Tag: religia

  • Katoliccy święci wietnamscy

    W zeszłą sobotę nagle poczułam potrzebę pójścia na wieczorną Mszę. Przy dwójce małych dzieci takie wyjście to spore wyzwanie logistyczne, ale impuls był tak silny, że sprawnie się zorganizowałam i poszłam do kościoła. Jakież było moje zdziwienie, gdy zaraz na wejściu usłyszałam słowa „dziś wspomnienie wietnamskich męczenników, Andrzeja Dung-Lac i współtowarzyszy”. W ten sposób dowiedziałam się, że 24 listopada jest dniem pamięci                       wietnamskich świeckich i duchownych, którzy oddali życie za wiarę. Myślę, że nie był to przypadek, iż akurat tego dnia uczestniczyłam we Mszy św., dziś dzielę się z Wami informacjami zebranymi na ten temat. Mam nadzieję, że historia wietnamskich świętych będzie inspiracją dla wielu z Was, tak jak stała się dla mnie.

     

    Święci wietnamscy

    W latach 1625-1886 w Wietnamie podpisano 53 edykty nakazujące prześladowanie chrześcijan. W ich wyniku ucierpiało około 130 tys. Świeccy oraz duchowni, którzy oddali życie za wiarę w latach 1745 – 1862 zostali w 1988 roku  zaliczeni w poczet świętych katolickich przez papieża Polaka, Jana Pawła II.

    Andrzej Trần An Dũng który reprezentuje wietnamskich męczenników, urodził się jako Dung An Tran około 1795 r.                 w biednej, pogańskiej rodzinie na północy Wietnamu. W wieku 12 lat wraz z rodzicami, którzy poszukiwali pracy, przeniósł się do Hanoi. Tam spotkał katechetę, który zapewnił mu jedzenie i schronienie. Przez trzy lata uczył się od niego chrześcijańskiej wiary. Wkrótce przyjął chrzest i imię Andrzej. Nauczywszy się chińskiego i łaciny, sam został katechetą. Został wysłany na studia teologiczne. 15 marca 1823 r. przyjął święcenia kapłańskie. Jako kapłan w parafii Ke-Dam nieustannie głosił słowo Boże. Często pościł, wiele czasu poświęcał na modlitwę. Dzięki jego przykładowi wielu tamtejszych mieszkańców przyjęło chrzest. W 1835 r. Andrzej Dung został aresztowany po raz pierwszy. Dzięki pieniądzom zebranym przez jego parafian został uwolniony. Żeby uniknąć prześladowań, zmienił swoje imię na Andrzej Lac i przeniósł się do innej prefektury, by tam kontynuować swą pracę misyjną. 10 listopada 1839 r. ponownie go aresztowano, tym razem wspólne z innym kapłanem, Piotrem Thi, którego odwiedził, by się u niego wyspowiadać. Obaj zostali zwolnieni z aresztu po wpłaceniu odpowiedniej kwoty. Okres wolności nie potrwał jednak długo. Po raz trzeci aresztowano ich po zaledwie kilkunastu dniach; trafili do Hanoi. Tam przeszli niezwykłe tortury. Obaj zostali ścięci mieczem 21 grudnia 1839 r. Andrzej był w pierwszej grupie męczenników wietnamskich beatyfikowanych w 1900 r.

    Inni szerzej opisani święci, których sylwetki zostały opisane w języku polskim na stronie www.brewiarz.pl to m.in.:

    Tomasz Tran Van-Thieu urodził się w 1820 roku w Trung-Quang w rodzinie chrześcijańskiej. Był seminarzystą wietnamskim. Po aresztowaniu proponowano mu uwolnienie, gdyby poślubił córkę mandaryna, co oczywiście wymagałoby zmiany wiary. Zniósł mężnie okrutne przymuszanie do odstępstwa od wiary i straszne tortury. Zginął uduszony 21 września 1838 roku.

    Emanuel le Van-Phung (ur. 1796 r.) był mężnym katechetą wietnamskim, który odważył się dać schronienie katolickiemu kapłanowi ks. Piotrowi Doan Cong Qui. Odkryto to i obu zgładzono w Chan-doc 31 lipca 1859 r.

