Zderzenie kultur poszerza horyzonty – wywiad Część 2

 

Zapraszam do lektury drugiej części wywiadu (część pierwsza tutaj). Tym razem poruszamy  kwestię integracji, różnic między pokoleniami Wietnamczyków mieszkających w Polsce czy też promowania kultury wietnamskiej. Kolejna ciekawa porcja ciekawych spostrzeżeń – zapraszamy do lektury i komentowania!

Dansy, pląsy, wytrząchańce - takie tańce! Fot. by Adrian Rux
Dansy, pląsy, wytrząchańce - takie tańce! Fot. by Adrian Rux

Warszawa – inny wymiar Wietnamu

Ziarnko: Czy Twoim zdaniem Wietnamczycy w Polsce to już „polscy Wietnamczycy”?  

 Adrian R.:  Wydaje mi się, że istnieje spore zróżnicowanie zintegrowania w tej grupie. Bazując na moich obserwacjach mogę wyróżnić 3 grupy Wietnamczyków mieszkających w Polsce:

  1. Wietnamczycy starszego pokolenia. Choć słyszę nieustannie, że dla własnych dzieci są surowymi rodzicami to wypowiadając się z własnej perspektywy twierdzę, że są oni przecudownie sympatycznymi ludźmi, bardzo kulturalnymi, szanującymi tradycję. Polaków lubią, choć niekoniecznie entuzjastycznie to okazują. Wielu z nich boi się Polaków, bo miało z nimi nieprzyjemne sytuacje. Ci wolą trzymać się na uboczu, w swoim towarzystwie, ale gdy nadarzy się okazja rozmowy – są bardzo mili, gościnni i serdeczni.
  2. Wietnamczycy między 20 a 30 rokiem życia. Właśnie z tej grupy mam najwięcej znajomych. Zauważam, że wyznają w życiu wiele wartości wypływających z tradycji i historii Wietnamu, które wpoili im ich rodzice. Są grzeczni, przyjacielscy, otwarci, pracowici, ambitni i można z nimi porozmawiać na wiele interesujących tematów. Mają dość „szerokie horyzonty” i duże pojęcie o świecie. Są świadomi tego, jakimi ludźmi chcą być, a także tego, na jakich ludzi pragną wychować swoje dzieci. Tutaj dodatkowo podzieliłbym ich na trzy grupy:
    •  „Wietnamczycy bardzo polscy ” – Niekiedy mówią o sobie „banany” – żółci na zewnątrz, biali w środku. Pośród Polaków unikają „wietnamskości” z racji na wiele irytujących ich w tym środowisku układów. Odnoszę wrażenie, jakoby zdawali sobie oni sprawę, że jeśli pozostaną w pobliżu środowiska ojczystego będzie im trudno zrealizować własne cele, bez kierownictwa rodziców, czy też spełnienia ich oczekiwań, którymi zazwyczaj mogłoby być ukończenie studiów tylko po to, aby później otworzyć orientalny bar, lub zająć się handlem.
    •  „Wietnamczycy wymieszani” – zadają się trochę z Wietnamczykami, trochę z Polakami. Są bardzo elastyczni. Przy Polakach zachowują się inaczej, przy Wietnamczykach inaczej. Tutaj może być trudno zaakceptować takie szybkie zmienianie się komuś kto podobnie, jak ja spędza z Wietnamczykami dużo czasu. Taka postawa może się wydawać nieszczera. Myślę, że ma ona dwa podłoża. Pierwsze z nich udowadnia, że Wietnamczycy znakomicie przystosowują się do każdego niemal otoczenia, a to wzbudza mój niekłamany podziw wobec nich!  Z kolei drugie podłoże wspomnianej „dwoistości” może, ale też nie musi, wynikać u niektórych z ich kompleksów. Dorastając wśród Polaków mogą niekiedy wstydzić się  swojej odmienności i pochodzenia, mogą czuć się z tego powodu gorsi,  wyalienowani, zagubieni, możliwe, że próbują określić własną tożsamość, dojrzeć do niej, by finalnie odnaleźć własne miejsce. Potwierdzałoby to wiele osobistych rozmów, które przeprowadziłem oraz moje własne obserwacje.
    • „Wietnamczycy wietnamscy” – To chyba jeden z najcięższych i raczej rzadko poruszanych przez Polaków związanych w jakiś sposób ze społecznością wietnamską tematów. Ci Wietnamczycy są bowiem wyjątkowo nieufni, z czym wcale się nie kryją, bywają też niegrzeczni i aroganccy w stosunku do obcych. Gdy są w swoim towarzystwie zachowują się tak jakbyś to ty był  w ich kraju, a nie odwrotnie. Jakkolwiek nieładnie to brzmi, ich zachowanie, spojrzenia i podśmiechiwanie się pod nosem również miłe nie jest. Wielu z nich nie mówi ani trochę po polsku. Dla nich Warszawa to po prostu jakiś inny wymiar Wietnamu. Nie poznali ani Polski, ani Polaków, choć w wielu przypadkach mieszkają tu od urodzenia albo od okresu dorastania. Nie są zainteresowani Polską. Zatrzymani pod kloszem przez rodziców, którzy wychowali ich w klimatach „Wólki Kosowskiej i okolic”. Oczywiście nie jest to sztywna reguła. Są wyjątki i również pośród takich można spotkać przemiłych osobników, z którymi rozmawiając  „na migi” można spędzić miło czas!
  1. Wietnamczycy „pokolenie Y”. Urodzeni w Polsce po roku 1995 – bardzo delikatny temat. Zazwyczaj – lecz nie zawsze, i muszę to podkreślić już na wstępie – są to bardzo rozpieszczone dzieciaki. Niejednokrotnie odniosłem wrażenie, że w ich mniemaniu pieniądze trzeba zarabiać po to, aby je mieć i pokazywać, nie po to, by za nie żyć. Liczą się imprezy, niekiedy zabawa z używkami i nie raz, nie dwa przygodny seks. Właściwie są jak polska młodzież, a raczej, jak każda inna obecna młodzież, tylko, że z tą charakterystyczną cechą mówiącą: „pokazuj ile masz pieniędzy, aby inni o tym wiedzieli”. Jestem zawiedziony niejedną sytuacją i niejedną usłyszaną opowieścią. W tej grupie przejawia się często brak lojalności, szacunku do drugiej osoby. Liczy się to, aby pobawić się z kimś kto akurat „jest przy kasie”, wydoić go i pójść sobie dalej w świat. Nie jest ważne tutaj Z KIM jesteś. Ważne jest przede wszystkim GDZIE. Z nauką też niekoniecznie jest tutaj idealnie. Zdarza się, że ktoś kibluje, nie uczy się, nie ma sprecyzowanych perspektyw ani planów.  Oczywiście warto byłoby jakimś sposobem studiować w USA, bo to modne i rodzice tego by chcieli, ponieważ to zawsze fantastyczna opcja pochwalenia się koleżance z boksu obok, że „syn/córka studiuje marketing w LA”. Niestety, znów wszystko sprowadza się do pospolitego i ulotnego lansu. Warto jednak pamiętać, że i tutaj zdarzają się wyjątki. Jest ich sporo. Nie każdy przecież „taki sam”.
    W towarzystwie kolegów i koleżanek z grupy, ze statuetką za zajęcie pierwszego miejsca w rundzie "Talent". Fot. by Adrian Rux
    W towarzystwie kolegów i koleżanek z grupy, ze statuetką za zajęcie pierwszego miejsca w rundzie "Talent". Fot. by Adrian Rux

