Autor: Karolina Cao

  • Hue

    Hue

    Jak w Krakowie

    Jak niegdyś Kraków skupiał na sobie uwagę całego kraju za czasów bycia stolicą Polski, tak i Huế (posłuchaj wymowy) posiada jeszcze urok dawnej świetności. Jest to niewątpliwie punkt, którego nie może zabraknąć w trakcie wycieczki objazdowej po Wietnamie!

    Za tą imponującą bramą czekają duchy historii. Fot. by K.Cao

    Zakazane miasto

    Głównym punktem zwiedzania jest cytadela ze słynnym”zakazanym miastem” – miejscem do którego wejście bez specjalnych uprawnień groziło śmiercią. I nic dziwnego – władza strzegła w ten sposób tajemnic państwowych przed nie wtajemniczonymi.  Dziś niestety nie możemy podziwiać wiele z tego zabytku, gdyż ogrom prac konserwatorskich w całej cytadeli jest tak ogromny, że na porządną rekonstrukcję „zakazanego miasta” trzeba będzie pewnie jeszcze dlugo poczekać.

    Teren na którym położona jest odbudowana część cytadeli jest bardzo rozległy, części w odbudowie jeszcze większe! Śmiało możma byłoby jeździć tam rowerem, a i tak nie odkryłoby się w ciągu całego dnia wszystkich zakamarków. I może też niekoniecznie warto, gdyż to co dziś możemy zobaczyć z dawnej cytadeli nie mówi nam za wiele o Wietnamie i ludziach z tamtych czasów: murki, trawniczki, oczka wode cieszą oko, ale nie wniosły za wiele jeśli chodzi o konkretną „wiedzę”.

    Tłumów nie było, gdyby nie upał można byłoby zwiedzać w pełni komfortowo. Fot. by K.Cao

    Rajd po grobowcach

    W Hue za życia i po śmierci rezydowała śmietanka – dlatego dziś możemy podziwiać grobowce ówczesnej elity. Najbardziej znane to Minh Mạng, Khải Định, Tự Đức.

    W grobowcu Khải Định można podziwiać piękną mozaikę. Chociaż wejście do niego jest nieco przygnębiające – budowniczy użyli na tamtejsze czasy ” cudu techniki”, czyli betonu – zamiast porządnych, ale „niemodnych” kamieni – i zabytek nie przetrzymuje próby czasu i klimatu zbyt dobrze. Poza tym czy można mówić o kunszcie budowalnym gdy mowa o „betonie”? A i dodać jeszcze słowo o schodach, eh te schody! Gdy w iście  wietnamskim upale i skwarze udało nam się wdrapać na szczyt góry betonowych schodów – czułam się jak bohater kreskówki Kung Fu Pandy – kto oglądał ten może sobie wyobrazić (a kto nie oglądał to szczerze polecam!).

    Aż ma się ochotę po powrocie do domu potłuc wszystkie doniczki i też takiego smoka zrobić! Fot. by K.Cao

    Z zewnątrz nieco ponury, w środku na szczęście kolory cieszą oko. Fot. by K.Cao

    Jeśli jednak komuś wystarczy zwiedzanie grobów w Polsce przy okazji listopadowych świąt, może poświęcić czas na co coś bardziej przyjemnego dla oka i ducha – jak chociażby pagodę  Thiên Mụ. Położona nad brzegiem rzeki Perfumowej oferuje soczystą zieleń i lekkość

    W tym miejscu warto zatrzymać i ciało i umysł. Fot. by skyscrapercity.com

  • Wystrój wnętrz po wietnamsku

    Wystrój wnętrz po wietnamsku

    Wietnamczycy to naród, który mimo wielu wieków historii wojen i najazdów, trudnego i kapryśnego klimatu potrafi szczególnie docenić piękno wnętrza swoich domów oraz znajdujących się tam przedmiotów codziennego użytku. Już jedno spojrzenie na wystrój wnętrza wietnamskiego domu powie nam wiele o tym kraju i jego mieszkańcach.