    Agnieszka (Agnes) Le Thi Thanh, znana również jako Agnieszka Ðê (wiet. Anê Lê Thi Thành) jest jedyną kobietą z grona 117 kanonizowanych w 1988 r. męczenników wietnamskich. Urodzona ok. 1781 r. w rodzinie chrześcijańskiej, była mężatką i matką sześciorga dzieci, które wychowywała po katolicku. W okresie prześladowania chrześcijan udzielała pomocy misjonarzom. Została aresztowana w marcu 1841 r. razem z księdzem, którego ukrywała w swoim domu. Żołnierze splądrowali dom i rozkradli dobytek rodziny. Była torturowana, ale nie wyrzekła się wiary. Oprawcy nie zdążyli wykonać na niej wyroku, ponieważ w więzieniu zaraziła się czerwonką i zmarła 12 lipca 1841 r.

    Ojciec Wincenty Pham Hiêu Liêm OP urodził się na północy Wietnamu w szlacheckiej, pobożnej rodzinie. Naukę w seminarium rozpoczął w 12. roku życia. Dominikanie pomogli mu wyjechać na Filipiny, gdzie od 1738 r. działała legalna uczelnia teologiczna. W 1753 roku Wincenty wstąpił do Zakonu Kaznodziejskiego, a w 1758 r. przyjął święcenia kapłańskie. Po święceniach wrócił do Wietnamu, gdzie najpierw wykładał w seminarium, a potem poświęcił się ewangelizacji mieszkańców. Działalność ta uznawana była przez władze za nielegalną. 3 października 1773 r. został aresztowany ze swoimi dwoma świeckimi pomocnikami. Strasznie bity, był na noc zamykany klatce. Potem przenoszono go do kolejnych więzień. Został ścięty 7 listopada 1773 r. razem ze spotkanym w jednym z więzień o. Casteñedą.

    Dominik Pham Trong Kham urodził się ok. 1780 r. w Wietnamie w katolickiej, zamożnej rodzinie urzędniczej. Zdobył wykształcenie i został sędzią. Miał żonę i dzieci. Był tercjarzem dominikańskim. W okresie prześladowań udzielał schronienia misjonarzom (m.in. biskupowi Sampedro). W ramach represji jego dom zniszczono, a jego samego aresztowano. Został ścięty 13 stycznia 1859 r. razem z jednym ze swoich synów, Łukaszem Pham Trong Thìn.

    Łukasz Pham Trong Thìn urodził się ok. 1819 r. w katolickiej rodzinie. Tak jak ojciec był sędzią, a także dominikańskim tercjarzem. Został aresztowany w 1858 r., w czasie prześladowania chrześcijan. Mimo tortur nie dał się zmusić do podeptania krzyża. Został stracony tego samego dnia co jego ojciec, 13 stycznia 1859 r.

    Źródła:

    http://www.brewiarz.pl/czytelnia/swieci/11-24a.php3

    http://pl.wikipedia.org/wiki/117_m%C4%99czennik%C3%B3w_wietnamskich

  • Modlitwy po wietnamsku – Zdrowaś Maryjo

    Modlitwy po wietnamsku – Zdrowaś Maryjo

    Poniżej kolejna perełka dla ciekawych i poszukujących – tekst oraz nagranie modlitwy Zdrowaś Maryjo po wietnamsku. Zwróć uwagę na znaczenie poszczególnych wyrazów: porównując z tekstem polskim w wielu miejscach nie można doszukać się bliskiego znaczenia. Jeśli jednak objąć ten tekst „po wietnamsku” jest on równie podniosły i piękny.

     

    Posłuchaj modlitwy Zdrowaś Maryjo po wietnamsku

    Kính mừng Maria đầy ơn phúc, Đức Chúa Trời ở cùng Bà, Bà có phúc lạ hơn mọi người nữ và Giêsu con lòng Bà gồm phúc lạ.

    Thánh Maria Đức Mẹ Chúa Trời, cầu cho chúng con là kẻ có tội, khi nay và trong giờ lâm tử. Amen.

  • Duchowość w j.wietnamskim – modlitwa Ojcze Nasz

    Nauka na pamięć oraz recytacja są jednym z wielu sposobów usprawniających naukę języka obcego.Najlepszym sposobem jest poznanie tekstów, które są nam dobrze znane w języku ojczystym. Możemy przy tym wykonać ciekawe ćwiczenie lingwistyczne porównując znaczenie poszczególnych słów i konstrukcję tekstu, a melodia czytania usprawnia biegłość fonetyczną. Poniżej prezentuję tekst oraz nagranie modlitwy Ojcze Nasz –  jak Wam się podoba jej brzmienie po wietnamsku?

    Posłuchaj modlitwy Ojcze Nasz po wietnamsku

    Lạy Cha chúng con ở trên trời,

    chúng con nguyện danh Cha cả sáng,

    nước Cha trị đến,

    ý Cha thể hiện

    dưới đất cũng như trên trời.

    Xin Cha cho chúng con hôm nay lương thực hằng ngày

    và tha nợ chúng con

    như chúng con cũng tha kẻ có nợ chúng con.

    Xin chớ để chúng con sa chước cám dỗ,

    nhưng cứu chúng con cho khỏi sự dữ.

    Amen.

    A na koniec filmik:)

  • Z Torunia do Ha Noi za jeden uśmiech

    Wietnam przyciąga jak magnes. Historia Krzyśka Sz. z Torunia jest tego dowodem. W najśmielszych marzeniach nie planował tak egzotycznej podróży. Ale los sprawił mu miłą niespodziankę :)….

    Nie trafiłeś do Wietnamu jak większość turystów, to była prawdziwie „wygrana na loterii”!

    Tak. Wycieczkę do Wietnamu wygrałem w konkursie organizowanym przez firmę, w której pracuję. Całą sytuacją byłem strasznie podekscytowany, ponieważ nigdy tak naprawdę nie byłem za granicą. Nie mogłem uwierzyć, że spotkało mnie takie szczęście i żeby nie zapeszyć nie chwaliłem się tą wygraną. Powiedziałem o tym jedynie najbliższej rodzinie i przyjaciołom. Pomyślałem „Uwierzę, jak wsiądę do samolotu”.

    I jak przywitało Cię Ha Noi?

    Gorącem i wilgotnością! Od razu dało się poczuć tropikalny klimat po wyjściu z klimatyzowanego samolotu. Ciężko się oddychało, optyka w aparacie skapitulowała. Dopiero po paru minutach organizm się przyzwyczaił, a lustra w aparacie odparowały i można było pstrykać zdjęcia.

    Co Cię najbardziej zaskoczyło?

    Cały czas jestem pod wrażeniem tego, jak zorganizowany jest ruch drogowy w Wietnamie. W trakcie pobytu było parę sytuacji, które wzbudzały we mnie skrajne emocje: od śmiechu po przerażenie.

    Na rondo wszyscy wjeżdżają bez jakichkolwiek zasad pierwszeństwa. Skutery, rowery, autobusy, auta – wszyscy mijają się centymetry od siebie. Do tego na okrągło trąbią i dźwięk klaksonów dudni w uszach. Kierowcy używają klaksonów do wszystkiego: by zasygnalizować skręcanie, wyprzedzając, dając znać pieszym że jadą za nimi. Zauważyłem, że jedyna zasada jaką się kierują na drodze to „Większy pojazd, z głośniejszym klaksonem ma pierwszeństwo i trzeba mu się usuwać z drogi”.

    Również komunikacja miejska rządzi się swoimi prawami. Raz  byłem świadkiem sceny, jak autobus miejski po kilku minutach czekania, by wjechać na skrzyżowanie – zwyczajnie wjechał na chodnik i je objechał!

    Do tego Wietnamczycy na skuterze potrafią przewieźć dosłownie wszystko – począwszy od kilku świnek, po wielką szafę rozebraną na części. Widziałem też 5-ciu Wietnamczyków jadących na jednym skuterze. Jakby tego było mało, kierowca jechał i  pisał jeszcze SMSa na komórce.

    Czy Wietnam kojarzy Ci się z hałaśliwym miastem czy egzotyczną przyrodą?