Mosty ponad różnicami

Ziarnko: Mówi się, że  się Wietnamczycy nie integrują z Polakami, są zamkniętą grupą. Jakie są Twoje wrażenia?

 Adrian R.:  To specyficzne środowisko. Nawet jeśli wydaje się czasami otwarte,  potrzeba wielu godzin i zrozumienia zanim sam poczujesz, że jest Ci wśród Wietnamczyków dobrze. I naprawdę wiele, wiele czasu nim poczujesz się akceptowany. Znajomość z Wietnamczykami polecam wszystkim, to wspaniali ludzie. Czy jednak polecam komuś codzienny kontakt i towarzystwo Wietnamczyków? Cóż, to niestety dość trudne. Nie oszukujmy się. U mnie zadziało się tak, że wpadłem w jakiś szalony wir. Spirala się nakręciła i poznałem wielu ludzi w jednym czasie. Natomiast ta grupa potrafi też szybko zamknąć swoje drzwi. Wszystko opiera się na wzajemnym zaufaniu. Gdy jednak już się narodzi, jest bardzo silne i owocuje wspaniałymi przyjaźniami. Należy też pamiętać, że jako Polacy nie możemy wymagać od Wietnamczyków zrozumienia jeśli sami nie spróbujemy ich zrozumieć. Prawda jest taka, że gdybym nie pokochał Wietnamczyków, gdybym nie wierzył, że bliskość z nimi wzbogaca mnie wewnętrznie- nie przyjaźniłbym się z nimi i wierzę, że w moim osobistym wymiarze byłbym znacznie uboższy.

