Tag: Ha Noi

  • Specjały Ha Noi – część 2

    Specjały Ha Noi – część 2

    Turystyka kulinarna jest teraz na topie! Lubimy poznawać kraj wszystkimi zmysłami, dlatego zwiedzanie zabytków jest teraz niejako dodatkiem dla uczty zmysłów jakie fundujemy sobie przy okazji wypraw dla smakoszy.  Począwszy od planowania wyjazdu i rozeznawania się w cenach hoteli z trivago, na pakowaniu walizki kończąc – połącz „przyjemne z pożytecznym” i ułóż plan pobytu pod kątem odwiedzania miejsc atrakcyjnych i kulturowo i kulinarnie!

    Dla smakoszy turystyki kulinarnej prezentuję kolejne potrawy z serii „musisz tego spróbować będąc w Ha Noi„. Jak widać, poza słynnym phở, nasze podniebienia ma jeszcze wiele do smakowej eksploracji!

    Bún ốc

    Bún ốc (posłuchaj wymowy) nazywamy makaron ryżowy na wywarze ze skorupiaków. Pachnie intensywnie ” wodnymi swtorzeniami”, trzeba dobrze przeżuć, by lekko sie trawiło. W Hà Nội potrawa ta kosztuje ok. 20 000 đ wzwyż i serwują ją w lokalach:

    • bún ốc bà Sáu” – 73A phố Mai Hắc Đế (sprzedawane od rana do południa),
    • bún ốc bà Lương na ulicy phố Khương Thượng,
    • bún ốc Cô Béo số 1 Hòe Nhai (numer 1 Hòe Nhai)

    Nộm bò khô

    Nộm bò khô (posłuchaj wymowy), czyli surówka z suszoną wołowiną. Dopełnieniem smaku wołowiny jest pokrojona w paseczki zielona papaja (zaskakująco są one koloru białego!), pachnące, świeże zioła oraz sos rybny. Kosztuje ok. 20 000 dongów.

    • quán nộm ( quán, oznacza knajpkę/lokal ) Huế na ulicy Hàm Long
    • quán Long Vĩ Ôn,  lokal numer 23 na ulicy Hồ Hoàn Kiếm

    Nem tai Bà Hồng 

    Nem tai Bà Hồng mnie osobiście nie powaliła na kolana. Są to ugotowane na parze, cienko pokrojone świńskie uszy, spożywane w papierze ryżowym, ze słodkim sosem. Wspominam ją tutaj, gdyż jest to smak typowo „wietnamski”, czyli część ciała zwierzęcia, którą w Polsce się nie traktuje jako rarytas (jak też np. rapetki czy uwielbiane przez Wietnamczyków kurze łapki), mająca „mdły” smak (gdyby nie sosik…).

    Lẩu vịt

    Gorący kociołek z kaczką, czyli lẩu vịt (posłuchaj wymowy). W Polsce kaczkę jada się w niewielu domach. Przepis na nieco inną, ale również w wietnamskim wydaniu znajdziecie u Marshulla. Najlepszą w Polsce mogę polecić u mojej teściowej w Iławie – jest mistrzynią kaczuszki w jabłkach! Ale w Ha Noi możemy skosztować kaczego mięska z gorącego kociołka  – poza aspektem smakowym ,równie ważna jest forma tego dania przy kociołku można zasiąść w grupie kilku osób i na bieżąco delektować się „samoobsługowo”.  Naprawdę bardzo fajny sposób spędzenia czasu ze znajomymi. Każdy ma swoję chochelkę/koszyczek, który”gotuje” we wspólnym kociołku. W nim jest mięsko, warzywka, makaron. Koszt jest już większy, ok150.000 dongów/osobę, ze względu na ilość dodatków, które „kociołkujemy”. Oczywiście,  są również inne: „mięsne”  oraz „owocowo-morskie” wersje tego dania.

    Kem Tràng Tiền

    Lody przy ulicy Tràng Tiền (posłuchaj wymowy) to odpowiednik pączków na Chmielnej w Warszawie. Znane od pokoleń, w swoim składzie mają ryż, zieloną herbatę i smaki różnych egzotycznych owoców.

    Jak widać stolica Wietnamu ma do zaoferowania wiele dla duszy i ciała. Wielkim błędem jest omijanie jej na mapie swojej podróży. Mam nadzieję, że wiedząc ile ma do zaoferowania postawicie swoje kroki na jej zatłoczonych i pełnych historii uliczkach.

  • Świątynia Literatury Văn Miếu

    W każdym przewodniku znajdziecie to miejsce na liście miejsc ” to trzeba koniecznie zwiedzić”. Może to zniechęcić niektórych, szukających nietuzinkowych wrażeń i nieodkrytych, tajemniczych miejsc. Ale Văn Miếu – Quốc Tử Giám (posłuchaj wymowyma trzy zalety, które moim zdaniem przemawiają za tym, by chociaż godzinkę swojego czasu przeznaczyć na spacer wąskimi alejkami wśród kroczących drzew:

    Oaza spokoju w centrum miasta

    Ha Noi nie należy do najcichszych i bardzo zielonych stolic. Zadbana zieleń Van Mieu, piękne stare drzewy, ukwiecone bonsai i majestatyczne kroczące drzewa oraz panująca tam względna cisza na pewno ukoją zmysły zmęczone klaksonieniem, smogiem i urbanistyczną dżunglą.

    Powiew orientu

     

    Posmak historii

     

    Godziny otwarcia:

     

    Świątynię można zwiedzać od wtorku do niedzieli, w godzinach od 8 – 15. Wyjątkowo, od 15 kwietnia do 15 października w godzinach od 7.30 rano do 17.30 po południu. Cena biletu jest symboliczna (10 000 dongów), dzieci poniżej 15 roku życia mają wstęp wolny.

  • W zdrowym ciele zdrowy duch!

    W Polsce nie dziwi nas widok ludzi uprawiających jogging, czy maszerujących z kijkami do nordic walking. Ale czy widzieliście kiedyś np. na pl.Konstytucji, aby grupa emerytek wesoło pląsałą w układzie  tai chi o wschodzie słońca?

    W grupie raźniej

    Bladym świtem, gdy temperatura jeszcze znośna, lub bardzo późnym wieczorem, na ulicach, placach, w parkach większych miast Wietnamu widać grupy ćwiczących. „Tập dưỡng sinh”, czyli ćwiczenia pozwalające zachować dobrą kondycję, są wykonywane przez grupy męskie, damskie oraz mieszane, praktycznie w każdym wieku (chociaż młodzieży widziałam najmniej!). Może przybierać formę pląsów fitness, bardziej skupionych na przepływie energii układów tai chi lub wybuchowej mieszanki obydwu. Urzeka zaangażowanie uczestników wykonujących skomplikowane układy, niejednokrotnie z akcesoriami (wachlarze bojowe czy drewniane miecze), wykonywane płynnie w rytm muzyki płynącej z głośników radia.

     

    Ćwiczyć można wszędzie

    Wietnamczycy są bardzo bezpośredni nie tylko w kontaktach międzyludzkich. W swoim kręgu czują się ogólnie bardzo „swobodnie” w codziennych sytuacjach: ubierają się jak chcą i lubią, wyrażają emocje w bardzo dynamiczny sposób, niektóre rzeczy komunikują „bez ogródek” (ile razy można usłyszeć z ust wietnamskiego znajomego „O, jaki gruby się zrobiłeś!” i nie ma w tym ani słowa złośliwości). Tak samo jest również jeśli chodzi o ćwiczenia na świeżym powietrzu. Nikogo nie zdziwi widok osoby medytującej w pozycji lotosu na ławce przy głównej ulicy, pośród tłumów przechodniów, turystów i handlarzy, a grupy pań  o nieidealnych kształtach nie chowają się po kątach tylko radośnie wymachują nogami na placach przy głównych ulicach miast. Ćwiczący zdają się nie przejmować tym co ktoś o nich pomyśli, jak wyglądają. Nie przywiązują uwagi do „profesjonalnych strojów znanych marek”. Trzeba przyznać, że taka swobodna postawa dodaje motywacji w realizowaniu pasji do ćwiczeń!

     

     

     Wiek nie gra roli

    Najbardziej spektakularnym dla mnie widokiem są ćwiczące starsze osoby. Odniosłam wrażenie, że starość w Wietnamie nie jest napiętnowana jak jest niekiedy w Polsce: niedołężnością, brakiem energii i odizolowaniem. Miałam osobiście okazję uczestniczyć w spotkaniu kobiet ćwiczących regularnie układy z wachlarzami, piłkami i mieczami. Na spotkanie zabrała mnie moja ciocia Oanh.  Ponieważ trzeba wstać skoro świt, ok.4.30, niestety udało mi się  tylko dwa razy w ciągu całego pobytu towarzyszyć cioci na ćwiczeniach. Ale już te dwa spotkania pozostawiły niezapomniane wrażenia! Potrzeba naprawdę niezwykłej determinacji, by wstać gdy śpi jeszcze cały dom, cała ulice, całe miasto, spakować worek treningowy z mieczami, wachlarzami i piłkami i marszem udać się ćwiczenia. Tym bardziej, że potem czeka cały ciężki dzień w nieznośnym upale i duchocie i codzienne obowiązki domowe. Poniżej zdjęcia z tego gimnastycznego poranka!