    W mieście faktycznie jest tłoczno i głośno, ale wycieczka po Ha Long pokazała mi, że można tam też znaleźć miejsca dla ukojenia zmysłów. Widoki zapierały dech w piersiach, pogodę mieliśmy piękną, pływalismy luksusową łodzią o wysokim standardzie, personel na łodzi był dla nas bardzo miły. Zwiedzaliśmy pływające wioski. To było bardzo ciekawe doświadczenie.  Widziałem jak ludzie tam żyją, jak łowią ryby, można było zamienić parę słów, podobało się to, że wszyscy byli bardzo zaangażowani w swoje obowiązki – dorośli, dzieci, całe rodziny. Mimo, że słyszy się, że nie mają łatwo, nie zarabiają dużo – widać po nich, że dają radę i cieszą się z życia, u każdego na twarzy rysował się uśmiech. Pływaliśmy też kajakami po zatoce wśród wapiennych skał. Niektóre z nich były tak wyżłobione przez wodę, że można było przepłynąć pod nimi. Widoki niesamowite!

    W programie wycieczki była też niespodzianka. Wieczorem zakotwiczyliśmy przy jakiejś plaży. Było już ciemno, więc kto chciał, zrzucał ciuchy i dawaj do wody! Noc była ciemna, woda bardzo ciepła, leżałem sobie na plecach kołysany wodą i patrzyłem w rozgwieżdżone niebo. Cudownie się wtedy czułem!

    .

    Jednym słowem rozkosz dla zmysłów! A co z podniebieniem, też było tak niebiańsko ?

    Jeśli ktoś lubi łososia, polecam spróbować w Wietnamie. To była prawdziwa rozkosz dla podniebienia. Świeży, miękki, rozpływał się w ustach, miał piękny i naturalny pomarańczowy kolor – po prostu przepyszny! Poza tym owoce: owoc smoka, arbuz, longany. Pierwszy raz też w Wietnamie spróbowałem „passion fruit”. Ma niesamowicie słodki i orzeźwiający smak. A na deser obowiązkowo „zielone ciasteczka ryżowe”.

    Skusiłem się też na parę potraw, gdzie do końca nie wiem co zjadłem. Miałem raz ochotę na porządny kawałek mięsa. Zjadłem przepyszną kiełbaskę, wyglądała jak nasze polskie parówki drobiowe. Ale nie wiem z czego była zrobiona, to już pozostanie tajemnica kucharza.

    Było też kilka potraw, na które się prawie skusiłem, ale w końcu nie odważyłem się skosztować. Na przykład miseczka zupy, która miała kawałki kosteczek w środku i wyglądała oraz pachniała jak nasza galaretka, tylko podawana na gorąco.

    Czy Wietnam jest dla turysty drogim krajem?

    Jak widać na zachowanym przez mnie paragonie, podatek VAT to jedyne 10%! Jak to zobaczyłem, pomyślałem sobie: W Polsce zarabiać, w Wietnamie żyć! Ale trzeba pamiętać, że ceny za towary i usługi dla turystów są wyższe.

    To oznacza, że trzeba się targować. Jak sobie z tym poradziłeś?

    Okazji do targowania się było sporo, niektóre były zabawne, innej mniej przyjemnie.

    Bardzo miło wspominam  kiedy w Ha Noi „dopadła nas” nas handlarka z koszulkami. Dobrze mówiła po angielsku, uśmiechała się i przyznam, że uległem i kupiłem. Nie utargowałem zbyt wiele, bo to były moje pierwsze zakupy w Wietnamie.

    Innym razem, w  Ha Long podeszła do mnie handlarka biżuterii z pereł.  Pociągnęła mnie za rękę, wcisnęła naszyjniki i zaczęło się targowanie, w języku angielskim. Utargowałem ile chciałem, ale koniec końców handlarka wydała mi o 10 USD za mało. Biegałem za nią i krzyczałem, żeby oddała ale okazało się, że przestała rozumieć angielski, powtarzała „I don’t understand”. Pomyślałem sobie „Ja ci dam nie rozumiem”! W końcu odpuściła,  widziała, że się nie poddaję. Pieniędzy jednak nie odzyskałem, wcisnęła mi za to w dłoń jeszcze 3 naszyjniki z pereł.

    Ciekawe wspomnienie związane z targowaniem się to handlarka koralików, którą spotkałem na wycieczce do pagody. Dosłownie włożyła mi na nadgarstek bransoletkę mówiąc „Remember me, souvenir, no money, for your save back from the jungle”. Kiedy już wracaliśmy, podeszła do mnie znów.  Chciałem jej zwrócić  bransoletkę, ale ona wciąż powtarzała „souvenir, no money”. Jednocześnie namawiała mnie na zakup innych koralików i naszyjników. Twardo obstawałem przy swoim, potem jednak żałowałem, że nic nie kupiłem. To była groszowa sprawa, a przyszła mi do głowy taka myśl, że może jakaś klątwa teraz na mnie rzucona jest przez tą bransoletkę?

