Kategoria: Kultura

  • Wietnamski pacjent

    Wietnamski pacjent

    Wietnamczycy w Polsce przeważnie kojarzą się z małą gastronomią i handlem. Są to głównie przedstawiciele pierwszego pokolenia emigrantów. Ich dzieci kształcące się już w Polsce, wybierają inne ścieżki kariery niż ich rodzice. Coraz częściej możemy się spotkać z wietnamskim informatykiem, architektem czy lekarzem.

    Historia pracującej w Polsce lekarki, Wietnamki Thu Huong Dang, jest sentymentalną podróżą do korzeni. Dzięki zgodzie Pani Huong na opublikowanie tej historii na Ziarnku, wkorczycie w świat realiów wietnamskich pacjentów w Polsce.

    Artykuł w oryginalnej wersji pt. „Największy potencjał drzemie w różnicach – rzecz o wietnamskich pacjentach w Polsce” został zamieszczony na łamach kwartalnika „Problemy Higieny i Epidemiologii” 2012, 93(1)
    http://www.phie.pl/pdf/phe-2012/phe-2012-1-229.pdf

    Z Wietnamu do Polski

    Miałam 10 lat, kiedy przyjechałam na stałe do Polski. Byłam bardzo podekscytowana, że będę mieszkać w nowym kraju. Z małej miejscowości w północnym Wietnamie wyruszyliśmy z Tatą, Mamą i moim młodszym bratem w nieznane. No, może nie w takie nieznane, bo mój ojciec przyjechał do Polski w 1988 r. na studia doktoranckie w ramach umowy między państwami obozu socjalistycznego. Ojciec często pisał do nas listy, przesyłał pocztówki, czasami prezenty – dla mnie egzotyczne, tak jak rosyjska lalka – matrioszka, pachnące mydła, kolorowe gumki do włosów. Opowiadał dużo o Polsce i Polakach, o śniegu, o podróży samolotem. Prosiłam go o to, by nauczył mnie kilku zwrotów w tym języku. Budząc się rano często udawałam, że jeszcze śpię i mówię po polsku przez sen.

    Przyjazd do Polski był moim dziecięcym marzeniem. Polska w moich wyobrażeniach była bogatym krajem, z mnóstwem zabawek i kolorowych ładnych ubrań; a język polski był najpiękniejszy. Życie w Wietnamie było ciężkie, chociaż naszej rodzinie, w porównaniu z innymi, wiodło się nienajgorzej. Moja matka była nauczycielką z pensją i kartkami na żywność, które zapewniały nam życie na minimalnym poziomie. Matka wiele razy mówiła nam, że gdyby nie pomoc dziadka (jej ojca), to byśmy umarli z głodu. Prawda była okrutna: praktycznie co tydzień jeździła do dziadka po ryż, jajka, często też po leki.

    Mój dziadek znachor – obrazy z przeszłości

    Mój dziadek był w Wietnamie znanym znachorem. Słyszeli o nim nie tylko ludzie z okolicznych wsi, ale także przyjezdni z drugiego końca kraju. Praktykował chińską sztukę leczenia opartą na ziołolecznictwie. Jako mała dziewczynka zapamiętałam, że oprócz antybiotyków i witamin, tych przysyłanych przez ojca z Polski, istnieją tzw. „północne” leki dziadka i „południowe” – tzw. wietnamskie przygotowywane przez innych znachorów. W komunistycznym kraju funkcjonowały nieliczne apteki, ale nie wszystkich było stać na drogie leki.

    Dziadek przyjmował pacjentów bez przerwy. Jego dom zawsze kojarzyć mi się będzie z zapachem leków. Wciąż widzę jak na ganku i na podwórzu suszą się owoce, korzenie, skórki, ziarna, pestki – mnóstwo różnych kolorowych, pachnących ziół. W kuchni babcia gotowała w czajniku na jednym trójnogu leki, a na drugim suszyła je w wielkiej patelni. W oddzielnym pomieszczeniu dziadek przyjmował pacjentów, którzy po zdiagnozowaniu i przygotowaniu odpowiedniej dawki leków, zaleconych przez dziadka, z wdzięcznością przekazywali na jego ręce koszyk owoców, ryżu, jajek, czasem koguta, rzadko pieniądze.

    Lubiłam kręcić się obok dziadka podczas tych wizyt, bo często dostawałam od niego małą laskę cynamonu. Do dziś uwielbiam zapach cynamonu i ten jego cierpko słodki smak. Musiałam się jednak z tym kryć, bo mama twierdziła, że cynamon powoduje próchnicę zębów. Często podpatrywałam dziadka i to jak rozmawia z chorymi, jak przeprowadza wywiad, bada swoich pacjentów. Używał zwykle stetoskopu. To dziadek pierwszy raz pokazywał mi – kilkuletniej dziewczynce – jak działa stetoskop. To było niesamowite wrażenie, kiedy odkryłam, że serce tak głośno bije. Często bez wiedzy dziadka przykładałam membranę stetoskopu do swojej klatki piersiowej i wsłuchiwałam się w jego rytm. To wtedy nauczyłam się jak wyczuwać tętno na nadgarstku.

