horoskopu.  Wiem, że i w Polsce są osoby, które w nie wierzą. Ja jednak wcześniej nie spotkałam się z tym na taką skalę, więc to było dla mnie szokiem. Z oswojeniem się z tym mam w dalszym ciągu kłopot, choć na szczęście ten temat poruszony był u nas tylko trzy razy*.

Inną trudną do zaakceptowania rzeczą, było to, że czułam na nas ludzkie spojrzenia, gdy szliśmy razem.  Nigdy nie lubiłam jak ktoś mi się na ulicy przyglądał a jak szliśmy razem, miałam wrażenie, że co druga osoba na nas patrzy. Musiałam ze sobą powalczyć, aby przekonać się, że te spojrzenia to bardziej moja wyobraźnia. Teraz już ich nie zauważam.

( *NotkaWietnamczycy konsultują z wróżbitą ważne wydarzenia życiowe takie jak wybór współmałżonka, datę zaręczyn czy ślubu)

Czy chcielibyście by Wasze dzieci poznały smak dwóch kultur?

Agnieszka: Gdy będziemy mieli dziecko, chciałabym żeby mówiło w dwóch językach. Będzie mogło mieć bliski kontakt z dziadkami z jednej i drugiej strony. Myślę, że wszyscy będą z tego rozwiązania zadowoleni.

Minh: Myślę, że będziemy chcieli powtórzyć ten model, który funkcjonuje w naszym związku – będziemy się starali brać garściami to co uważamy za najlepsze z obydwu kultur.

Polacy i Wietnamczycy – czego możemy się od siebie nauczyć?

Agnieszka: Będąc w Wietnamie zauważyłam, że ludzie nie są tam samotnikami. Rodziny i znajomi wspierają się. Spędzają ze sobą dużo czasu. Na początku było dla mnie nawet za dużo! Nie byłam przyzwyczajona aż tak często widywać się z rodziną. Z perspektywy czasu myślę jednak, że tak jest po prostu łatwiej. Człowiek czuje, że nie jest na świecie sam i ma więcej bliskich, w których może mieć  oparcie.

Czy łączycie tradycje polskie i wietnamskie?

Agnieszka: Tak, korzystamy z obu tradycji. Minhowi nie było ciężko zaakceptować naszą „choinkę” a mi wietnamskiego Nowego Roku późną zimą lub wczesną wiosną. Mamy więc trochę więcej świąt niż przeciętna monokulturowa paraJ No i mieliśmy dwa wesela wg obu zwyczajów! J

Minh: To najlepszy aspekt łączenia się kultur: w ciągu roku mamy aż trzy duże święta i dwa Sylwestry. Oczywiście wszystkie obchodzimy z należytą pompą!

Jaka jest recepta na udany związek mieszany?

Agnieszka: Z pewnością osoby z różnych kultur planujące wspólne życie, powinny wiedzieć, że bycie w związku mieszanym to nie tylko inne święta czy inne jedzenie. To także inne postrzeganie świata, odmienne wartości, czasem niezrozumiałe. Taki związek wymaga wiele cierpliwości, gdyż nie zawsze można od razu pójść na kompromis.