    Architektura Wietnamu

    Przy wyborze stylu i rodzaju materiałów wykorzystywanych przy budowie każdy kraj bazuje na swojej tradycji i dostępnych bogactwach naturalnych. Przed wiekami w Wietnamie budowane zatem przede wszystkiem drewniane oraz bambusowe konstrukcje, mające za cel podstawowy raczej danie schronienia niż świadome kształtowanie przestrzeni. Z racji częstych powodzi, osiedlania się ludzi na terenach bagiennych, z licznymi rozlewiskami, w deltach rzek – rozpowszechniona była budowa domów na palach. Te bardzo egzotyczne budowle możemy dziś oglądać w wioskach Czarnych Tajów na północy Wietnamu.

    Wiek XI i XII to czas panowania dynastii Ly i rozkwit architektury pałacowej oraz budynków sakralnych. W tamtym czasie budowano kompleksy pałacowe z licznymi trzy- czteropiętrowymi świątyniami, w miastach stawiano liczne pagody z bogato zdobionymi azjatyckimi ornamentami dachami.
    Kolejne wieki to dalszy rozwój budowli o znaczeniu religijnym. Działo się to za czasów panowania dynastii Le. Wspaniały przykład stanowi pagoda But Thap znajdująca się w prowincji Bac Ninh. Posiada ona charakterystyczną wieżę i bogato zdobione posągi.

    Z początkiem XIX w., z czasie panowania dynastii Nguyen, stolicę Wietnamu przeniesiono do Hue. W tym okresie, powstała słynna i tłumnie odwiedzana przez turystów z całego świata cytadela w Hue. Domy jednorodzinne tego okresu charakteryzowały się pięknymi i przestronnymi ogrodami otaczającymi domy. Ich przeciwieńśtwem były „rurowe” domy w Ha Noi. Tam ze względu na ograniczoną przestrzeń budynki budowano wąskie (nawet od 4 m2 wszeż) i stawiano „ściana w ścianę”. Nie było tu miejsca na zieleń i element natury wkomponowany w dom.

    Podziwiane dziś budynki architektury wietnamskiej, to nierzadko efekt wpływów kolonializmu francuskiego.
    Szczególnie w Ha Noi, wille przypominają pałace Ludwika XVI, z wieżyczkami i zdobieniami, wkomponowują się w egzotyczne wietnamskie realia. Współcześni turyści mogą podziwiać efekty wymieszania orientu z europejskimi trendami dzięki zachowaniu taki budowli jak: : Pałac Prezydencki, Stacja Kolejowa Ha Noi, budynek Opery czy hotel Metropole. Pagody i świątynie buddyjskie, ze swoimi zdobieniami w kształcie smoków, falistymi dachami, ornamentami z napisami w języku chińskim, przenoszą nas w czasie do czysto orientalnego wystroju, niezmąconego zmianami i nowoczesnością.
    Dwa największe miasta Wietnamu, pod względem urbanistycznym i architektonicznym różnią się od siebie diametralnie. Sajgon jest miastem nadającym tempo i kierunek rozwoju stylom architektonicznym Wietnamu. To tam pionierzy eksperymentują z nową formą, nowocześnością. Jako dowód stanowić może fakt, iż już od roku 1950 budowano tam wille w stylu modernistycznym: bardzo funkcjonalne, z minimalną ilością zdobień, gdzie estetyka była ściśle powiązana z funkcjonalnością. Dziś, „miasto wujka Ho”w niczym nie odbiega od światowych metropolii, z gęstą siecią dróg, wysokimi biurowcami i ekskluzywnymi willami. Jako prężnie działający ośrodek gospodarczy skupia wiele międzynardowych środowisk twórczych, które przywożą do Wietnamu rodzine inspiracje i zagraniczne trendy.

    Wietnamski dom jednorodzinny

     

    Wietnamczycy kochają przestrzeń i swobodę. Dlatego choć ziemia jest bardzo droga a zapotrzebowanie ogromne, Wietnamczycy preferują domy i wille nad tańsze mieszkania w blokach. Sstawiają wąskie a wysokie domy. Pomieszczenia, choć niezbyt przestronne, nie są jednak klitkami. Jest przestronnie, gdyż nie ma tam wielu mebli, wszystko co się znajdzie spełnia zawsze bardzo praktyczną funkcję. Ponadto, bardzo wysokie są to pomieszczenia, jest to wymóg koniecznie przy takim klimacie. Strome schody prowadzą na kolejne piętra, na których mieści się jeden lub dwa pokoje i łazienka. Jeśli dany dom nie ma podwórka, bądź miejsca na ulicy, w salonie parkowane są również skutery. Charakterystycznymi elementami wystroju wnętrz są: ołtarzyk ku czci przodków, obrazy i przedmioty z laki, obrazy ręcznie haftowane i na papierze „do”, ceramiczne serwisy do zielonej herbaty, wazony i posążki buddyjskie.

    W salonie dominujące kolory to kontrast ciemnego brązu mebli oraz porażającaej bieli ścian. W pokoju tym,z godnie z zaleceniami feng shui, znajduje się akwarium bądź fontanna. Jest tam ręcznie rzeźbiona, drewniana ława i komplet ław i krzeseł , wszystko ręcznie rzeźbione w kwiatowe wzory, z tłoczeniami z masy perłowej, w kolorach głębokiego brązu po bordo a nawet czerń. Tutaj gospodarze podejmują gości i rozmawiają popijają zieloną herbatę z maleńkich, ręcznie robionych, wietnamskich ceramicznych serwisów.

    Wystrój nowocześnie urządzonego apartamentu. Fot. by K.Cao

    Najczęsciej to właśnie w tym pokoju znajduje się ołtarz ku czci przodków. W domach Wietnamczyków ołatrze spełniają specyficzną funkcję: rozpowszechinony kult przodków zakłada, że po życiu ziemskim rozpoczyna się bardzo podobne do naszego życie, tyle tylko, że w innym świecie. Aby czcić pamięć bliskich zmarłych z rodziny i dbać o ich wygodne życie w zaświatach, na ołtarzach domowych stawia się fotografie zmarłych i dary dla nich, które są im potrzebne w tamtym świecie: owoce, potrawy, napoje, alkohol, papierowe pieniądze, palone są kadzidełka. Ołtarze są to najczęściej sporych rozmiarów, piękne kredensy z wyrzeźbionymi motywami kwiatów i roślin, wysadzane masą perłową. Z kolei w miejscach pracy i miejscach użyteczności publicznej, raczej małe drewniane ołtarzyki, podwieszane pod sufitem lub stojące bezpośrednio na podłodze.

    Rośliny doniczkowe w rozmiarze XXL zawsze mile widziane!Fot. by K.Cao

    Ceramiczne wazony, posążki bóstw i bożków stoją najczęściej w pobliżu ołtarzyka przodków. Ceramika jest to najbardziej rozpowszechniony element wietnamskiego rękodzieła na świecie. Nawet w Polsce w wielu domach można spotkać biało-niebieskie wietnamskie miseczki. Ręcznie malowane wazony nadają pomieszczeniom radosnego charakatery, tym bardziej jeśli trzymane się w nich świeże kwiaty, które w Wietnamie są bardzo tanie. Obecnie najbardziej znana ceramika produkowana jest w Lai Thieu w południowym Wietnamie.
    Na ścianach wietnamskich domów i mieszkań wiszą malowidła na jedwabiu, obrazy „dong ho”, kaligrafie. Wszystkie one swoją naturą i wachlarzem możliwości jakie dają artyście tworzącemu dane dzieło, podkreślają egzotyczność wystroju wietnamskich wnętrz.
    Jedwab pozwala artyście uzyskać niepotarzalny efekt lekkości obrazu: motywy fauny i flory Wietnamu, rodzime pejzaże, postacie w tradycjnych strojach to wszystko uwiecznione na jedwabnym płótnie zachwyca bogactwem kolorów. To co odróżnia wietnamskie malowidła na jedwabiu od chińskich czy japońskich jest użycie żywych barw, co jest z kolei pozostałością wpływu francuskiego.
    Jak talizman na szczęście, Wietnamczycy wieszają na ścianach swoich domów obrazy „dong ho”. Ich wyrobem zajmowano się już od XI w. w wiosce Dong Ho, nieopodal Ha Noi. Przetworzenie drzewa „do”,które rośnie jedynie na terenach Wietnamu, Chin i Tajlandii, zajmuje nawet 6 miesięcy a cały proces jest mistrzowskim rękodziełem. Sceny na obrazach symbolizują równowagę yin i yang w życiu, dobrobyt, miłość i szczęście. Obrazy „dong ho” są często podarunkiem z okazji wietnamskiego nowego roku Tet i są traktowane jako cenna pamiątka oraz amulet szczęścią. Wietnamczycy przekazują je sobie z pokolenia na pokolenie. By powstał arkusz tego specjalnego papieru, kawałki drzewa moczone są w wodze przez kilka miesięcy, następnie rozrywane na kawałki, które przepuszczane są przez specjalną prasę do drzewa. Potem na karty papieru nakładana jest warstwa mieszanki otrzymywanej ze sproszkowanego ryżu kleistego i muszli, która to warstwa nadaje charakterystyczną sztywnośc, lekko mieniący odcień oraz zapewnia trwałość kolorów. Kiedy papier wyschnie z promieniach słońca, specjalnym stemplem nakładane są czarne kontury, następnie wypełniane kolorem. Kolory są uzyskiwane z tego co dostarcza fauna i flora Wietnamu: zielony z liści indygo lub bambusa, żółty z kwiatów perełkowca japońskiego zwanego popularnie „pagodowym kwiatem” lub anyżu, czerwony ze żwiru wydobywanego w gorach Thien Thai, czarny z palonych liści bambusowych i popiołu ryżowego, biały ze sproszkowanych skorupek jaj.

    O „wietnamskości” danego wnętrza mówi też obecność wyrobów z laki. Laka to powłoka uzyskiwana z żywicy drzewa lakowego, którą powleka się obrazy, rzeźby, przedmioty codziennego użytku wykonane z drewna, skóry lub metalu. Obrazy, wazony, pudełeczka – wszystkie produkty, bez względu na ich wielkość i przeznaczenie muszą przejść kilkanaście etapów obróbki, która zajmuje około 100 dni! Lakę inkrustuje się masą perłową, tworzy się malowiła używając sproszkowanych jaj już wyklutych kaczek (skorupki są wtedy najtwardsze i śnieżnobiałe), bądź maluje się jak na tradycyjnym płótnie.

    W kuchni w wietnamskim domu jest zawsze gwarno i tłoczno, to serce każdego domu. Wspólne spożywanie posiłków, szczególnie kolacji, jest ważnym momentem każdego dnia. Dlatego w każdej kuchni pownien znajdować się duży stół i tyle ław bądź krzeseł, by każdy domownik miał swoje miejsce. Jeśli przestrzeń jest niewystarczająca, zamiast na blacie kuchennym produkty często obrabia się i przygotowuje z nich posiłki bezpośrednio na podłodze.

    Łazienka w wietnamskim domu rzadko kiedy bywa urządzana pod kątem estetyki wyglądu. Akurat w tym miejscu nie znajdziemy przejawów poczucia piękna, dominuje zmysł praktyczny i funkcjonalnośc pomieszczenia bierze górę nad jego ładnym wyglądem. Egzotyczny i nietypowy charakter temu miejscu nadają niektóre rozwiązania, niespotykane w Europie. Zamiast papieru toaletowego, przy muszlach klozetowych można spotkać zamontowane małe węże prysznicowe służące celom higienicznym. Wanny są rzadkością, najcześciej w rogu pomieszczenia zamontowany jest sam wąż prysznicowy. Ponieważ ze względu na łatwość utrzymania czystości nie nie stosuje się zasłonek czy kabin prysznicowym, gdy w wietnamskiej łazience brany jest prysznic woda leje się po całej podłodze i wszystkim co jest wokoło.

    Wystrój wnętrz i architektura wietnamska, choć czerpią z bogactwa wielowiekowej tradycji, pod wpływem światowych trendów i zmieniającej się wrażliwości oraz potrzeb kolejnych pokoleń, będą się z pewnością zmieniać tworząc unikalne połączenie dawnego orientu i współczesnesności. Jedno jednak jest pewne: ponieważ gościnność Wietnamczyków zawsze będzie znamienną cechą tego narodu, każdy będąc w Wietnamie bez względu na swoje pochodzenie i kraj zamieszkania, będzie tam mógł poczuć się jak u siebie w domu.

    Notka od autorki:

    Jest to fragment artykułu, który niebawem ukaże się na łamach wydawnictwa podróżniczego „Three weeks”. Mam nadzieję, że zaciekawił Was na tyle, że sięgniecie po magazyn, by dowiedzieć się więcej!

  • Wietnamskie opowieści: śladami partyzantów

    Wietnamskie opowieści: śladami partyzantów

    Co ciekawego można zobaczyć w Wietnamie?

    Znany jest z malowniczej delty Mekongu i ciekawych wiosek. Przyciąga też pięknym wybrzeżem, na terenie którego polscy turyści coraz częściej spędzają wakacje. Dla wielu osób Wietnam jest jednak krajem o trudnej historii, o której przypomina wiele pamiątek. Wyprawy śladem partyzantów są jedną z najbardziej intrygujących metod odkrywania tego kraju i jego przeszłości. Co można zobaczyć w trakcie takiej wyprawy?

    Odkrywanie historii Wietnamu

    Choć XX wiek dla mieszkańców Wietnamu był okresem wyjątkowo trudnym, dziś to właśnie pamiątki związane z wielkimi konfliktami stają się wabikiem przyciągającym turystów. O niezwykłej sile wietnamskich oddziałów partyzanckich krąży wiele legend, a możliwość zobaczenia na własne oczy słynnych pułapek staje się dla wielu turystów głównym celem podróży do tego kraju. Rainbow Tours poleca wycieczki do Wietnamu m.in. tym turystom, którzy chcą poznać najnowsze dzieje tego państwa i zobaczyć obiekty związane z „tunelowymi szczurami”.

    Śladami partyzantów przez Sajgon

    Sajgon, czyli współczesne miasto Ho Chi Minh, to jedno z ważniejszych miejsc dla turystów-historyków. Tu partyzanci korzystali z sieci tuneli, które pozwalały im na walkę najpierw z Francją, a następnie Ameryką. Wietnamczykom udało się stworzyć podziemne miasto, które nie tylko pozwoliło na atakowanie wrogich wojsk, ale i na zakładanie podziemnych szpitali i jednostek dowodzenia. Nic dziwnego, że żołnierze amerykańscy swych przeciwników z Wietkongu zwykli określać mianem „tunelowych szczurów”. A przecież podziemny Sajgon nie był jedyną siecią podziemnych fortyfikacji, które udało się stworzyć Wietnamczykom w latach od 40. do 70. XX wieku. Gdzie jeszcze można się spotkać
    z takimi pamiątkami?

    Tunele Cu Chi: ku granicy z Kambodżą

    Tunele te zapewniały łączność pomiędzy Sajgonem a granicą kambodżańską. Przebiegały pod terenami, które i dla Wietnamczyków, i dla wojsk amerykańskich miały ogromne znaczenie. Nic dziwnego, że sieć podziemnych korytarzy budowanych jeszcze w latach 40. XX wieku w związku
    z konfliktem z Francją może zadziwiać swymi rozmiarami i wykorzystanymi rozwiązaniami. Te tunele, rozbudowane w latach 60., stanowią obecnie jedną z największych osobliwości Wietnamu. Ich zwiedzenie to szansa na poznanie życia partyzantów oraz zobaczenie tych pomieszczeń, w których mieściły się partyzanckie centra dowodzenia.