    Dziadek miał białą brodę i zęby farbowane na czarno, ponieważ żuł betel. To tradycja, odwieczna wietnamska tradycja, ułatwiająca nawiązywanie kontaktów międzyludzkich, szczególnie podczas ważnych uroczystości, jak zaślubiny, święto Nowego Roku, pogrzeb. Betel żuje cała Azja, a jego skład zależy od regionu i państwa. Betel to mieszanka orzechów arekowych, tytoniu, wapna palonego – zawiniętych w liść pieprzu betelowego. Żucie betelu powoduje, że po jakimś czasie zęby nierównomiernie ciemnieją, dlatego przed pierwszą konsumpcją większość żujących farbuje je dla uzyskania jednolitego koloru. Malowanie, czy barwienie zębów to nic innego jak czynność czysto estetyczna i wymagająca wielkiej wprawy. Nie każdy może barwić zęby na czarno. Ciekawa jestem, czy dziadek wiedział, że żucie betelu zwiększa 8- do 10-krotnie zapadalność na raka jamy ustnej?

    Wietnamski lekarz w Polsce pilnie potrzebny

    Swoją ścieżkę zawodową wybrałam zainspirowana powołaniem mojego dziadka. W Polsce skończyłam studia medyczne, zostałam lekarzem. Wybrałam medycynę rodzinną, dzięki temu mam kontakt z pacjentami w różnym wieku, z różnymi problemami zdrowotnymi. Moimi pacjentami są tak Polacy jak i Wietnamczycy.

    Bariera językowa i różnice kulturowe sprawiają jednak, że trudniej jest diagnozować i leczyć choroby u imigrantów. Co prawda w rozmowach z lekarzami pośredniczą tłumacze, ale i oni często sami mają trudności z językiem polskim.

    Dobrym przykładem obrazującym taką sytuację jest historia jednej z moich wietnamskich pacjentek. Przez parę lat chodziła w Polsce prywatnie do różnych specjalistów, diagnozowała się w kilku szpitalach i przechodziła wiele specjalistycznych badań. W końcu, mimo posiadanego w Polsce ubezpieczenia zdrowotnego, zdecydowała się na wyjazd do Wietnamu. Nasilające się objawy uniemożliwiały jej pracę. Lekarze w Wietnamie, po przeprowadzeniu z nią wywiadu, zdiagnozowali depresję Przyjęła leki antydepresyjne i „cudownie” wyzdrowiała.

    Wietnamski pacjent inaczej też rozmawia z lekarzem. Zarówno strach utrwalany wiele lat przez system totalitarny, jak i uwarunkowania kulturowe, powodują, że emigrant wietnamski nie mówi dużo o własnych przeżyciach i problemach, nie „wychyla się”. Takie zachowanie ma negatywny wpływ na relacje lekarz – pacjent. Podczas zbierania wywiadu  Wietnamczycy ograniczają się tylko do opisania najbardziej dokuczliwych problemów, przytakują, gdy lekarz daje zalecenia, zwykle nie zadaje dodatkowych pytań. Przeprowadzając wywiad zawsze dopytuję się: czy pan wszystko zrozumiał? Czy ma pan więcej pytań? Wtedy często uzyskuję dodatkowe informacje, które wpływają na moją decyzję leczniczą i pomagają mi bardziej precyzyjnie zdiagnozować problem.

    Leczą się sami

    Wietnamscy pacjenci leczą się ziołami. Znaczna grupa obywateli wietnamskich przebywających w Polsce nielegalnie nie ma możliwości ubezpieczenia się. Wizyta u lekarza jest odkładana, bo diagnostyka trwa wiele dni i nie stać ich na płacenie kosztów pobytu w szpitalu. Wtedy wracają do Wietnamu. Prawie wszyscy Wietnamczycy chcą umierać w kraju, otoczeni swoimi rodzinami.

    Niebezpieczeństwo jakie niesie z sobą ta praktyka jest takie, iż często uważają ziołowe leki za nieszkodliwe, nie mające skutków ubocznych. Często pytani przeze mnie, czy przyjmują jakieś leki, odpowiadają, że nie – nawet jeśli zażywają zioła, gdyż dla nich nie są to leki w medycznym znaczeniu. Staram się w swojej praktyce im uświadomić, że przyjmowanie niesprawdzonych i niezbadanych medykamentów jest dość ryzykowne. Poza tym nie wiadomo, czy składniki tych leków nie są już przeterminowane, nie mówiąc o ich odpowiednim przechowywaniu (np. nierzadko pakowane są w gazetę).

    Często pacjenci leczą się sami – domagają się przepisania leków, które pomogły ich znajomym. Niestety z różnym skutkiem. Dopiero w ostateczności, kiedy wszystkie polecone leki zostały zastosowane i nie przyniosły ulgi, Wietnamczycy zgłaszają się do lekarza. Nierzadko choroba okazuje się banalna i po konsultacji udaje się zastosować skuteczne leczenie. Bywają jednak przypadki, gdy chory zgłaszający się do lekarza znajduje się już w stanie terminalnym.

    Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy chodzi o leczenie dzieci. Mimo wysokich kosztów związanych ze szczepieniami, badaniami diagnostycznymi i konsultacjami, wietnamscy rodzice nie oszczędzają na swoich dzieciach. Dzieci są dla nich najcenniejszym skarbem. Co ciekawe, często w obecności rodziców mówię do moich małych wietnamskich pacjentów po polsku, bo w tym języku lepiej się wysławiają.

    Najważniejsze to pomagać

    Ze strony polskich lekarzy zdarzają się też przejawy ogromnej wyrozumiałości i chęci niesienia pomocy. Raz, będąca w ciąży pacjentka przebywająca nielegalnie w Polsce, skarżyła na bóle brzucha. Poszła do najbliższego szpitala, w rejestracji poinformowano ją i lekarza, że jako osoba nieubezpieczona musi zapłacić za wizytę. Niestety nie miała pieniędzy i powiedziała o tym badającemu ją lekarzowi. Pan doktor, mimo to przeprowadził badanie. Następnie  doradził jej, by wyszła tylnym wyjściem, a on powie, że uciekła. Tak też zrobiła. Następnego dnia ku jej wielkiemu zdziwieniu, doktor zatelefonował zapytać jak się czuje i poinformować, że w razie potrzeby może jeszcze raz do niego przyjechać na badanie.

    Niemniej, są też przypadki, gdzie lekarz z wietnamskimi korzeniami jest w stanie lepiej pomóc pacjentowi. Pracując jako lekarz na styku dwóch kultur, mogę bardziej im pomagać, bo lepiej ich rozumiem: zarówno tych polskich i tych wietnamskich. Moja praca lekarza rodzinnego daje mi wiele satysfakcji i jest dla mnie niezwykle inspirującym doświadczeniem. Choć może to zabrzmieć banalnie, noszę w sobie głębokie przekonanie, że największy potencjał człowieka drzemie w różnicach. Warto byśmy o tym pamiętali.

  • Małżeństwo w pięciu smakach

    Małżeństwo w pięciu smakach

    Przedstawiam drugi artykuł z serii „Synergia światów”, cyklu wywiadów z małżeństwami polsko-wietnamskimi. O tym co dla jej męża Wietnamczyka jest najważniejsze i dlaczego wietnamskie synowe mają gorzej od polskich, dowiesz się z rozmowy z Heleną.

    Jesteście małżeństwem już ponad 30 lat. Jak i gdzie się poznaliście?

    Był rok 1980, wracałam znad morza z moją mamą i bratową. Jechałyśmy w jednej kuszetce z „jakimś Azjatą”. Wtedy myślałam, że to jakiś Mongoł. A to był Luong, Wietnamczyk – jechał do Zakopanego. Odstąpił mojej mamie swoje wygodniejsze miejsce, a potem zachęcał mnie do spróbowania bardzo egzotycznej „wietnamskiej kanapki”. W końcu się skusiłam i… okazała się ona zwykłą bułką z kurczakiem. Potem przegadaliśmy całą podróż w przejściu na korytarzu.

    Ale podróż się skończyła. Wysiadłaś z pociągu na swojej stacji i co było dalej?

    Żadne z nas nie poprosiło o numer telefonu stacjonarnego, nie wymieniliśmy się też adresami. Ale ja nie mogłam przestać o nim myśleć. Obdzwoniłam więc wszystkie pensjonaty w Zakopanem, pytając czy nie zatrzymał się tam jakiś młody Wietnamczyk. I w końcu go znalazłam! Bardzo się zdziwił, ale chyba też ucieszył, bo wracając do Gdańska zrobił mi niespodziankę i zapukał wprost do moich drzwi. Nie spodziewałam się gości, było wczesny ranek, ja miałam mokre włosy zaraz po myciu i byłam bez makijażu. Mąż do dzisiaj żartuje, że jak mnie wtedy zobaczył to zastanawiał się czy nie uciekać.

     To wszystko brzmi bardzo romantycznie i zabawnie!

    Tak, ale nie brakowało też momentów dramatycznych. To były trudne czasy, zarówno dla naszego związku jak i ogólnie, w Polsce. On kończył studia w Gdańsku, ja mieszkałam na drugim końcu Polski. Rzadko się widywaliśmy, więc godzinami wisieliśmy na telefonie – nota bene, nie do końca legalnie, gdyż żadnego z nas nie byłoby na to stać. Korzystałam więc po kryjomu ze służbowego telefonu, ale wszyscy w biurze o tym wiedzieli i przymykali oko.

    Przyszłość naszego związku stała pod znakiem zapytania. Państwo wietnamskie zainwestowało w naukę Luong w Polsce, nie mógł on ot tak sobie zostać, bo się zakochał. Jego rodzinę w Wietnamie mogłyby spotkać z tego powodu represje. Najbardziej krytyczny był  moment, gdy myśleliśmy, że to koniec. Żegnaliśmy sie na dworcu. Luong wysłał już cały swój bagaż do Wietnamu, został z jedną walizką i przyjechał się pożegnać. Nigdy nie zapomnę tego uczucia, gdy stałam na peronie i patrzyłam w stronę odjeżdżającego pociągu, przekonana że już więcej się nie zobaczymy.

    Wyjechał?

    Na szczęście nie. Los przygotował dla nas inny scenariusz. Luong został w Polsce, wzięliśmy ślub, urodziły się nam dzieci.

    Jak pogodziliście dwie kultury w wychowaniu Waszych dzieci?

    Dzieci wychowaliśmy bardziej w kulturze i tradycji polskiej. Mąż nie ma w Polsce rodziny, z którą mógłby kultywować swoje ojczyste tradycje. Mimo to, na ile to było możliwe Luong zachowywał „wietnamskość” w naszej rodzinie.

    Mąż dzieciom śpiewał kołysanki po wietnamsku, świętowaliśmy wietnamski nowy rok, w naszym domu panuje prymat ryżu nad ziemniakami, na wszystkie ważne okazje na stole zawsze są sajgonki. Nasze dzieci znają wietnamskie obyczaje i myślę, że wartości jakimi się kierują to mieszanka polsko-wietnamska.

    Również podejście męża do wychowywania dzieci wynikało z jego pochodzeniem. Z jednej strony był powściągliwy w okazywaniu uczuć oraz bardzo wymagający jeśli chodzi o naukę. Z drugiej strony jednak, dzieci i rodzina zawsze były dla niego najważniejsze, zawsze był bardzo opiekuńczy.

    Miałaś okazję poznać rodzinę męża?

    Tak, gdy pierwszy raz wyjechaliśmy do Wietnamu w 1994 roku. Poznaliśmy całą rodzinę i potem przez miesiąc podróżowaliśmy z północy na południe. Niestety bariera językowa bardzo ograniczała kontakt. Mimo to pamiętam, że atmosfera była bardzo serdeczna i wszyscy bardzo ciepło nas przywitali.

    A jak odbierasz Wietnam?

    Turystycznie kraj mnie zachwycił, ale nie zdecydowałabym się tam zamieszkać na stałe. Wiem jaki jest klimat i byłoby mi bardzo ciężko się przyzwyczaić do upałów i wilgotności. Poza tym, nie bardzo odpowiada mi też to, jak wygląda życie codziennie. Wietnamska „kultura rodzinna” zakłada mniejszą przestrzeń osobistą. Często w jednym domu mieszkają 3 pokolenia. Myślę, że mogłoby mi brakować „świętego spokoju”.

    Nie pogodziłabym się z tym, że synowa musi być bardzo pokorna w stosunku do teściów, zwłaszcza do teściowej. W Wietnamie bardzo szanuje się rodziców swojego współmałżonka i zazwyczaj ustępuje się w różnych spornych kwestiach. Tam komunikacja jest bardziej bezpośrednia, niekiedy więc trzeba pokornie wysłuchiwać uszczypliwych uwag.

    Czyli w Wietnamie małżeństwo „smakuje inaczej”?

    W porównaniu do małżeństw polskich, wydaje mi się, że jedynymi różnicami są te, wynikające z hierarchiczności w relacjach. Poza tym jest bardzo podobnie. Stwierdzam to na podstawie obserwacji rodziny męża. Na przykład mówi się, że Azjatki są bardziej uległe, ale ja się z tym nie zgadzam. Wietnamki, jak wszystkie kobiety na całym świecie mają różne charaktery i usposobienia. Niejedna wietnamska żona potrafi podnieść głos i usadzić męża w kącie.

    A co takiego w wietnamskiej kulturze Ci się podoba?

    Bardzo podobały mi się biesiady rodzinne przy suto zastawionym stole. Zbiera się cała rodzina, nawet ta daleka. Takie imprezy odbywają się z reguły z okazji rocznicy śmierci członka rodziny, to bardzo ważne wydarzenie w wietnamskiej kulturze. W Polsce poza ślubem nie ma takiej okazji, przy której co roku w tak licznym gronie ludzie się spotykają i wspólnie biesiadują. Podoba mi się też, że wietnamskie rodziny są bardzo ze sobą zżyte i pomagają sobie wzajemnie. Dzieci szanują rodziców i opiekują się nimi do późnych lat starości. Starsze rodzeństwo zawsze „opiekuje się” młodszym, nawet jako dorośli ludzie wspierają się, gdy zachodzi taka potrzeba również finansowo. Takie mocne więzi pomagają w trudnych chwilach, a gdy jest wesoło to radość jest podwójna.

    Czy masz jakieś przesłanie dla innych Polek – żon Wietnamczyków?

    Kluczem do sukcesu w małżeństwie ogólnie, ale zwłaszcza w mieszanym, jest wzajemna tolerancja nawyków i przyzwyczajeń. Trzeba sobie uświadomić na samym początku, że nie da się na siłę zmieniać drugiej osoby i też „po ślubie” albo „z czasem” pewne rzeczy w zachowaniu tej drugiej osoby się i tak nie zmienią. Początki, jak w każdym małżeństwie są piękne i wspaniałe. Nie widzi się wad, jest się bardzo skłonnym do pójścia na kompromis po to tylko, żeby uszczęśliwić tę drugą osobę. Potem do głosu dochodzi nasze ego i różnice kulturowe zaczynają wysuwać się na pierwszy plan. Trzeba bardzo dużo rozmawiać i wypracowywać wspólne rozwiązania oraz pielęgnować uczucie, mimo przeciwności losu.

    Dziękuję za rozmowę!
  • Egzotyczne smaki wietnamskiej kuchni

    Egzotyczne smaki wietnamskiej kuchni

    Słynąca z wyrazistych, świeżych smaków i pomysłowo skomponowanych dań, wietnamska sztuka gotowania ewidentnie wyróżnia się wśród innych kuchni dalekiej Azji. Powszechnie uznawana przez ekspertów za jedną z najzdrowszych kuchni świata, wietnamska kuchnia jest doceniana za świeżość składników, bogactwo warzyw i owoców morza oraz znikome użycie oleju. Tak przynajmniej twierdzi Tomek Pakuła, który po raz kolejny gościnnie prezentuje na Ziarnku bardzo smaczny artykuł o smakach Wietnamu.

    Tradycja spożywania posiłków

    Jedzenie w Wietnamie jest niezwykle ważnym elementem kultury. Prosty zwrot na początku konwersacji „ăn cơm chưa?” (Czy już jadłeś?) który może być przez wielu cudzoziemców odebrany jako wścibstwo, w rzeczywistości jest to wietnamskie odpowiednikiem przyjacielskiego „Jak leci?” i jest swoistym wyrazem troski. Zarówno za przygotowywaniem posiłków jak i ich konsumpcją stoi wielusetletnia tradycja przekazywana wraz z przepisami z pokolenia na pokolenie. Wietnamczycy lubią się spotykać przy jedzeniu. Popularnym sposobem na wspólną biesiadę jest chiński hot pot, znany rzadziej jako chińskie fondue. Zebrani wokół gotującego się na wolnym ogniu kociołka z rosołem wieprzowym biesiadnicy wybierają osobno przygotowane składniki (wśród których najczęściej znajdziemy krewetki, cienko pokrojoną wołowinę lub wieprzowinę, małe ośmiorniczki, kalmary, małże, tofu, wybór zielonych warzyw, pomidora, ananasa) i kolejno je gotują. Element wspólnego gotowania jest odzwierciedleniem wietnamskiego poczucia społeczności i tradycji rodzinnych mocno zakorzenionych w wietnamskiej kulturze.

    Typowy rodzinny wietnamski obiad składa się z gotowanego na parze ryżu, zupy oraz 1-3 dań z mięsa, ryb lub owoców morza oraz dania wegetariańskiego wraz z dodatkowym talerzem świeżych warzyw i ziół. Wszystkiemu towarzyszy najczęściej sos rybny doprawiony świeżym czosnkiem i chili oraz sól z pieprzem skropiona obficie sokiem z limonki. Wszystkie potrawy są podawane we wspólnych półmiskach na środku stołu, skąd każdy członek rodziny sięga pałeczkami po kilka kęsów przenoszonych do swojej własnej miseczki. W czasie posiłku młodsi członkowie rodziny zawsze czekają na starszych, często nakładając im porcje ryżu do miseczek, jako wyraz stosownego szacunku.

    Na południu morze owoców morza

    Południe jest Mekką dla amatorów potraw z owoców morza. Znajdziemy w niej więcej wpływów tajskich i indyjskiego curry niż w pozostałych regionach Wietnamu. Południowi Wietnamczycy lubią dodawać do potraw mleko kokosowe i cukier trzcinowy, przez co wiele z nich nabiera charakterystycznego słodko-pikantnego charakteru.

    W centrum kraju kuchnia iście cesarska

    Centrum, to przede wszystkim kuchnia cesarska miasta Hue. Tradycja kuchni dla królów i królowych wymaga, aby typowy obiad składał się z niezliczonych dań w niewielkich porcjach. Z racji chłodniejszego niż na południu klimatu dania są tu bardziej treściwe i pikantne.

    Na północy prym wiedzie „rosołek”

    Północny Wietnam to ojczyzna phở – będącego jedną wizytówek wietnamskiej kuchni. Phở to rodzaj rosołu z makaronem ryżowym i mięsem wołowym (phở bò) lub drobiowym (phở gà), serwowany z aromatyczną azjatycką bazylią, kiełkami fasoli oraz doprawiane według uznania chili, limonką i marynowanym czosnkiem, podawanymi osobno. Dania północy są delikatniejsze, znajdziemy w nich więcej czarnego pieprzu w miejsce chili, a pośród menu – większy wybór różnorodnych zup.

    Świeżo i z harmonią

    Wietnamska kuchnia charakteryzuje się rozmaitością świeżych ziół: trawy cytrynowej, mięty, tajskiej bazylii i kolendry oraz częstym użyciem sosu rybnego (nước mắm), co odróżnia ją od kuchni chińskiej, z tradycji której często czerpie. Wpływy kuchni indyjskiej dotarły tu w XVII wieku przez Laos i Kambodżę. Pozostałością po kuchni kolonialnej są przywiezione przez Europejczyków pomidory, orzeszki ziemne, francuskie bagietki i pasztet. To prawdziwa kuchnia fusion łącząca w sobie także najlepsze tradycje kulinarne południowo-wschodniej Azji z wpływami kuchni indyjskiej i francuskiej.

    Odmiennie do kuchni zachodnich, gdzie łączenie składników służy stworzeniu jednego wyrazistego smaku (np. w sosach), wietnamska kuchnia hołduje zasadom yin i yang, a także idei pięciu smaków (słodkiego, słonego, gorzkiego, kwaśnego, i ostrego). Przygotowywane potrawy zaskakują bogactwem aromatów i tekstur ujawniających się stopniowo wraz z konsumpcją dania. Wielką uwagę zwraca się na właściwości składników wpływających na poczucie ciepła i orzeźwienia. Posiłki skomponowane według tych zasad gwarantują zrównoważoną i korzystny dla organizmu dietę.

    Po obiadku – kawa

    Co nas może jeszcze zaskoczyć w kuchni wietnamskiej? Kawa, która nie ma sobie równych. Podczas gdy w Europie ceni się przede wszystkim kawy jednogatunkowe, w Wietnamie znajdziemy niezrównane mieszanki, skomponowane z ziaren arabiki, robusty, excelesy i catimory o nieprawdopodobnie intensywnym bukiecie z aromatami czekolady i kakao, bez drażniącego posmaku kwaskowatości. Kawę serwuje się tu często na słodko – ze skondensowanym mlekiem (cà phê sữa) i nierzadko także z lodem (cà phê sữa đá), zaparzając je w metalowych naczynkach z sitkiem, które umieszczone na szczycie szklanki, pod wpływem grawitacji powoli uwalniają krople czarnego napoju.

    Owocowo mi

    Dopełnieniem egzotycznych smaków Wietnamu są owoce. Świeżo zerwane z drzew: banany, limonki, mango, choć mniejsze niż te, które znamy z hipermarketów, zaskakują soczystością i intensywnością smaku. Doriany, pitaje, liczi, marakuje, dżakfruty i inne tak mocno egzotyczne, że nie posiadające nawet polskiego czy angielskiego odpowiednika swojej nazwy owoce, u nas bardzo drogie, tam dostępne są na każdym targu.

     

  • Wyjątkowe miejsca w Ha Noi

    Przedstawiam Wam wyjątkowy spis miejsc w Hà Nội, których odwiedzenie jest gwarancją uczty dla ducha bądź ciała.

    Nie znajdziecie ich w przewodnikach, nie przeczytacie o nich na forach podróżniczych. Niektóre z nich oddalone są od uczęszczanych przez turystów szlaków. Są jednak znane i lubiane przez samych Hanojczyków i pokazują „wietnamski Wietnam”. Dodam jednak, że jak wszystkie opinie – również i te są subiektywne. Ryzykujecie więc szok kulturowy i zderzenie ze znaczną różnicą gustów ( „świetny serwis” może się inaczej prezentować w polskich warunkach)…

    Jeśli jednak zawędrujecie pod wskazane adresy, przekonacie się jak wygląda i smakuje Wietnam w oczach Wietnamczyków! I kto wie, może właśnie ta odsłona, a nie wersja dla turystów, spodoba Wam się bardziej?

    JEDZENIE

    Phở (wymowa) – rosół wołowy bądź drobiowy, z makaronem ryżowym, świeżymi ziołami, kilkoma kroplami limonki.

    Pierwszy lokal serwujący phở w Hà Nội otwarto w 1920 roku. Dziś najsmaczniejsze phở znajdziesz tutaj: Phở Gia Truyền Bát Đàn, 49 Bát Đàn, Hoàn Kiếm, Hà Nội.

    Lokal z wieloletnimi tradycjami, rosołek jak u mamusi, albo i nawet lepszy 🙂 Nie znajdziecie tam ciszy i spokoju, wzorowej obsługi i wygodnych krzesełek. Jak za dawnych PRLowskich czasów wystoice też swoje w kolejce. Jest ścisk, gwar i ruch – ale doznania smakowe to istne niebo w gębie. Dla tego smaku warto znieść wszystkie niewygody!

    Dla bardziej wrażliwych na estetykę otoczenia, polecam sieciówkę PHO 24 http://www.pho24.com.vn/. Standard zachowany, smakiem nie powala, ale można usiąść wygodnie w klimatyzowanym pomieszczeniu i spokojnie porozmawiać.