    Czy jest jeszcze jakieś miejsce, które uważasz za warte polecenia?

    Wycieczka do groty Huong Tich była bardzo ciekawa, tajemnicza. Żeby tam dotrzeć, wzięliśmy z Ha Noi autobus do wioski My Duc, tam łodziami około godziny płynie się rzeką  Yen Vi. Kolejny etap, kto chciał – mógł pokonać kolejką. Ja wybrałem spacer. Trasa była trudna, cały czas schodki. Im bliżej groty to miałem wrażenie, że te schodki były coraz wyższe. Również wilgotność i temperatura powietrza dawały się szczególnie we znaki. Byłem cały mokry a pot dosłownie spływał ze mnie – do oczu, nosa, ust.  Uroki tropików, nie było na mnie ani jednej suchej części ubrania. Na własnej skórze przekonałem się, że w tym klimacie trzeba mieć zawsze nakrycie głowy. Kiedy już dotarliśmy do groty, moja głowa była dosłownie cała czerwona od słońca, chociaż cały czas było pochmurno. W samej grocie było bardzo tajemniczo. Słychać było jedynie odgłos kapiących ze skał kropel wody, przy bogato przystrojonych ołtarzach modliły się grupki ludzi.

    W trakcie wycieczki miał miejsce ciekawy incydent. Zauważyliśmy żółwia w misce. Był przywiązany sznurkiem do cegły i choć usilnie próbował, nie mógł sie wydostać. Tak nas wzruszył ten widok, że chcieliśmy go wykupić i uwolnić. Niestety handlarka podała cenę 40 dolarów i musieliśmy odpuścić.

     A co przywozi polski turysta na pamiątkę z wycieczki po Wietnamie?

    Najbardziej się cieszę z pięknej porcelany, ręcznie malowanej. Kupiłem ją już na lotnisku, więc przepłaciłem, ale nawet ten fakt nie odbiera mi radości z faktu jej posiadania. Przez całe 11 godzin w samolocie, trzymałem ją na kolanach, zawiniętą dodatkowo w moją bluzę z kapturem, żeby doleciała w jednym kawałku!

    Przywiozłem wiele typowo „wietnamskich” produktów:  „ryżówkę” Ruou Lua, kawy Trung Nguyen Creative, herbatę jaśminową, pałeczki. Chociaż raz w supermarkecie chciałem znaleźć „Traditional Vietnam tea” i wskazano mi na półce Liptona.

    Mam też nauczkę, żeby kupować od razu, bo potem może być okazji. I tak filtr do parzenia wietnamskiej kawy udało mi się kupić już w Polsce, na Allegro. Niestety wietnamskiego hełmu, czapki z gwiazdą czy jedwabnej koszulki nie mogę dostać nawet na ebay`u.

    Ponoć wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Chciałbyś wrócić do Wietnamu?

    Pobyt w Wietnamie wspominam wspaniale. Ujęła mnie kultura ludzi. Jako turyści, byliśmy bardzo szanowani, spotykaliśmy się na każdym kroku z życzliwością, serdecznością, uśmiechem. Śmiem twierdzić, że my Europejczycy, moglibyśmy się wiele uczyć od Azjatów.  Zauważyłem, że Wietnamczycy są bardzo pracowici, bez względu na rodzaj pracy jaką wykonują oraz zarobki jakie z niej czerpią. Większość ludzi, których mijałem na ulicy było uśmiechniętych i każdy był zajęty – każdy zapracowany, taki malutki chaos.

    Wietnamskie kobiety, nie dość że niektóre są zjawiskowo piękne to do tego są jeszcze wrażliwe, lojalne, cierpliwe, wyrozumiałe i bardzo zaradne. Dodatkowo niektóre są tak zjawisko piękne, że dla takiej Wietnamki można stracić głowę i chcieć już zostać tam na zawsze! Mając na uwadze historię tego kraju i jego bolesną historię, jestem naprawdę pełen szacunku dla jego mieszkańców. Nasza polska rzeczywistość wydaje mi się teraz bardziej szara. Chłód to nie tylko element naszego klimatu, ale też ludzie w Polsce częściej mają smutne twarze. Biorąc zatem pod uwagę życzliwość ludzi, urodę wietnamskich kobiet, różnorodność smaków, życzliwość ludzi i oczywiście niski VAT – zdecydowanie chciałbym wrócić do Wietnamu, by przeżyć kolejną przygodę!

  • Hej kolęda, kolęda!

    W centrach handlowych pojawiają się sztuczne choinki, dzieci robią sobie zdjęcia ze św. Mikołajem. Brzmi znajomo? Witamy w Święta w Wietnamie!

    Wietnamczycy potrafią  i lubią się prawdziwie radować oraz świętować. Dlatego oficjalnie zaadoptowano świecką i komercyjną wersję „Merry Christmas”. W końcu każda okazja jest dobra, by dawać sobie prezenty, a dzieci na całym świecie mają prawo do Świętego Mikołaja!

    Jednak chrześcijański aspekt świąt Bożego Narodzenia też istnieje. W Polsce tak oczywisty, w Wietnamie słabo eksponowany (katolicy stanowią niewielką liczbę, zaledwie 6,5%). W kościołach śpiewane są kolędy, pojawia się szopka z maleńkim Jezuskiem, myśli zaczynają krążyć wśród rodziny i przyjaciół. Choć nie z rozmachem, to czuć jednak radosne ożywienie. W domach przygotowuje się wietnamskie wigilijne potrawy, rodziny udają się na pasterkę. Rozbudźcie w sobie atmosferę Bożego Narodzenia po wietnamsku śpiewając kolędy:

    A oto najsłynniejsza na świecie kolęda „Cicha noc” – brzmi równie pięknie w każdym języku!

     

    Đêm đông lạnh lẽo chúa sinh ra đời
    Chúa sinh ra đời nằm trong hang đá nơi máng lừa.
    Trong hang Bê lem ánh sáng tỏa lang tưng bừng
    Nghe trên không trung tiếng hát thiên thần vang lừng

    Đàn hát réo rắt tiếng hát, sướng ca dư âm vang xa.
    Đây chúa thiên tòa giáng sinh vì ta.
    Người hỡi hãy kịp bước tới, đến xem nơi hang Bê lem
    Ôi chúa giáng sinh khó khăn thấp hèn.

    Nửa đêm mừng chúa giáng sinh ra chốn nhân trần
    Người đem ân phúc xuống cho muôn dân lầm than
    Nơi hang Bê lem thiên thần sướng ca
    Thiên chúa vinh danh chúng dân an hòa

    Ngày nay thiên chúa giáng sinh ra chốn gian trần
    Người đem ân phúc xuống cho muôn dân lầm than
    Nơi hang Bê lem tiếng lừa thở hơi
    Tan giá đêm đông ấm thân con người.

    Ðêm Thánh vô cùng, giây phút tưng bừng
    Ðất với trời se chữ Ðồng
    Ðêm nay Chúa con thần thánh tôn thờ
    Canh khuya giáng sinh trong chốn hang lừa
    Ơn châu báu không bờ bến
    Biết tìm kiếm của chi đền

    Ôi Chúa thiên đàng, cam nếm cơ hàn
    Nhấp chén phiền vương phong trần
    Than ôi Chúa thương người đến quên mình
    Bơ vơ chốn quên nhà lúc sinh thành
    Ai ham sống trong lạc thú
    Nhớ rằng Chúa đang đền bù

    Tinh tú trên trời, sông núi trên đời
    Với thánh thần mau kết lời
    Cao sao hóa công đã khéo an bài
    Sai con hiến thân để cứu nhân loại
    Hang chiên máng rêu tạm trú
    Bốn bề tuyết sương mịt mù
    Jeśli nabraliście ochoty na więcej, po inspirację zajrzyjcie tutaj Kolędy po wietnamsku

    A gdy już śpiewem uczcimy narodziny Pana Jezusa, złóżmy sobie nawzajem życzenia –  „Wesołych Świąt!”:

    Chúc Giáng Sinh Vui Vẻ

    chúc – życzyć

    Giáng Sinh – Boże Narodzenie

    Vui Vẻ – radosne