Wietnam przyciąga jak magnes. Historia Krzyśka Sz. z Torunia jest tego dowodem. W najśmielszych marzeniach nie planował tak egzotycznej podróży. Ale los sprawił mu miłą niespodziankę :) ….

Nie trafiłeś do Wietnamu jak większość turystów, to była prawdziwie „wygrana na loterii”!

Tak. Wycieczkę do Wietnamu wygrałem w konkursie organizowanym przez firmę, w której pracuję. Całą sytuacją byłem strasznie podekscytowany, ponieważ nigdy tak naprawdę nie byłem za granicą. Nie mogłem uwierzyć, że spotkało mnie takie szczęście i żeby nie zapeszyć nie chwaliłem się tą wygraną. Powiedziałem o tym jedynie najbliższej rodzinie i przyjaciołom. Pomyślałem „Uwierzę, jak wsiądę do samolotu”.

I jak przywitało Cię Ha Noi?

Gorącem i wilgotnością! Od razu dało się poczuć tropikalny klimat po wyjściu z klimatyzowanego samolotu. Ciężko się oddychało, optyka w aparacie skapitulowała. Dopiero po paru minutach organizm się przyzwyczaił, a lustra w aparacie odparowały i można było pstrykać zdjęcia.

Co Cię najbardziej zaskoczyło?

Cały czas jestem pod wrażeniem tego, jak zorganizowany jest ruch drogowy w Wietnamie. W trakcie pobytu było parę sytuacji, które wzbudzały we mnie skrajne emocje: od śmiechu po przerażenie.

Na ulicach morze - skuterów. Fot. by Krzysztof Sz.

Na rondo wszyscy wjeżdżają bez jakichkolwiek zasad pierwszeństwa. Skutery, rowery, autobusy, auta – wszyscy mijają się centymetry od siebie. Do tego na okrągło trąbią i dźwięk klaksonów dudni w uszach. Kierowcy używają klaksonów do wszystkiego: by zasygnalizować skręcanie, wyprzedzając, dając znać pieszym że jadą za nimi. Zauważyłem, że jedyna zasada jaką się kierują na drodze to „Większy pojazd, z głośniejszym klaksonem ma pierwszeństwo i trzeba mu się usuwać z drogi”.

Również komunikacja miejska rządzi się swoimi prawami. Raz  byłem świadkiem sceny, jak autobus miejski po kilku minutach czekania, by wjechać na skrzyżowanie – zwyczajnie wjechał na chodnik i je objechał!

Do tego Wietnamczycy na skuterze potrafią przewieźć dosłownie wszystko – począwszy od kilku świnek, po wielką szafę rozebraną na części. Widziałem też 5-ciu Wietnamczyków jadących na jednym skuterze. Jakby tego było mało, kierowca jechał i  pisał jeszcze SMSa na komórce.

Moglibyśmy się od Wietnamczyków nauczyć pomysłowości i zaradności. Fot. by Krzysztof Sz.

Czy Wietnam kojarzy Ci się z hałaśliwym miastem czy egzotyczną przyrodą?

W mieście faktycznie jest tłoczno i głośno, ale wycieczka po Ha Long pokazała mi, że można tam też znaleźć miejsca dla ukojenia zmysłów. Widoki zapierały dech w piersiach, pogodę mieliśmy piękną, pływalismy luksusową łodzią o wysokim standardzie, personel na łodzi był dla nas bardzo miły. Zwiedzaliśmy pływające wioski. To było bardzo ciekawe doświadczenie.  Widziałem jak ludzie tam żyją, jak łowią ryby, można było zamienić parę słów, podobało się to, że wszyscy byli bardzo zaangażowani w swoje obowiązki – dorośli, dzieci, całe rodziny. Mimo, że słyszy się, że nie mają łatwo, nie zarabiają dużo – widać po nich, że dają radę i cieszą się z życia, u każdego na twarzy rysował się uśmiech. Pływaliśmy też kajakami po zatoce wśród wapiennych skał. Niektóre z nich były tak wyżłobione przez wodę, że można było przepłynąć pod nimi. Widoki niesamowite!

Ludzie mieszkający na wodzie pracują w naprawdę ciężkich warunkach .Fot. by Krzysztof Sz.

Przy pięknej pogodzie zatoka Ha Long urzeka jeszcze bardziej. Fot. by Krzysztof Sz.

Pływaliśmy łodzią o bardzo wysokim standardzie. Fot. by Krzysztof Sz.

Załoga statku była na każde nasze skinienie. Fot. by Krzysztof Sz.

W programie wycieczki była też niespodzianka. Wieczorem zakotwiczyliśmy przy jakiejś plaży. Było już ciemno, więc kto chciał, zrzucał ciuchy i dawaj do wody! Noc była ciemna, woda bardzo ciepła, leżałem sobie na plecach kołysany wodą i patrzyłem w rozgwieżdżone niebo. Cudownie się wtedy czułem!

W pięknie krajobrazu Ha Long można się zatracić o każdej porze dnia i nocy. Fot. by Krzysztof Sz.
.

Jednym słowem rozkosz dla zmysłów! A co z podniebieniem, też było tak niebiańsko ?

Jeśli ktoś lubi łososia, polecam spróbować w Wietnamie. To była prawdziwa rozkosz dla podniebienia. Świeży, miękki, rozpływał się w ustach, miał piękny i naturalny pomarańczowy kolor – po prostu przepyszny! Poza tym owoce: owoc smoka, arbuz, longany. Pierwszy raz też w Wietnamie spróbowałem „passion fruit”. Ma niesamowicie słodki i orzeźwiający smak. A na deser obowiązkowo „zielone ciasteczka ryżowe”.

Krewetkowe dzieło sztuki kulinarno - akrobatycznej. Fot. by Krzysztof Sz.

Skusiłem się też na parę potraw, gdzie do końca nie wiem co zjadłem. Miałem raz ochotę na porządny kawałek mięsa. Zjadłem przepyszną kiełbaskę, wyglądała jak nasze polskie parówki drobiowe. Ale nie wiem z czego była zrobiona, to już pozostanie tajemnica kucharza.

Było też kilka potraw, na które się prawie skusiłem, ale w końcu nie odważyłem się skosztować. Na przykład miseczka zupy, która miała kawałki kosteczek w środku i wyglądała oraz pachniała jak nasza galaretka, tylko podawana na gorąco.

Czy Wietnam jest dla turysty drogim krajem?

Jak widać na zachowanym przez mnie paragonie, podatek VAT to jedyne 10%! Jak to zobaczyłem, pomyślałem sobie: W Polsce zarabiać, w Wietnamie żyć! Ale trzeba pamiętać, że ceny za towary i usługi dla turystów są wyższe.

W Wietnamie ceny nas mile zaskoczą, można sobie zaszaleć! Fot. by Krzysztof Sz.

To oznacza, że trzeba się targować. Jak sobie z tym poradziłeś?

Okazji do targowania się było sporo, niektóre były zabawne, innej mniej przyjemnie.

Bardzo miło wspominam  kiedy w Ha Noi „dopadła nas” nas handlarka z koszulkami. Dobrze mówiła po angielsku, uśmiechała się i przyznam, że uległem i kupiłem. Nie utargowałem zbyt wiele, bo to były moje pierwsze zakupy w Wietnamie.

Innym razem, w  Ha Long podeszła do mnie handlarka biżuterii z pereł.  Pociągnęła mnie za rękę, wcisnęła naszyjniki i zaczęło się targowanie, w języku angielskim. Utargowałem ile chciałem, ale koniec końców handlarka wydała mi o 10 USD za mało. Biegałem za nią i krzyczałem, żeby oddała ale okazało się, że przestała rozumieć angielski, powtarzała „I don’t understand”. Pomyślałem sobie „Ja ci dam nie rozumiem”! W końcu odpuściła,  widziała, że się nie poddaję. Pieniędzy jednak nie odzyskałem, wcisnęła mi za to w dłoń jeszcze 3 naszyjniki z pereł.

Można się skusić na zakup, ale trzeba się targować. Fot. by Krzysztof Sz.

Ciekawe wspomnienie związane z targowaniem się to handlarka koralików, którą spotkałem na wycieczce do pagody. Dosłownie włożyła mi na nadgarstek bransoletkę mówiąc „Remember me, souvenir, no money, for your save back from the jungle”. Kiedy już wracaliśmy, podeszła do mnie znów.  Chciałem jej zwrócić  bransoletkę, ale ona wciąż powtarzała „souvenir, no money”. Jednocześnie namawiała mnie na zakup innych koralików i naszyjników. Twardo obstawałem przy swoim, potem jednak żałowałem, że nic nie kupiłem. To była groszowa sprawa, a przyszła mi do głowy taka myśl, że może jakaś klątwa teraz na mnie rzucona jest przez tą bransoletkę?

Czy jest jeszcze jakieś miejsce, które uważasz za warte polecenia?