    Phở Cuốn (wymowa) – naleśniki a la sajgonki, konsumowane na zimno. Głównym składnikiem są świeże zioła, surowe warzywa i cienko krojone kawałki wołowiny.

    To danie serwowane jest przez wiele małych lokali na ulicy Phố Ngũ Xã, dzielnica Quận Ba Đình, Hà Nội. Do któregokolwiek nie zajrzycie, dostaniecie lekkostrawną wiosnę na talerzu – o każdej porze roku 🙂

    Chả Cá (wymowa) grilowana, bądź opiekana ryba morska, podawana w kawałkach, może być w panierce z kurkumą, podawane z makaronem ryżowym, krewetkową pastą „Mam Tom”, serwowane w towarzystwie prażonych orzeszków ziemnych i świeżych ziół.

    (UWAGA: „mam tom”ma bardzo intensywny smak i zapach! Wzbudza wiele kontrowersji nawet wśród samych Wietnamczyków. Ja nie tknęłabym jej nawet pod groźbą śmierci, ale może Wam posmakuje?).

    Żeby móc wyrobić sobie zdanie o tym, jak smaczne może być cha ca, każdy powinien choć raz  zajrzeć na 29-31 29 Đường Thành, Hoàn Kiếm, Hà Nội. Nawet ci nie rozsmakowani w rybach, raz spróbowawszy, polubią!

    Bún nem (wymowa) – cienki makaron ryżowy podawany z grilowany kuleczkami mięsnymi z dodatkiem surowych warzyw.


    Na to danie zapraszam pod adresem:123 Bùi Thị Xuân, Lê Đại Hành, Hai Bà Trưng, Hà Nội.

    Lẩu cua (wymowa) – potrawa bezpośrednio przyrządzana na stole. W samowarze z gotującym się rosołem każdy z biesadników gotuje mięsko kraba i warzywa.


    Lẩu to danie wyjątkowe: to nie tylko potrawa, to styl spędzania wolnego czasu i sposób rozrywki towarzysko-kulinarnej.   Wokół jednego kociołka zasiada kilka osób i każdy serwuje sobie kawałki tego na co akurat ma ochotę. W wywarze można zagotować różnego rodzaje mięsa, surowe warzywa. Jeśli macie ochotę na doskonałą zabawę przy stole w architekta smaku koniecznie odwiedźcie lokal na 12 Phố Huế, Hà Nội.

    Bún Bò Nam Bộ (wymowa) – specjalnośc kuchni rejonu południowego. Cienki makaron ryżowy z plastrami wołowiny, z sałatą, zielonymi świeżymi ziołami i kiełkami. Zwieńczone orzeszkami, prażoną cebulką i sosem o słodkawym posmaku.

    Absolutnym hitem od 25 lat historii jest bún bò serwowane na  67 HÀNG ĐIẾU, Cửa Đông, Hà Nội.

    Duże, smaczne porcje w przystępnej cenie (ok. 50 000 VND) a wszystko serwowane w przyjaznym zachodniemu turyście otoczeniu: jest czysto a stoły i krzesła są wysokie, można więc wygodnie zasiąść i smacznie zjeść. Wziąć trzeba jednak pod uwagę, że ze względu na popularność zawsze jest tam tłoczno i gwarno, czasem trzeba poczekać aż zwolni się miejsce.

    SPECJAŁY

    Thịt rắn (wymowa) – konsumpcja dań z węża to przeżycie duchowe, tylko dla tych o mocnych nerwach, gdyż nierzadko gad kończy żywot na naszych oczach. Bijące serce w kieliszku ze świeżą krwią przypada w udziale najznamienitszemu z biesiadników. Albo najodważniejszemu 🙂 Ma zapewnić sprawność ciała i umysłu do późnej starości.

     

    Na blogu Dominiki i Maćka, w artykule znajdziecie filmiki pokazujące ten przejmujący  rytuał.

    Same dania przygotowane z węża są już natomiast doświadczeniem czysto kulinarnym. Jeżeli Wasze podniebienia lubią nowe wyzwania, koniecznie zajrzyjcie na Lệ Mật, Quận Long Biên, Hà Nội.

    Thịt ba ba (wymowa) – żółwie mięso. Nie mam zielonego pojęcia jak smakuje.Ze względów ideologicznych nie chcę nawet myśleć o tym, że takie dania istnieją. Ale Wietnamczycy nie są tacy sentymentalni. Uważają je za przysmak, zakładam więc, że musi smakować. Czy na pewno, przekonacie się sami odwiedzając Nhà hàng Dân Tộc Quán, 40-44 Âu cơ, Hà Nội.

     

    ROZRYWKOWO

    Karaoke – jeden z ulubionych rodzajów rozrywki w całym Wietnamie dla każdego w wieku od lat 1 do 100. Lokali karaoke jest mnóstwo i warto zajrzeć do chociażby jednego z nich, żeby zobaczyć co oferują. Po głośnym i upalnym dniu miło jest usiąść wygodnie na kanapie w klimatyzowanym pokoju, gdzie zajadając orzeszki i popijając chłodny browar Ha Noi możemy spróbować swoich sił wokalnych.

    Karaoke Jaguarudi to nowocześnie urządzony, z wysokiej jakości sprzętem lokal> Ma zawsze aktualną listę przebojów, zarówno wietnamskich jak i światowych. Adres: 40 Cửa Đông, Hoàn Kiếm, Hà Nội lub 11 Hang Chuoi, Phạm Đình Hồ, Hoàn Kiếm, Hà Nội.

    Karaoke Club X-Men na 408 Đê La Thành, Hà Nội również cieszy sią ogromną popularnością. Pokoje są przestronne, nowoczesny wystrój, sprzęt dobrej jakości, obsługa bardzo miła i fachowa.

    FRYZJER

    Będąc w Wietnamie warto skorzystać z usługi mycia głowy. Brzmi banalnie, ale w połączeniu ze zwinnie wykonywanym masażem głowy i twarzy jest to naprawdę przyjemne doznanie. Wszelkie inne zabiegi tylko dla odważnych – ja raz zgodziłam się na położenie odżywki na włosach a wyszłam z trwałą na głowie…

    Dobry serwis i miła obsługa są na 12 Trần Quốc Toản, Hang Bai ward, Hoàn Kiếm w TU HAIR. Niestety wysoką jakość usług odzwierciedlają też ceny.

    Dla panów polecam fryzjera ulicznego – szybko i sprawnie ogoli, przystrzyże, bardzo znany i ceniony wśród Hanojczyków Shop số 6 phố Tràng Thi, Quận Hoàn Kiếm, Hà Nội.

    ROMANTYCZNIE

    Jest takie miejsce, gdzie można spędzić kilka bardzo romantycznych chwil z Wietnamem w tle. Oglądać grę świateł zachodzącego słońca na jeziorze Hồ Tây. Skusić na dania kuchni europejskiej, jeśli zatęskni się na znajomymi smakami, bądź uraczyć się jednym z wielu wietnamskich dań do wyboru. Do tego bogata karta win oraz szeroki wybór kolorowych drinków od których na pewno zakręci się w głowie. Owe miejsce to Sunset Bar w hotelu Intercontinental – miejsce z klasą dla ludzi z kasą 🙂

     

  • Muzeum Etnograficzne w Ha Noi

    Muzeum Etnograficzne w Ha Noi to Wietnam w pigułce. Niesamowicie edukacyjna i interaktywna wycieczka śladami 54 grup etnicznych Wietnamu.

    Co zobaczymy?

    Wietnam jest mozaiką mniejszości narodowych. Widać to zwłaszcza w miejscowościach przygranicznych. Są to kultury bardzo odmienne od naszego wyobrażenia o Wietnamie. Niektóre z nich są tak egzotyczne, że niekiedy sami Wietnamczycy nie są świadomi ich istnienia.

    Muzeum zwiedzać zacząć należy od środka. Na zaledwie dwóch piętrach dowiemy się o tradycjach, zwyczajach i codziennym życiu. Zdjęcia, eksponaty, filmy, pokazy – wszystko ułożone w bardzo logiczną całość zapierającą dech w piersiach.

    Następnie wychodzimy do ogrodu, gdzie czekają na nas autentyczne zabudowania: domostw, grobowców, budynków użyteczności „plemiennej”.

    Zobaczymy jak wygląda ostatni przystanek zmarłego w mniejszości Giarai.

    Rzeźby wokół ukazują drugą stronę śmierci, czyli życie. Ciosany w drewnie rytuał płodności wzbudza wiele emocji:)

    Niezapomniane wrażenie wywiera miejsce zebrań mniejszości Banhar.  Stromy dach to taki góralski akcent w samym sercu Wietnamu.

    To tylko kilka odsłon. Co kryje Muzeum, każdy chcący poznać różnorodność Wietnamu niech zobaczy sam!

    Muzeum interaktywnie

    Na stronie internetowej można bardzo dokładnie przyjrzeć się planowi Muzeum. Klikając myszką możemy podsycić apetyt na Wietnam i przygotować się do efektywnego zwiedzania Muzeum. Opcja obligatoryjna dla osób, które słabo znają angielski – można zawczasu potłumaczyć sobie to i owo. Ewentualnie substytut zwiedzania na żywo.

    Godziny otwarcia:

    Czynne od wtorku do niedzieli od 8.30 do 17.30

    Cena:

    Dorośli 25,000 VND ; Dzieci 5,000 VND

    Z przewodnikiem po angielsku 50,000 VND

    Opłata za fotografowanie: 50,000 VND

    Opłata za filmowanie: 50,000 VND

    Jak dojechać?

    Adres:

    Nguyen Van Huyen Road, Cau Giay District, Hanoi, Vietnam

    Taksówka z centrum dowiezie nas w 20 minut.

    Kontakt:

    http://www.vme.org.vn

    Email: vme18@vme.org.vn

    Tel: (84 4) 37 56 21 93