    Średnia wieku tych pań to 60 lat, wszystkie ćwiczą według własnych możliwości zdrowotnych i umiejętności. Ćwiczeniom przewodniczy najbardziej doświadczona, która poprawia mniej wtajemniczone, nadaje tempo i pilnuje precyzji wykonywania figur. A te, w połączeniu z gadżetami – są niekiedy naprawdę bardzo skomplikowane! Sama próbowałam wykonać kilka obrotów z jednoczesnym otwarciem lub zamknięciem wachlarza lub podrzutem i złapaniem piłeczki – z marnym skutkiem! Panie emerytki miały ze mnie niezły ubaw, ja sama nabrałam jeszcze większego podziwu dla ich sprawności i koordynacji. Wyrazu uznania dla Cioci Oanh i jej koleżanek – też bym tak chciała – w ogóle, nie tylko w ich wieku!

     

  • Jezioro Ho Tay w Ha Noi

     

    Historia

    Geograficznie jezioro Hồ Tây (posłuchaj wymowy) swój początek wzięło w nurcie Rzeki Czerwonej. Istnieje kilka legend mówiących o jego początkach.

    Jedna z nich podaje, iż zostało uformowane w walce protoplasty narodu wietnamskiego, smoczego pana Lac Long Quan i lisiego ducha, stąd nosiło swego czasu nazwę „bagna lisich zwłok”.

    Inna legenda podaje nazwę „Jezioro złotego bawoła”. Ponoć po utracie swego cielęcia rozzłoszczone zwierzę wyryło swoimi kopytami ogromny dół i tak powstało jezioro..

    W XXI wieku jezioro nazywano „Zamglonym jeziorem”, od częstych i gęstych mgieł jakie unoszą się nad jego wodami. Ostatecznie od XVI wieku nazywane jest „Zachodnim Jeziorem”, aż po dziś dzień.

    Ho Tay dziś

    Wokół jeziora zgromadzonych jest kilka najważniejszych punktów Ha Noi: najstarsza pagoda w Wietnamie Tran Quoc,  jedna z czterech „starożytnych świętych świątyń” świątynia Quan Thanh.

    Wietnamczycy lubią przyjeżdżać tu na motorkach i nad brzegiem jeziora wypić szklaneczkę soku kokosowego zadumać się na chwilę nad ogromną taflą wody. Inną ulubioną rozrywką, szczególnie w upalne wieczory lata jest przejażdżka rowerkiem wodnym w kształcie łabędzia.

    Zobaczcie jak dziś Hồ Tây oczarowuje swoim widokiem – zapraszam do obejrzenia zdjęć autorstwa Bang Lang.

  • Specjały z Ha Noi – bun thang

     

    Bún thang – feeria smaków, barw i zapachów

    Każdy region Wietnamu ma swoje specjały. Przyjrzyjmy się bliżej jednemu z hanojskich przysmaków – rosołowi „bún thang”. Wyjątkowość tego dania polega na niespotykanej kompozycji. Wywar, o słodkawym smaku, gotuje się na kościach drobiowych, wieprzowych oraz suszonych krewetkach. Dodaje się następnie śnieżnobiały, cienki makaron ryżowy. Nie może zabraknąć mięsnej wkładki, czyli kawałków mięsa z piersi oraz udka kurczaka. Jest również „mortadelka” wietnamska z cielęciny. Paletę kolorów uzupełnia żółte jajko pokrojone w cieniuteńskie paseczki. Miska bún thang przybrana jest zielonymi ziołami: świeżą kolendrą, liśćmi rdestowca, szczypiorkiem z młodej cebulki i pokrojoną dymką. Całość dopełniają:  sos rybny, ocet oraz 1, maksymalnie 2 krople „dầu cà cuống” (esencja z feromonu owada Lethoceris indicus z gatunku pluskwiaków), który przyprawia całość o ostrą, niespotykaną w polskiej kuchni, nutę.

     

    Najsmaczniejsze bún thang w Hà Nội serwuje sie obecnie w 4 miejscach: 59 Hàng Lược, 28 Liễu Giai, 144 D2 Giảng Võ oraz 48 Cầu Gỗ. W każdym z tych lokali smakuje nieco inaczej, więc pewnie najlepiej spróbować we wszystkich!

     

    A poniżej gotowanie na ekranie dla ciekawskich: