Mój Tata kilka dni temu przyleciał z Wietnamu. Chociaż torb nie miał wypchanych – jak to Kukiz śpiewa w piosence – „dolarami” to i tak moim zdaniem prawdziwymi skarbami! Oto co wietnamskiego na polskiej ziemi jest na wagę złota:

Owocowa rozpusta dla podniebienia: złote mango, purpura mangostanów i kolczaste rambutany.

Świeże bánh chưng z wiórkami ręcznie przygotowanego suszonego mięsa ruốc

Wietnamska kawa, która po prostu smakuje lepiej. Wersja instant, dla będących w biegu:)

Słodycze mniej słodkie. Konsystencja idealna do "dziamdziania". Smaki bardzo egzotyczne, bez słownika nie do ogarnięcia!

Choć nie jestem zwolenniczką saszetkowych ulepszaczy smaku, dla zaspokojenia rządzy smaku wietnamskich potraw zrobię wyjątek!

Jedyna, oryginalna, wietnamska - maść tygrysia. Wspomnienie dzieciństwa, niezawodny sprzymierzeniec w walce z przeziębieniem!

 

Tagged in: