Tag: miejsca

  • Specjały z Ha Noi – bun thang

     

    Bún thang – feeria smaków, barw i zapachów

    Każdy region Wietnamu ma swoje specjały. Przyjrzyjmy się bliżej jednemu z hanojskich przysmaków – rosołowi „bún thang”. Wyjątkowość tego dania polega na niespotykanej kompozycji. Wywar, o słodkawym smaku, gotuje się na kościach drobiowych, wieprzowych oraz suszonych krewetkach. Dodaje się następnie śnieżnobiały, cienki makaron ryżowy. Nie może zabraknąć mięsnej wkładki, czyli kawałków mięsa z piersi oraz udka kurczaka. Jest również „mortadelka” wietnamska z cielęciny. Paletę kolorów uzupełnia żółte jajko pokrojone w cieniuteńskie paseczki. Miska bún thang przybrana jest zielonymi ziołami: świeżą kolendrą, liśćmi rdestowca, szczypiorkiem z młodej cebulki i pokrojoną dymką. Całość dopełniają:  sos rybny, ocet oraz 1, maksymalnie 2 krople „dầu cà cuống” (esencja z feromonu owada Lethoceris indicus z gatunku pluskwiaków), który przyprawia całość o ostrą, niespotykaną w polskiej kuchni, nutę.

     

    Najsmaczniejsze bún thang w Hà Nội serwuje sie obecnie w 4 miejscach: 59 Hàng Lược, 28 Liễu Giai, 144 D2 Giảng Võ oraz 48 Cầu Gỗ. W każdym z tych lokali smakuje nieco inaczej, więc pewnie najlepiej spróbować we wszystkich!

     

    A poniżej gotowanie na ekranie dla ciekawskich:

  • Z Torunia do Ha Noi za jeden uśmiech

    Wietnam przyciąga jak magnes. Historia Krzyśka Sz. z Torunia jest tego dowodem. W najśmielszych marzeniach nie planował tak egzotycznej podróży. Ale los sprawił mu miłą niespodziankę :)….

    Nie trafiłeś do Wietnamu jak większość turystów, to była prawdziwie „wygrana na loterii”!

    Tak. Wycieczkę do Wietnamu wygrałem w konkursie organizowanym przez firmę, w której pracuję. Całą sytuacją byłem strasznie podekscytowany, ponieważ nigdy tak naprawdę nie byłem za granicą. Nie mogłem uwierzyć, że spotkało mnie takie szczęście i żeby nie zapeszyć nie chwaliłem się tą wygraną. Powiedziałem o tym jedynie najbliższej rodzinie i przyjaciołom. Pomyślałem „Uwierzę, jak wsiądę do samolotu”.

    I jak przywitało Cię Ha Noi?

    Gorącem i wilgotnością! Od razu dało się poczuć tropikalny klimat po wyjściu z klimatyzowanego samolotu. Ciężko się oddychało, optyka w aparacie skapitulowała. Dopiero po paru minutach organizm się przyzwyczaił, a lustra w aparacie odparowały i można było pstrykać zdjęcia.

    Co Cię najbardziej zaskoczyło?

    Cały czas jestem pod wrażeniem tego, jak zorganizowany jest ruch drogowy w Wietnamie. W trakcie pobytu było parę sytuacji, które wzbudzały we mnie skrajne emocje: od śmiechu po przerażenie.

    Na rondo wszyscy wjeżdżają bez jakichkolwiek zasad pierwszeństwa. Skutery, rowery, autobusy, auta – wszyscy mijają się centymetry od siebie. Do tego na okrągło trąbią i dźwięk klaksonów dudni w uszach. Kierowcy używają klaksonów do wszystkiego: by zasygnalizować skręcanie, wyprzedzając, dając znać pieszym że jadą za nimi. Zauważyłem, że jedyna zasada jaką się kierują na drodze to „Większy pojazd, z głośniejszym klaksonem ma pierwszeństwo i trzeba mu się usuwać z drogi”.

    Również komunikacja miejska rządzi się swoimi prawami. Raz  byłem świadkiem sceny, jak autobus miejski po kilku minutach czekania, by wjechać na skrzyżowanie – zwyczajnie wjechał na chodnik i je objechał!

    Do tego Wietnamczycy na skuterze potrafią przewieźć dosłownie wszystko – począwszy od kilku świnek, po wielką szafę rozebraną na części. Widziałem też 5-ciu Wietnamczyków jadących na jednym skuterze. Jakby tego było mało, kierowca jechał i  pisał jeszcze SMSa na komórce.

    Czy Wietnam kojarzy Ci się z hałaśliwym miastem czy egzotyczną przyrodą?

    W mieście faktycznie jest tłoczno i głośno, ale wycieczka po Ha Long pokazała mi, że można tam też znaleźć miejsca dla ukojenia zmysłów. Widoki zapierały dech w piersiach, pogodę mieliśmy piękną, pływalismy luksusową łodzią o wysokim standardzie, personel na łodzi był dla nas bardzo miły. Zwiedzaliśmy pływające wioski. To było bardzo ciekawe doświadczenie.  Widziałem jak ludzie tam żyją, jak łowią ryby, można było zamienić parę słów, podobało się to, że wszyscy byli bardzo zaangażowani w swoje obowiązki – dorośli, dzieci, całe rodziny. Mimo, że słyszy się, że nie mają łatwo, nie zarabiają dużo – widać po nich, że dają radę i cieszą się z życia, u każdego na twarzy rysował się uśmiech. Pływaliśmy też kajakami po zatoce wśród wapiennych skał. Niektóre z nich były tak wyżłobione przez wodę, że można było przepłynąć pod nimi. Widoki niesamowite!

    W programie wycieczki była też niespodzianka. Wieczorem zakotwiczyliśmy przy jakiejś plaży. Było już ciemno, więc kto chciał, zrzucał ciuchy i dawaj do wody! Noc była ciemna, woda bardzo ciepła, leżałem sobie na plecach kołysany wodą i patrzyłem w rozgwieżdżone niebo. Cudownie się wtedy czułem!

    .

    Jednym słowem rozkosz dla zmysłów! A co z podniebieniem, też było tak niebiańsko ?

    Jeśli ktoś lubi łososia, polecam spróbować w Wietnamie. To była prawdziwa rozkosz dla podniebienia. Świeży, miękki, rozpływał się w ustach, miał piękny i naturalny pomarańczowy kolor – po prostu przepyszny! Poza tym owoce: owoc smoka, arbuz, longany. Pierwszy raz też w Wietnamie spróbowałem „passion fruit”. Ma niesamowicie słodki i orzeźwiający smak. A na deser obowiązkowo „zielone ciasteczka ryżowe”.

    Skusiłem się też na parę potraw, gdzie do końca nie wiem co zjadłem. Miałem raz ochotę na porządny kawałek mięsa. Zjadłem przepyszną kiełbaskę, wyglądała jak nasze polskie parówki drobiowe. Ale nie wiem z czego była zrobiona, to już pozostanie tajemnica kucharza.

    Było też kilka potraw, na które się prawie skusiłem, ale w końcu nie odważyłem się skosztować. Na przykład miseczka zupy, która miała kawałki kosteczek w środku i wyglądała oraz pachniała jak nasza galaretka, tylko podawana na gorąco.

    Czy Wietnam jest dla turysty drogim krajem?

    Jak widać na zachowanym przez mnie paragonie, podatek VAT to jedyne 10%! Jak to zobaczyłem, pomyślałem sobie: W Polsce zarabiać, w Wietnamie żyć! Ale trzeba pamiętać, że ceny za towary i usługi dla turystów są wyższe.

    To oznacza, że trzeba się targować. Jak sobie z tym poradziłeś?

    Okazji do targowania się było sporo, niektóre były zabawne, innej mniej przyjemnie.

    Bardzo miło wspominam  kiedy w Ha Noi „dopadła nas” nas handlarka z koszulkami. Dobrze mówiła po angielsku, uśmiechała się i przyznam, że uległem i kupiłem. Nie utargowałem zbyt wiele, bo to były moje pierwsze zakupy w Wietnamie.

    Innym razem, w  Ha Long podeszła do mnie handlarka biżuterii z pereł.  Pociągnęła mnie za rękę, wcisnęła naszyjniki i zaczęło się targowanie, w języku angielskim. Utargowałem ile chciałem, ale koniec końców handlarka wydała mi o 10 USD za mało. Biegałem za nią i krzyczałem, żeby oddała ale okazało się, że przestała rozumieć angielski, powtarzała „I don’t understand”. Pomyślałem sobie „Ja ci dam nie rozumiem”! W końcu odpuściła,  widziała, że się nie poddaję. Pieniędzy jednak nie odzyskałem, wcisnęła mi za to w dłoń jeszcze 3 naszyjniki z pereł.

    Ciekawe wspomnienie związane z targowaniem się to handlarka koralików, którą spotkałem na wycieczce do pagody. Dosłownie włożyła mi na nadgarstek bransoletkę mówiąc „Remember me, souvenir, no money, for your save back from the jungle”. Kiedy już wracaliśmy, podeszła do mnie znów.  Chciałem jej zwrócić  bransoletkę, ale ona wciąż powtarzała „souvenir, no money”. Jednocześnie namawiała mnie na zakup innych koralików i naszyjników. Twardo obstawałem przy swoim, potem jednak żałowałem, że nic nie kupiłem. To była groszowa sprawa, a przyszła mi do głowy taka myśl, że może jakaś klątwa teraz na mnie rzucona jest przez tą bransoletkę?

    Czy jest jeszcze jakieś miejsce, które uważasz za warte polecenia?

    Wycieczka do groty Huong Tich była bardzo ciekawa, tajemnicza. Żeby tam dotrzeć, wzięliśmy z Ha Noi autobus do wioski My Duc, tam łodziami około godziny płynie się rzeką  Yen Vi. Kolejny etap, kto chciał – mógł pokonać kolejką. Ja wybrałem spacer. Trasa była trudna, cały czas schodki. Im bliżej groty to miałem wrażenie, że te schodki były coraz wyższe. Również wilgotność i temperatura powietrza dawały się szczególnie we znaki. Byłem cały mokry a pot dosłownie spływał ze mnie – do oczu, nosa, ust.  Uroki tropików, nie było na mnie ani jednej suchej części ubrania. Na własnej skórze przekonałem się, że w tym klimacie trzeba mieć zawsze nakrycie głowy. Kiedy już dotarliśmy do groty, moja głowa była dosłownie cała czerwona od słońca, chociaż cały czas było pochmurno. W samej grocie było bardzo tajemniczo. Słychać było jedynie odgłos kapiących ze skał kropel wody, przy bogato przystrojonych ołtarzach modliły się grupki ludzi.

    W trakcie wycieczki miał miejsce ciekawy incydent. Zauważyliśmy żółwia w misce. Był przywiązany sznurkiem do cegły i choć usilnie próbował, nie mógł sie wydostać. Tak nas wzruszył ten widok, że chcieliśmy go wykupić i uwolnić. Niestety handlarka podała cenę 40 dolarów i musieliśmy odpuścić.

     A co przywozi polski turysta na pamiątkę z wycieczki po Wietnamie?

    Najbardziej się cieszę z pięknej porcelany, ręcznie malowanej. Kupiłem ją już na lotnisku, więc przepłaciłem, ale nawet ten fakt nie odbiera mi radości z faktu jej posiadania. Przez całe 11 godzin w samolocie, trzymałem ją na kolanach, zawiniętą dodatkowo w moją bluzę z kapturem, żeby doleciała w jednym kawałku!

    Przywiozłem wiele typowo „wietnamskich” produktów:  „ryżówkę” Ruou Lua, kawy Trung Nguyen Creative, herbatę jaśminową, pałeczki. Chociaż raz w supermarkecie chciałem znaleźć „Traditional Vietnam tea” i wskazano mi na półce Liptona.

    Mam też nauczkę, żeby kupować od razu, bo potem może być okazji. I tak filtr do parzenia wietnamskiej kawy udało mi się kupić już w Polsce, na Allegro. Niestety wietnamskiego hełmu, czapki z gwiazdą czy jedwabnej koszulki nie mogę dostać nawet na ebay`u.

    Ponoć wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Chciałbyś wrócić do Wietnamu?

    Pobyt w Wietnamie wspominam wspaniale. Ujęła mnie kultura ludzi. Jako turyści, byliśmy bardzo szanowani, spotykaliśmy się na każdym kroku z życzliwością, serdecznością, uśmiechem. Śmiem twierdzić, że my Europejczycy, moglibyśmy się wiele uczyć od Azjatów.  Zauważyłem, że Wietnamczycy są bardzo pracowici, bez względu na rodzaj pracy jaką wykonują oraz zarobki jakie z niej czerpią. Większość ludzi, których mijałem na ulicy było uśmiechniętych i każdy był zajęty – każdy zapracowany, taki malutki chaos.

    Wietnamskie kobiety, nie dość że niektóre są zjawiskowo piękne to do tego są jeszcze wrażliwe, lojalne, cierpliwe, wyrozumiałe i bardzo zaradne. Dodatkowo niektóre są tak zjawisko piękne, że dla takiej Wietnamki można stracić głowę i chcieć już zostać tam na zawsze! Mając na uwadze historię tego kraju i jego bolesną historię, jestem naprawdę pełen szacunku dla jego mieszkańców. Nasza polska rzeczywistość wydaje mi się teraz bardziej szara. Chłód to nie tylko element naszego klimatu, ale też ludzie w Polsce częściej mają smutne twarze. Biorąc zatem pod uwagę życzliwość ludzi, urodę wietnamskich kobiet, różnorodność smaków, życzliwość ludzi i oczywiście niski VAT – zdecydowanie chciałbym wrócić do Wietnamu, by przeżyć kolejną przygodę!

  • Wyjątkowe miejsca w Ha Noi

    Przedstawiam Wam wyjątkowy spis miejsc w Hà Nội, których odwiedzenie jest gwarancją uczty dla ducha bądź ciała.

    Nie znajdziecie ich w przewodnikach, nie przeczytacie o nich na forach podróżniczych. Niektóre z nich oddalone są od uczęszczanych przez turystów szlaków. Są jednak znane i lubiane przez samych Hanojczyków i pokazują „wietnamski Wietnam”. Dodam jednak, że jak wszystkie opinie – również i te są subiektywne. Ryzykujecie więc szok kulturowy i zderzenie ze znaczną różnicą gustów ( „świetny serwis” może się inaczej prezentować w polskich warunkach)…

    Jeśli jednak zawędrujecie pod wskazane adresy, przekonacie się jak wygląda i smakuje Wietnam w oczach Wietnamczyków! I kto wie, może właśnie ta odsłona, a nie wersja dla turystów, spodoba Wam się bardziej?

    JEDZENIE

    Phở (wymowa) – rosół wołowy bądź drobiowy, z makaronem ryżowym, świeżymi ziołami, kilkoma kroplami limonki.

    Pierwszy lokal serwujący phở w Hà Nội otwarto w 1920 roku. Dziś najsmaczniejsze phở znajdziesz tutaj: Phở Gia Truyền Bát Đàn, 49 Bát Đàn, Hoàn Kiếm, Hà Nội.

    Lokal z wieloletnimi tradycjami, rosołek jak u mamusi, albo i nawet lepszy 🙂 Nie znajdziecie tam ciszy i spokoju, wzorowej obsługi i wygodnych krzesełek. Jak za dawnych PRLowskich czasów wystoice też swoje w kolejce. Jest ścisk, gwar i ruch – ale doznania smakowe to istne niebo w gębie. Dla tego smaku warto znieść wszystkie niewygody!

    Dla bardziej wrażliwych na estetykę otoczenia, polecam sieciówkę PHO 24 http://www.pho24.com.vn/. Standard zachowany, smakiem nie powala, ale można usiąść wygodnie w klimatyzowanym pomieszczeniu i spokojnie porozmawiać.

    Phở Cuốn (wymowa) – naleśniki a la sajgonki, konsumowane na zimno. Głównym składnikiem są świeże zioła, surowe warzywa i cienko krojone kawałki wołowiny.

    To danie serwowane jest przez wiele małych lokali na ulicy Phố Ngũ Xã, dzielnica Quận Ba Đình, Hà Nội. Do któregokolwiek nie zajrzycie, dostaniecie lekkostrawną wiosnę na talerzu – o każdej porze roku 🙂

    Chả Cá (wymowa) grilowana, bądź opiekana ryba morska, podawana w kawałkach, może być w panierce z kurkumą, podawane z makaronem ryżowym, krewetkową pastą „Mam Tom”, serwowane w towarzystwie prażonych orzeszków ziemnych i świeżych ziół.

    (UWAGA: „mam tom”ma bardzo intensywny smak i zapach! Wzbudza wiele kontrowersji nawet wśród samych Wietnamczyków. Ja nie tknęłabym jej nawet pod groźbą śmierci, ale może Wam posmakuje?).

    Żeby móc wyrobić sobie zdanie o tym, jak smaczne może być cha ca, każdy powinien choć raz  zajrzeć na 29-31 29 Đường Thành, Hoàn Kiếm, Hà Nội. Nawet ci nie rozsmakowani w rybach, raz spróbowawszy, polubią!

    Bún nem (wymowa) – cienki makaron ryżowy podawany z grilowany kuleczkami mięsnymi z dodatkiem surowych warzyw.


    Na to danie zapraszam pod adresem:123 Bùi Thị Xuân, Lê Đại Hành, Hai Bà Trưng, Hà Nội.

    Lẩu cua (wymowa) – potrawa bezpośrednio przyrządzana na stole. W samowarze z gotującym się rosołem każdy z biesadników gotuje mięsko kraba i warzywa.


    Lẩu to danie wyjątkowe: to nie tylko potrawa, to styl spędzania wolnego czasu i sposób rozrywki towarzysko-kulinarnej.   Wokół jednego kociołka zasiada kilka osób i każdy serwuje sobie kawałki tego na co akurat ma ochotę. W wywarze można zagotować różnego rodzaje mięsa, surowe warzywa. Jeśli macie ochotę na doskonałą zabawę przy stole w architekta smaku koniecznie odwiedźcie lokal na 12 Phố Huế, Hà Nội.

    Bún Bò Nam Bộ (wymowa) – specjalnośc kuchni rejonu południowego. Cienki makaron ryżowy z plastrami wołowiny, z sałatą, zielonymi świeżymi ziołami i kiełkami. Zwieńczone orzeszkami, prażoną cebulką i sosem o słodkawym posmaku.

    Absolutnym hitem od 25 lat historii jest bún bò serwowane na  67 HÀNG ĐIẾU, Cửa Đông, Hà Nội.

    Duże, smaczne porcje w przystępnej cenie (ok. 50 000 VND) a wszystko serwowane w przyjaznym zachodniemu turyście otoczeniu: jest czysto a stoły i krzesła są wysokie, można więc wygodnie zasiąść i smacznie zjeść. Wziąć trzeba jednak pod uwagę, że ze względu na popularność zawsze jest tam tłoczno i gwarno, czasem trzeba poczekać aż zwolni się miejsce.

    SPECJAŁY

    Thịt rắn (wymowa) – konsumpcja dań z węża to przeżycie duchowe, tylko dla tych o mocnych nerwach, gdyż nierzadko gad kończy żywot na naszych oczach. Bijące serce w kieliszku ze świeżą krwią przypada w udziale najznamienitszemu z biesiadników. Albo najodważniejszemu 🙂 Ma zapewnić sprawność ciała i umysłu do późnej starości.

     

    Na blogu Dominiki i Maćka, w artykule znajdziecie filmiki pokazujące ten przejmujący  rytuał.

    Same dania przygotowane z węża są już natomiast doświadczeniem czysto kulinarnym. Jeżeli Wasze podniebienia lubią nowe wyzwania, koniecznie zajrzyjcie na Lệ Mật, Quận Long Biên, Hà Nội.

    Thịt ba ba (wymowa) – żółwie mięso. Nie mam zielonego pojęcia jak smakuje.Ze względów ideologicznych nie chcę nawet myśleć o tym, że takie dania istnieją. Ale Wietnamczycy nie są tacy sentymentalni. Uważają je za przysmak, zakładam więc, że musi smakować. Czy na pewno, przekonacie się sami odwiedzając Nhà hàng Dân Tộc Quán, 40-44 Âu cơ, Hà Nội.

     

    ROZRYWKOWO

    Karaoke – jeden z ulubionych rodzajów rozrywki w całym Wietnamie dla każdego w wieku od lat 1 do 100. Lokali karaoke jest mnóstwo i warto zajrzeć do chociażby jednego z nich, żeby zobaczyć co oferują. Po głośnym i upalnym dniu miło jest usiąść wygodnie na kanapie w klimatyzowanym pokoju, gdzie zajadając orzeszki i popijając chłodny browar Ha Noi możemy spróbować swoich sił wokalnych.

    Karaoke Jaguarudi to nowocześnie urządzony, z wysokiej jakości sprzętem lokal> Ma zawsze aktualną listę przebojów, zarówno wietnamskich jak i światowych. Adres: 40 Cửa Đông, Hoàn Kiếm, Hà Nội lub 11 Hang Chuoi, Phạm Đình Hồ, Hoàn Kiếm, Hà Nội.

    Karaoke Club X-Men na 408 Đê La Thành, Hà Nội również cieszy sią ogromną popularnością. Pokoje są przestronne, nowoczesny wystrój, sprzęt dobrej jakości, obsługa bardzo miła i fachowa.

    FRYZJER

    Będąc w Wietnamie warto skorzystać z usługi mycia głowy. Brzmi banalnie, ale w połączeniu ze zwinnie wykonywanym masażem głowy i twarzy jest to naprawdę przyjemne doznanie. Wszelkie inne zabiegi tylko dla odważnych – ja raz zgodziłam się na położenie odżywki na włosach a wyszłam z trwałą na głowie…

    Dobry serwis i miła obsługa są na 12 Trần Quốc Toản, Hang Bai ward, Hoàn Kiếm w TU HAIR. Niestety wysoką jakość usług odzwierciedlają też ceny.

    Dla panów polecam fryzjera ulicznego – szybko i sprawnie ogoli, przystrzyże, bardzo znany i ceniony wśród Hanojczyków Shop số 6 phố Tràng Thi, Quận Hoàn Kiếm, Hà Nội.

    ROMANTYCZNIE

    Jest takie miejsce, gdzie można spędzić kilka bardzo romantycznych chwil z Wietnamem w tle. Oglądać grę świateł zachodzącego słońca na jeziorze Hồ Tây. Skusić na dania kuchni europejskiej, jeśli zatęskni się na znajomymi smakami, bądź uraczyć się jednym z wielu wietnamskich dań do wyboru. Do tego bogata karta win oraz szeroki wybór kolorowych drinków od których na pewno zakręci się w głowie. Owe miejsce to Sunset Bar w hotelu Intercontinental – miejsce z klasą dla ludzi z kasą 🙂

     

  • Muzeum Etnograficzne w Ha Noi

    Muzeum Etnograficzne w Ha Noi to Wietnam w pigułce. Niesamowicie edukacyjna i interaktywna wycieczka śladami 54 grup etnicznych Wietnamu.

    Co zobaczymy?

    Wietnam jest mozaiką mniejszości narodowych. Widać to zwłaszcza w miejscowościach przygranicznych. Są to kultury bardzo odmienne od naszego wyobrażenia o Wietnamie. Niektóre z nich są tak egzotyczne, że niekiedy sami Wietnamczycy nie są świadomi ich istnienia.

    Muzeum zwiedzać zacząć należy od środka. Na zaledwie dwóch piętrach dowiemy się o tradycjach, zwyczajach i codziennym życiu. Zdjęcia, eksponaty, filmy, pokazy – wszystko ułożone w bardzo logiczną całość zapierającą dech w piersiach.

    Następnie wychodzimy do ogrodu, gdzie czekają na nas autentyczne zabudowania: domostw, grobowców, budynków użyteczności „plemiennej”.

    Zobaczymy jak wygląda ostatni przystanek zmarłego w mniejszości Giarai.

    Rzeźby wokół ukazują drugą stronę śmierci, czyli życie. Ciosany w drewnie rytuał płodności wzbudza wiele emocji:)

    Niezapomniane wrażenie wywiera miejsce zebrań mniejszości Banhar.  Stromy dach to taki góralski akcent w samym sercu Wietnamu.

    To tylko kilka odsłon. Co kryje Muzeum, każdy chcący poznać różnorodność Wietnamu niech zobaczy sam!

    Muzeum interaktywnie

    Na stronie internetowej można bardzo dokładnie przyjrzeć się planowi Muzeum. Klikając myszką możemy podsycić apetyt na Wietnam i przygotować się do efektywnego zwiedzania Muzeum. Opcja obligatoryjna dla osób, które słabo znają angielski – można zawczasu potłumaczyć sobie to i owo. Ewentualnie substytut zwiedzania na żywo.

    Godziny otwarcia:

    Czynne od wtorku do niedzieli od 8.30 do 17.30

    Cena:

    Dorośli 25,000 VND ; Dzieci 5,000 VND

    Z przewodnikiem po angielsku 50,000 VND

    Opłata za fotografowanie: 50,000 VND

    Opłata za filmowanie: 50,000 VND

    Jak dojechać?

    Adres:

    Nguyen Van Huyen Road, Cau Giay District, Hanoi, Vietnam

    Taksówka z centrum dowiezie nas w 20 minut.

    Kontakt:

    http://www.vme.org.vn

    Email: vme18@vme.org.vn

    Tel: (84 4) 37 56 21 93

  • Phu Quoc – relacja z pobytu w raju

    Phu Quoc – relacja z pobytu w raju

    Czy można odnaleźć raj na wietnamskiej ziemi?

    Ależ tak! Zapraszam na relację podróżnika Tomka Pakuły z pobytu na malowniczej wyspie Phú Quốc (czytaj: fu kłok). Jest to największa wietnamska wyspa, położona w południowej części kraju, w pobliżu Zatoki Tajlandzkiej.

    Tomka poznałam na pokazie slajdów z jego podróży do Wietnamu. Moje wrażenia z tego spotkania można streścić w jednym zdaniu: wspomnienia żywe, zdjęcia magnetyzujące!  Ale nie wierzcie mi na słowo, przekonajcie się sami.

    PHÚ QUỐC – mały raj na ziemi

    Gdy przyleciałem na tę małą wyspę, po prostu rozpłakałem się. Ciepła bryza, szumiące palmy i piasek tak biały i miałki, jak sól. Mieszkając w małym domku na plaży, zastanawiałem się: czy może być piękniej? 

    Zajadając się na obiad świeżą rybą, ma się świadomość, że zapewne była złowiona tego samego ranka. Phú Quốc zresztą słynie z rybołówstwa, a przede wszystkim z najlepszego na świecie sosu rybnego. W Wietnamie nazywa się go nước mắm. Surowe ryby z solą morską w beczkach wolno fermentują do stanu płynności. Po roku zlewa się powstały sok i rozlewa w butelki. W kuchni wietnamskiej stanowi dodatek do mięs i jest składnikiem wielu potraw.

    Podczas jednego z dni wybrałem się na eskapadę łodzią wokół wyspy. Pływające domy rybaków, unoszące się na falach nadają temu miejscu nieprawdopodobny koloryt.

    Nigdy też nie przypuszczałem, że łowienie ryb może być takie fascynujące. Pamiętam, jak ojciec zabierał mnie na ryby nad zalew. Miałem wtedy sześć czy siedem lat. Bezowocne godziny spędzone na moczeniu kija w wodzie – to moje najsilniejsze wspomnienie z tych dni. A tutaj? Przy pomocy kilku metrów żyłki z haczykiem nawiniętej na patyk i przynęty z kawałka kalmara razem z trójką przygodnych towarzyszy byliśmy w stanie nałowić całe wiadro ryb w ciągu pół godziny z okładem! Jedno branie co 2-3 minuty! W niedługim czasie załoga łodzi zamieniła nasze „trofea” w pełnowartościowy posiłek.

    Phú Quốc słynie też z plantacji pieprzu, rosnącego tu na rdzawo czerwonej ziemi. Pieprzowe krzaki wspierają się na tyczkach – podobnie jak nasz polski chmiel. Ziarna zbiera sie tylko raz do roku, spośród których najcenniejsze są te czarne. Ziarna czerwone, nieco mniej cenne, po wysuszeniu na słońcu również staja się czarne. Zielone, jako najmniej aromatyczne, są najmniej cenione. Krzak pieprzu musi rosnąć 3 lata zanim wyda pierwsze owoce.

                       

    Ta przepiękna wyspa, to miejsce jeszcze stosunkowo turystycznie „nieskażone”. Tutejsze plaże niektórzy porównują do najpiękniejszych plaż na Seszelach. Nie ma na nich tłoku. Większość przyjezdnych stanowią tu Wietnamczycy, spędzający tu swoje krótkie wakacje. Życie tu toczy się jakby wolniej, spokojniej. Przysięgłem sobie, że tu wrócę. A gdyby tak zbudować tu mały hotelik i… uczynić z tego miejsca swój mały raj na ziemi?

    Kim jest Tomek?

    Tomek Pakuła. Ma 35 lat. Z wykształcenia ekonomista. Z zamiłowania muzyk, autor tekstów i podróżnik. Zwiedził ponad 30 krajów na wszystkich kontynentach poza Antarktydą.  Wierzy, że miłość i prawda zbawią świat, a optymizm to droga do szczęścia.

    Muzyka: http://www.fanaberiatomy.republika.pl/

    Podróż po Gruzji: http://www.facebook.com/profile.php?id=100002838232755