Ziarnko: Czy Twoim zdaniem w Warszawie robi się wystarczająco dużo, by budować polsko-wietnamskie mosty ponad różnicami?

Adrian R.: Z roku na rok jest tego co raz więcej. Pod koniec 2013 roku sam zaangażowałem się w pomoc przy organizacji wydarzenia kulturalnego „Wietnam Ba Lan” i „Wietnam Ba Lan – TET Festiwal”, które odbyło się 2.02 w warszawskiej siedzibie Gazety Wyborczej.  Organizatorami akcji była sekcja Cudzoziemska Stowarzyszenia Wolnego Słowa oraz Stowarzyszenie Pracownia Twórcza Lubelska 30/32. Oba projekty miały na celu zbliżenie do siebie dwóch kultur i zacieśnienie więzów, które moim zdaniem, wciąż jest obu naszym społecznościom bardzo potrzebne. Uznałem, że mógłbym swoją znajomość z Wietnamczykami wykorzystać w celu promocji ich. Moim wkładem w wydarzenia kulturalne (zwłaszcza w drugie) było spojrzenie na nie oczyma Polaka i zaprezentowanie Polakom, tego czego chcieliby dowiedzieć się o Wietnamczykach. Dlatego też starałem się (i wciąż staram się) ukazać Wietnamczyków jako atrakcyjny naród pełen zalet i wspaniałych talentów. Uważam, że możemy się od siebie bardzo wiele nauczyć. Wierzę, że żyjąc obok siebie powinniśmy naszą codzienną rzeczywistość budować razem. Wystarczy chcieć! J A mówię to jako prawdziwy Warszawiak kochający to miasto i pragnący w jakiejś cząstce współtworzyć jego życie.

Ziarnko: Czyli  sam też aktywnie promujesz wietnamską kulturę? 

Adrian R.: Oczywiście, staram się na miarę swoich możliwości! W 2014 z okazji festiwalu integracyjnego Lua Viet 2014 (filmik z występu do obejrzenia poniżej) wyreżyserowałem spektakl grupy MIX, której też byłem członkiem. Nasza grupa jako jedyna składała się z Wietnamczyków i Polaków, stąd jej nazwa. Odpowiadałem za przygotowanie naszej grupy do rundy TALENT – choreografia, charakterystyka. W całym konkursie zajęliśmy miejsce trzecie, ale w rundzie talent pierwsze! A nadmienię, że była to runda najwyżej punktowana!

 

Występ grupy zaczyna się od 12 minuty:)

 

 

Ziarko: A teraz na zakończenie poproszę Cię o słowną promocję wielokulturowego stylu życia – co powiesz?

Adrian. R.:  Stereotypy i nieśmiałość chowamy do szuflady, otwieramy się na innych i siebie dla innych!  Mnie Wietnamczycy bardzo wzbogacili. Dzięki przyjaźni z nimi nauczyłem się, że pewne dotyczące ich stereotypy są prawdziwe, a inne to jakiś głupi blef. Nie tak wiele nas od siebie różni! Owszem, wywodzą się z innej kultury, z dalekiej Azji,  pięknego Wietnamu. Mają skośne oczy, proste i ciemne włosy, ciemniejszy kolor skóry. A jednak w wielu kwestiach są tacy jak Polacy! Również mają swoje lęki i pragnienia. Także marzą, chcą kochać i być kochani. Nie lubię, gdy ktoś wypowiada się o nich w sposób „egzotyczny”, albo wyciąga na ich temat pochopne wnioski. Większość z nich jest błędna. Dla mnie Wietnamczycy są najwspanialsi pod słońcem, a to właśnie dlatego że tak zwyczajni, również ze swoimi wadami. Każda nacja je ma. I to właśnie nas do siebie zbliża.

 

Na koniec Ziarnko chce dodać, że….

Jest takie wietnamskie przysłowie „Đồng thanh tương ứng, đồng khí tương cầu” (odpowiednik polskiego „podobieństwa się przyciągają”). Jak jednak widać na przykładzie przyjaźni Adriana, wielka wartość i siła przyciągania ukryta jest też w różnicach! Dziękuję Ci za rozmowę i życzę powodzenia w budowaniu wspólnej wizji wielokulturowego świata.

Czytelników Ziarnka zachęcam zaś do śmiałego podróżowania po fascynujących światach innych kultur – nie tylko wietnamskiej:)!