Wycieczka do groty Huong Tich była bardzo ciekawa, tajemnicza. Żeby tam dotrzeć, wzięliśmy z Ha Noi autobus do wioski My Duc, tam łodziami około godziny płynie się rzeką  Yen Vi. Kolejny etap, kto chciał – mógł pokonać kolejką. Ja wybrałem spacer. Trasa była trudna, cały czas schodki. Im bliżej groty to miałem wrażenie, że te schodki były coraz wyższe. Również wilgotność i temperatura powietrza dawały się szczególnie we znaki. Byłem cały mokry a pot dosłownie spływał ze mnie – do oczu, nosa, ust.  Uroki tropików, nie było na mnie ani jednej suchej części ubrania. Na własnej skórze przekonałem się, że w tym klimacie trzeba mieć zawsze nakrycie głowy. Kiedy już dotarliśmy do groty, moja głowa była dosłownie cała czerwona od słońca, chociaż cały czas było pochmurno. W samej grocie było bardzo tajemniczo. Słychać było jedynie odgłos kapiących ze skał kropel wody, przy bogato przystrojonych ołtarzach modliły się grupki ludzi.

Wietnamskie miejsca kultu religijnego podkreślają odmienność naszych kultur. Fot. by Krzysztof Sz.

W trakcie pobytu w Wietnamie warto wybrać się na wycieczkę do groty Huong Tich. Fot. by Krzysztof Sz.

W trakcie wycieczki miał miejsce ciekawy incydent. Zauważyliśmy żółwia w misce. Był przywiązany sznurkiem do cegły i choć usilnie próbował, nie mógł sie wydostać. Tak nas wzruszył ten widok, że chcieliśmy go wykupić i uwolnić. Niestety handlarka podała cenę 40 dolarów i musieliśmy odpuścić.

 A co przywozi polski turysta na pamiątkę z wycieczki po Wietnamie?

Najbardziej się cieszę z pięknej porcelany, ręcznie malowanej. Kupiłem ją już na lotnisku, więc przepłaciłem, ale nawet ten fakt nie odbiera mi radości z faktu jej posiadania. Przez całe 11 godzin w samolocie, trzymałem ją na kolanach, zawiniętą dodatkowo w moją bluzę z kapturem, żeby doleciała w jednym kawałku!

Przywiozłem wiele typowo „wietnamskich” produktów:  „ryżówkę” Ruou Lua, kawy Trung Nguyen Creative, herbatę jaśminową, pałeczki. Chociaż raz w supermarkecie chciałem znaleźć „Traditional Vietnam tea” i wskazano mi na półce Liptona.

Niestety takich pamiątek nie przewieziemy przez granicę. Fot. by Krzysztof Sz.

Mam też nauczkę, żeby kupować od razu, bo potem może być okazji. I tak filtr do parzenia wietnamskiej kawy udało mi się kupić już w Polsce, na Allegro. Niestety wietnamskiego hełmu, czapki z gwiazdą czy jedwabnej koszulki nie mogę dostać nawet na ebay`u.

Ponoć wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Chciałbyś wrócić do Wietnamu?

Pobyt w Wietnamie wspominam wspaniale. Ujęła mnie kultura ludzi. Jako turyści, byliśmy bardzo szanowani, spotykaliśmy się na każdym kroku z życzliwością, serdecznością, uśmiechem. Śmiem twierdzić, że my Europejczycy, moglibyśmy się wiele uczyć od Azjatów.  Zauważyłem, że Wietnamczycy są bardzo pracowici, bez względu na rodzaj pracy jaką wykonują oraz zarobki jakie z niej czerpią. Większość ludzi, których mijałem na ulicy było uśmiechniętych i każdy był zajęty – każdy zapracowany, taki malutki chaos.

Wietnamskie kobiety, nie dość że niektóre są zjawiskowo piękne to do tego są jeszcze wrażliwe, lojalne, cierpliwe, wyrozumiałe i bardzo zaradne. Dodatkowo niektóre są tak zjawisko piękne, że dla takiej Wietnamki można stracić głowę i chcieć już zostać tam na zawsze! Mając na uwadze historię tego kraju i jego bolesną historię, jestem naprawdę pełen szacunku dla jego mieszkańców. Nasza polska rzeczywistość wydaje mi się teraz bardziej szara. Chłód to nie tylko element naszego klimatu, ale też ludzie w Polsce częściej mają smutne twarze. Biorąc zatem pod uwagę życzliwość ludzi, urodę wietnamskich kobiet, różnorodność smaków, życzliwość ludzi i oczywiście niski VAT – zdecydowanie chciałbym wrócić do Wietnamu, by przeżyć kolejną przygodę!

Wietnam ma wiele do zaoferowania - warto tam wrócić! Fot. by Michał K.