    Wycieczka śladami partyzantów przez tereny obecnego państwa wietnamskiego to jedyna w swoim rodzaju lekcja historii. Możliwość ujrzenia słynnych pułapek oraz podziemnych schronów to nie lada gratka dla każdego miłośnika historii. Podziemny Wietnam zadziwia i intryguje, a jego mroczne dzieje są chętnie odkrywane przez turystów z całego świata.

  • Wietnamczycy – jak się zachowują, jak się zachować?

    Wietnamczycy – jak się zachowują, jak się zachować?

    Często dostaję pytania od osób, które nie wiedzą jak się zachować w gronie Wietnamczyków, czego mogą się spodziewać. Pierwsza podróż do Wietnamu, by poznać rodzinę własną czy męża/żony na pewno budzi wiele pytań: jak okazać wdzięczność za gościnę, o czym rozmawiać, co podarować, etc. Na gorąco do głowy przychodzi mi kilka kwestii, które na początek powinny uchylić nieco rąbka tajemnicy. Niestety to temat jak rzeka szeroki i głęboki, więc to samo życie podpowie Wam najciekawsze scenariusze!

    1. Są hojni

    Z Wietnamczykami można godzinami biesiadować przy wspólnym stole: nie znając języka, etykiety, obsługi pałeczek. Wystarczy otwartość na nowości, uśmiech...i w przypadku mężczyzn mocna głowa! Fot. by K.Cao

    Wietnamczycy sami lubią korzystać z dóbr świata doczesnego i lubią się nimi dzielić z innymi. Nie zdziwcie się więc przepychem i bogactwem na wietnamskich przyjęciach, kwestia skromności w tej kulturze raczej nie istnieje. I tak jak w Polsce delikatnie zachęca się nowo poznaną osobę do wznoszenia toastów, tak w gronie Wietnamczyków gość będzie musiał się wykazać albo silną głową, albo silną wolą w odmawianiu. Jeśli już zatem  znajdujecie się w towarzystwie Wietnamczyków czujcie się swobodnie, na tyle na ile pozwala Wam Wasze temperament. Będzie na bogato i sympatycznie –  ciepła atmosferę spotkań w gronie wietnamskim doskonale oddaje gorąc klimatu Wietnamu.

    Różne podarki Wietnamczycy lubią przyjmować i wręczać, przy tym bez zbędnych „ochów i achów” i podziękowań. Nie są też w tym względzie sentymentalni czy „symboliczni” –  raczej praktyczni, bo podarowują to co sami uznaliby za dobry prezent dla siebie (alkohol w kwestiach biznesowych,  różne produkty spożywcze przy innych okazjach, słodycze dla dzieci).  Dlatego ręcznie robiona kartka z życzeniami nie spotka się z takim uznaniem jak kilogram dobrej kiełbasy, którą przecież można smacznie zjeść i to oczywiście w trakcie wspólnego posiedzenia! Jeśli chcecie okazać wdzęczność, podziękować za gościnę – bądźcie przede wszystkim praktyczni:)

    Bo w życiu chodzi o to, żeby było tłoczno i wesoło! Fot. by K.Cao

     

    2. Są oszczędni

    „Oszczędność” w wydaniu Wietnamczyków, z któymi ja miałam styczność, przejawiała się w wielu kwestiach, lecz na pewno nie w kwestiach finansowych! (co już wiecie z punktu 1).  Mam tu na myśli raczej oszczędność w okazywaniu uczuć: bezpośredni kontakt, dotyk, symboliczne gesty. To może nas Polaków trochę dystansować, gdyż Wietnamczycy się nie całują na powitanie, nie przytulają. Częściej można zaobserwować serdeczne ale szybkie uściski, poklepywania, docinki słowne (takie „dogadywanie z sympatii”, które może w naszych uszach brzmieć co najmniej nie na miejscu „O! Ale Ci się przytyło!” oznacza „Fajnie widzieć, że masz się dobrze i Ci niczego nie brakuje”). Lepiej więc poksromić nieco własne zapędy obtuliwania i obcałowywania po 3 razy w ferworze radości powitania/pożegnania/gratulacji. Jedynym przypadkiem, gdy bliskości nigdy za wiele są relacje z dziećmi – jeśli jednak nie jesteście słodkim 5latkiem nie macie co liczyć na rozpieszczanie i gesty przywiązania:) Warto za to zawsze mieć przy sobie szeroki uśmiech i szczere spojrzenie prosto w oczy, które pokonuje wszelkie bariery językowe i kulturowe!

    Wietnamczycy czułość i uczucia okazują najmłodszym. Dorośli między sobą zachowują się już bardziej powściągliwie. Fot. by K.Cao

    3. Są głośni

    Bardzo: głośni, z bogatą mimiką twarzy i językiem ciała. Oczywiście zdarzają się osoby ciche, w grupie niewidoczne i niesłyszalne – ale przebywanie w gronie wietnamskim dla nieprzyzwyczajonego oka i ucha wiąże się zawsze z lekkim szokiem. Poniekąd ma na to wpływ „ilość”, bo Wietnamczycy lubią się spotykać stadnie i gromadnie – a wiadomo im więcej tym hałaśliwiej. Nie bez znaczenia jest też sam język, który ze swoimi wszystkimi 6 tonami przeistacza słowną wymianę myśli w koncert bębnowo-smyczkowo-piszczałkowy. I tutaj właśnie widać (i oczywiście słychać!) bardzo różnicę pomiędzy „my a oni” – Polakowi ciężko będzie wejść pomiędzy wrony i krakać jak i one – jeśli mowa o wronach z Azji rodem. No ale to już zaczyna się zupełnie inny temat…

    Każda okazja to dobra okazja! Fot. by K.Cao

     

    5. Bliscy, a jednak dalecy…

    Pierwsza rozmowa i pytanie o wiek, stan posiadania żony/dzieci i wysokość zarobków nie powinna nikogo zszokować. Wiek i stan cywilny pozwalają określić sposób w jaki się do siebie zwracają rozmówcy (nie ma jednego określenia „pan”, „pani” – inaczej mówi się na „panią -panienkę bez dzieci młodszą od nas” a inaczej na „panią – mężatkę w wieku naszej mamy”).  Poza tym Wietnamczycy po prostu lubią rozmawiać o sprawach praktycznych: zdrowiu, kwestiach zawodowych, rodzinnych.  W ogóle nie spotkałam się z tak powszechnym w relacjach między Polakami zjawiskiem „nie wypada o tym mówić; lepiej nie pytać, bo ktoś się może obrazić”.  I tutaj paradoks dla mnie największy jest taki, że przy bardziej zdawkowych relacjach z Wietnamczykami ma sie wrażenie, że człowiek jest częścią grupy/rodziny, bo przecież mówi się o takich „osobistych” tematach. Ale na dłuższą metę, dla osoby która ma potrzebę nawiązania „głębszych” relacji, takich w naszym stylu ujmując „i do tańca i do różańca” –  relacje z Wietnamczykami mogą trącać powierzchownością. Wpływa na to wiele czynników, które wzajemnie się przeplatają: hierarchiczność języka wietnamskiego, kwestie kulturowo/polityczne (nie otwierając puszki pandory ogólnie tylko wymienię choćby 2: równości płci czy też  kwestia komunizmu w Wietnamu), klimat (przy 40 stopniowym upale i 120% wilgotności trudno wymagać, by Wietnamczycy okazywali szczodrze gesty bliskości…). Dodać też trzeba, że bliskość w relacjach z Wietnamczykami buduje się przede wszystkim na zasadzie ciągłości kontaktu: częstych spotkań, odwiedzin, świętowania różnych rocznic i świąt. Jeśli przyjdzie nam budować relacje na odległość – liczmy się z tym, że będzie to trwało dłużej. Ale zawsze warto, bo przecież trzeba brać od życia to co się dostaje i po prostu cieszyć się wspólnymi chwilami!

    Zawsze będziemy dla siebie nawzajem egzotyczni, razem jak mozaika kultur. Fot. by K.Cao

  • Zielona herbata w Wietnamie smakuje najlepiej!

    Zielona herbata w Wietnamie smakuje najlepiej!

    W lecie zielona herbata orzeźwie lepiej niż mrożona kawa! Choć sama kawę lubię, zielonej herbacie muszę oddać to, iż poza walorami smakowymi (eh ta cudowna goryczka, która zmienia się w nieywpowiedzianą słodycz!) ma mnóstwo prozdrowotnych właściwości (wspiera dietę antynowotworową, wpływa korzystanie na skórę). Wietnamczycy wspaniale pogodzili zamiłowanie do zielonej herbaty i kawy Robusta, przecież te obydwa trunki są wizytówką Wietnamu! To jednak herbata wiedzie prym na salonach i to ona jest bardziej związana z tradycją.

     

    Zielona herbata od rana

    Ceramiczny zestaw do parzenia zielonej herbaty Fot. by duhoc.viet.sse.vn

    „Pij wino rankiem, a herbatę w obiad” – mówi wietnamskie porzekadło. Chociaż wielu może darować sobie wino, to herbaty rankiem, w obiad i wieczorem – nigdy.

    Od herbaty zaczynają się i herbatą kończą wszystkie posiłki. Składa się herbatę na ołtarzach przodków w charakterze ofiary i proponuje każdemu gościowi. Na uroczystościach, weselach, pogrzebach i spotkaniach służbowych mała czarka gorzkiej wietnamskiej herbaty stanowi niezbędny atrybut.

    Uczeni twierdzą, że herbata rosła w Wietnamie jeszcze zanim trafiła do Chin. Niektóre z najstarszych krzewów herbacianych na plantacjach w górach prowincji Lạng Sơn sięgają osiemnastu metrów wysokości. Badanie ewolucji krzewów herbacianych w naturalnym środowisku Wietnamu i Chin doprowadziło do ciekawych wniosków. Otóż schemat ewolucji herbaty można przedstawić następująco:

    Camellia (herbata jest roślina rodziny kameliowatych) → herbata wietnamska → herbata Yun Nan z dużymi liśćmi → herbata Assam (Indie)

    Czarki są niewielkie, więc herbatę pije się małymi łyczkami Fot. by images.muachungdeals.net

    Kiedy gość przychodzi do domu, gospodarz albo gospodyni zostawia swoje zajęcia, myje ręce, wyjmuje herbaciane przybory i przystępuje do parzenia herbaty. To tradycja gościnności i okazania sympatii przybyszowi, żadne spotkanie nie obejdzie się bez filiżanki herbaty. Chociaż w Wietnamie nie ma oficjalnej ceremonii herbacianej, podobnej do japońskiej albo chińskiej, to istnieje jednak szereg zasad dotyczących przygotowania tego napoju.

    Według starej tradycji napój herbaciany powinien być przygotowany z wody deszczowej, albo – jeszcze lepiej – z kropel rosy zebranych z kwiatów lotosu przed wschodem słońca.

    „O zachodzie słońca należy wsiąść w łódkę, popłynąć do rosnących kwiatów lotosu i póki nie zamkną się jeszcze na noc, wsypać w każdy kwiat niewielką ilość herbaty. Rankiem zaś, przed otwarciem kwiatów, zerwać je, zebrać rosę z dużych liści lotosu i zlać ją do dzbana. Na zebranej wodzie należy zagotować zerwane kwiaty razem z herbatą”.

    W Wietnamie popularna jest herbata z dodatkiem kwiatów magnolii, chryzantemy, jaśminu, lotosu. Herbata lotosowa jest najdroższa.

    Jaśminowa, moja ulubiona - pięknie pachnie. Fot. by saigonamthuc.thanhnien.com.vn

    Tekst autorstwa pana Stanisława Kozłowskiego. Zdjęcia i wstęp delivered by Ziarnko