Pani Le Tan Sitek jest autorką dwóch książek: „Sama na drodze” oraz „Na rozdrożu”. Zarówno postać autorki, jak i historia w jej książkach – są bardzo barwna i ciekawa.

Wietnamka z pochodzenia, przyjechała na studia do Polski, gdzie zakochała się w Polaku, wyszła za mąż. Następnie z mężem i dziećmi wyjechała do Norwegii, gdzie mieszka do dziś. Losom tym towarzyszyły wydarzenia na tle burzliwych dziejów Wietnamu oraz Polski. W swoich książkach Pani Le Tan pokazuje nam Wietnam „od kuchni”, z jego tradycjami i malowniczymi obrazami wspomnień. Możemy również zobaczyć Polskę oczami obcokrajowca, w czasach, gdy słowo „globalizacja” nie było jeszcze w użyciu.

Bardzo inspirujące spotkanie przy zielonej herbatce u Pani Le Tan w jej mieszkaniu na warszawskiej Starówce.

Poniżej przedstawiam poniżej recenzję książki „Sama na drodze Pawła „Xialong”. Paweł po raz kolejny gościnnie wita na stronach Ziarnka – zachęcam do lektury, a tych którzy czytali książki, do podzielenia się swoimi wrażeniami, a Pawła serdecznie pozdrawiamy!

 „Sama na drodze”

„Życie każdego z nas jest opowieścią. Czasami zapisuje się nie tylko w naszej pamięci, ale i w pamięci
innych”- taką oto sentencją rozpoczyna się powieść „Sama na drodze”.

Książka ta, jest inspirowana przeżyciami autorki. To, wzruszająca opowieść o losach wietnamskiej dziewczynki, przeplatana wątkami historycznymi związanymi z burzliwym okresem walk z francuzami o niepodległość Wietnamu. To, nie tylko saga rodzinna. Nie tylko wspomnienia dziecka. Znajdziemy tu o wiele więcej…

Książka zabiera czytelnika w daleką podróż. W podróż wyjątkową, bo przypominającą nam wszystkim nasze dzieciństwo, choć tak inne od tego głównej bohaterki, a jednak mającego z nią coś wspólnego.
W Podróż nie tylko z Chin do Wietnamu, ale także po przez to, co spotyka każdego człowieka: smutek, strach, rozpacz, radość, miłość, przywiązanie. To, podróż barwna, momentami trudna i męcząca. A mimo to, tak niesamowita zarazem.

Książka to historia…

….wietnamskiej dziewczynki An, która jako mała dziewczynka, po śmierci swojego ojca, wraz z mamą, siostrą i nianią udają się do „domu swoich przodków”, do Wietnamu, do rodzinnego domu taty. Po długiej wędrówce docierają najpierw do stolicy Wietnamu – Hà Nội. Dla An wszystko jest tu inne i obce.

Ani An ani jej siostra Hong z początku nie mówią po Wietnamsku, gdyż urodziły się w Chinach. Inny język jest dla nich czymś nowym i zaskakującym. Po kilku tygodniowym pobycie w Ha Noi, cała rodzina udaje się wreszcie do wsi Phố Đông – domu ojca An.

An  od momentu ujrzenia babci, czuje, że jej miejsce jest tutaj, że kocha babcię jakby znała ją od zawsze. Konfrontacja z pozamiejską naturą i trybem życia na wsi, wywiera na An tak duże wrażenie, iż jej mama i babcia postanawiają, aby została na jakiś czas z babcią.

Okres pobytu An u babci przedłuża się do roku. W tym czasie poznaje ona tradycje i obyczaje, obrzędy
ku czci zmarłych, tajniki uprawy warzyw, owoców, gotowania, oraz hodowli zwierząt. Trwają walki z francuskim okupantem. Mama An pracuje w hotelu w Hà Nội. Ona także jest zaangażowana w ruch narodowo-wyzwoleńczy, przez co nie może odwiedzić córki.

Walki z francuzami przybierają coraz to większą skalę zniszczenia, a nasilające się bombardowania zabijają wielu ludzi.

An na wsi kończy podstawówkę i szkołę średnią, w domu uczy się hodować jedwabniki, farbować materiały i haftować. Powoli z dziewczynki przeistacza się w młodą kobietę.

W 1954 roku Wietnamczycy odnoszą zwycięstwo nad francuzami pod Điện Biên Phủ, co kończy okres kolonialnego panowania Francji. Nastaje nastrój wielkiej radości. Rozpoczyna się wielka odbudowa kraju według komunistycznych wzorców. Natomiast dla An po dziewięciu latach spędzonych u babci, nadchodzi czas na odwiedzenie mamy. Czy zostawi życie na wisi i opuści dom rodzinny babci? Czy będzie chciała zamieszkać z „nową” rodziną? Dowiecie się sięgając po książkę „Sama na drodze”.

Wrażenia czytelnika

Jeśli chodzi o „techniczną” stronę powieści, rozdziały są długie, a powieść pisana jest w trzeciej osobie. Nie mamy dzięki temu wrażenia czytania pamiętnika, a raczej opowiadania narracyjnego. Styl książki jest dość prosty, dzięki czemu czyta się ją płynnie i lekko.Ponadto, książka obfituje w wiele nazw wietnamskich, rzadko mówiących cokolwiek polskiemu czytelnikowi. Momentami może to czytelnika irytować. Na szczęście autorka nie zapomniano o przypisach,z których dowiemy się wielu ciekawostek geograficznych, kulturowych, kulinarnych.   (np.  jak wygląda proces wytwarzania sosu sojowego, opis świąt i obrządków kulturowych). Ciężko jednak postrzegać tę książkę jako kompendium wiedzy z zakresu kultury wietnamskiej, lecz raczej jako  wspaniałe źródło inspiracji do jej poznania. Jak sama autorka wspomniała- jest to książka dla wszystkich pisana językiem proletariackim. Serdecznie polecam ta pozycję – pierwszą taką stanowiącą o Wietnamie na rynku polskim.

Paweł „Xiaolong”