Wietnamczycy – jak się zachowują, jak się zachować?

Często dostaję pytania od osób, które nie wiedzą jak się zachować w gronie Wietnamczyków, czego mogą się spodziewać. Pierwsza podróż do Wietnamu, by poznać rodzinę własną czy męża/żony na pewno budzi wiele pytań: jak okazać wdzięczność za gościnę, o czym rozmawiać, co podarować, etc. Na gorąco do głowy przychodzi mi kilka kwestii, które na początek powinny uchylić nieco rąbka tajemnicy. Niestety to temat jak rzeka szeroki i głęboki, więc to samo życie podpowie Wam najciekawsze scenariusze!

1. Są hojni

Z Wietnamczykami można godzinami biesiadować przy wspólnym stole: nie znając języka, etykiety, obsługi pałeczek. Wystarczy otwartość na nowości, uśmiech...i w przypadku mężczyzn mocna głowa! Fot. by K.Cao

Wietnamczycy sami lubią korzystać z dóbr świata doczesnego i lubią się nimi dzielić z innymi. Nie zdziwcie się więc przepychem i bogactwem na wietnamskich przyjęciach, kwestia skromności w tej kulturze raczej nie istnieje. I tak jak w Polsce delikatnie zachęca się nowo poznaną osobę do wznoszenia toastów, tak w gronie Wietnamczyków gość będzie musiał się wykazać albo silną głową, albo silną wolą w odmawianiu. Jeśli już zatem  znajdujecie się w towarzystwie Wietnamczyków czujcie się swobodnie, na tyle na ile pozwala Wam Wasze temperament. Będzie na bogato i sympatycznie –  ciepła atmosferę spotkań w gronie wietnamskim doskonale oddaje gorąc klimatu Wietnamu.

Różne podarki Wietnamczycy lubią przyjmować i wręczać, przy tym bez zbędnych „ochów i achów” i podziękowań. Nie są też w tym względzie sentymentalni czy „symboliczni” –  raczej praktyczni, bo podarowują to co sami uznaliby za dobry prezent dla siebie (alkohol w kwestiach biznesowych,  różne produkty spożywcze przy innych okazjach, słodycze dla dzieci).  Dlatego ręcznie robiona kartka z życzeniami nie spotka się z takim uznaniem jak kilogram dobrej kiełbasy, którą przecież można smacznie zjeść i to oczywiście w trakcie wspólnego posiedzenia! Jeśli chcecie okazać wdzęczność, podziękować za gościnę – bądźcie przede wszystkim praktyczni:)

Bo w życiu chodzi o to, żeby było tłoczno i wesoło! Fot. by K.Cao

 

2. Są oszczędni

„Oszczędność” w wydaniu Wietnamczyków, z któymi ja miałam styczność, przejawiała się w wielu kwestiach, lecz na pewno nie w kwestiach finansowych! (co już wiecie z punktu 1).  Mam tu na myśli raczej oszczędność w okazywaniu uczuć: bezpośredni kontakt, dotyk, symboliczne gesty. To może nas Polaków trochę dystansować, gdyż Wietnamczycy się nie całują na powitanie, nie przytulają. Częściej można zaobserwować serdeczne ale szybkie uściski, poklepywania, docinki słowne (takie „dogadywanie z sympatii”, które może w naszych uszach brzmieć co najmniej nie na miejscu „O! Ale Ci się przytyło!” oznacza „Fajnie widzieć, że masz się dobrze i Ci niczego nie brakuje”). Lepiej więc poksromić nieco własne zapędy obtuliwania i obcałowywania po 3 razy w ferworze radości powitania/pożegnania/gratulacji. Jedynym przypadkiem, gdy bliskości nigdy za wiele są relacje z dziećmi – jeśli jednak nie jesteście słodkim 5latkiem nie macie co liczyć na rozpieszczanie i gesty przywiązania:) Warto za to zawsze mieć przy sobie szeroki uśmiech i szczere spojrzenie prosto w oczy, które pokonuje wszelkie bariery językowe i kulturowe!

Wietnamczycy czułość i uczucia okazują najmłodszym. Dorośli między sobą zachowują się już bardziej powściągliwie. Fot. by K.Cao

3. Są głośni

Bardzo: głośni, z bogatą mimiką twarzy i językiem ciała. Oczywiście zdarzają się osoby ciche, w grupie niewidoczne i niesłyszalne – ale przebywanie w gronie wietnamskim dla nieprzyzwyczajonego oka i ucha wiąże się zawsze z lekkim szokiem. Poniekąd ma na to wpływ „ilość”, bo Wietnamczycy lubią się spotykać stadnie i gromadnie – a wiadomo im więcej tym hałaśliwiej. Nie bez znaczenia jest też sam język, który ze swoimi wszystkimi 6 tonami przeistacza słowną wymianę myśli w koncert bębnowo-smyczkowo-piszczałkowy. I tutaj właśnie widać (i oczywiście słychać!) bardzo różnicę pomiędzy „my a oni” – Polakowi ciężko będzie wejść pomiędzy wrony i krakać jak i one – jeśli mowa o wronach z Azji rodem. No ale to już zaczyna się zupełnie inny temat…

Każda okazja to dobra okazja! Fot. by K.Cao

 

5. Bliscy, a jednak dalecy…

Pierwsza rozmowa i pytanie o wiek, stan posiadania żony/dzieci i wysokość zarobków nie powinna nikogo zszokować. Wiek i stan cywilny pozwalają określić sposób w jaki się do siebie zwracają rozmówcy (nie ma jednego określenia „pan”, „pani” – inaczej mówi się na „panią -panienkę bez dzieci młodszą od nas” a inaczej na „panią – mężatkę w wieku naszej mamy”).  Poza tym Wietnamczycy po prostu lubią rozmawiać o sprawach praktycznych: zdrowiu, kwestiach zawodowych, rodzinnych.  W ogóle nie spotkałam się z tak powszechnym w relacjach między Polakami zjawiskiem „nie wypada o tym mówić; lepiej nie pytać, bo ktoś się może obrazić”.  I tutaj paradoks dla mnie największy jest taki, że przy bardziej zdawkowych relacjach z Wietnamczykami ma sie wrażenie, że człowiek jest częścią grupy/rodziny, bo przecież mówi się o takich „osobistych” tematach. Ale na dłuższą metę, dla osoby która ma potrzebę nawiązania „głębszych” relacji, takich w naszym stylu ujmując „i do tańca i do różańca” –  relacje z Wietnamczykami mogą trącać powierzchownością. Wpływa na to wiele czynników, które wzajemnie się przeplatają: hierarchiczność języka wietnamskiego, kwestie kulturowo/polityczne (nie otwierając puszki pandory ogólnie tylko wymienię choćby 2: równości płci czy też  kwestia komunizmu w Wietnamu), klimat (przy 40 stopniowym upale i 120% wilgotności trudno wymagać, by Wietnamczycy okazywali szczodrze gesty bliskości…). Dodać też trzeba, że bliskość w relacjach z Wietnamczykami buduje się przede wszystkim na zasadzie ciągłości kontaktu: częstych spotkań, odwiedzin, świętowania różnych rocznic i świąt. Jeśli przyjdzie nam budować relacje na odległość – liczmy się z tym, że będzie to trwało dłużej. Ale zawsze warto, bo przecież trzeba brać od życia to co się dostaje i po prostu cieszyć się wspólnymi chwilami!

Zawsze będziemy dla siebie nawzajem egzotyczni, razem jak mozaika kultur. Fot. by K.Cao