Tag: zwyczaje

  • Nowy Rok wietnamski – Tet 2013

    Niektórzy już zdążyli zapomnieć szaleństwa sylwestrowej nocy – a Wietnamczycy dopiero co świętowali 2013 po swojemu 🙂

    (A tak było rok temu)

  • Naleśnik niejedno ma imię!

    Jest to jedno z moich ulubionych dań, chociaż niektórzy twierdzą, że smakuje „bez smaku”. Naleśniki bánh cuốn to niewyrafinowane składniki i faktycznie bardzo ulotny smak. Dla mnie taki to odpowiednik „chleba z masłem – niby nic nadzwyczajnego, ale człowiek za tym tęskni. No i ponieważ są cieniutkie trzeba ich zjeść dużo, żeby się nasycić! I w to mi graj:) Jak pokazują zdjęcia poniżej, mój synek odziedziczył w genach zamiłowanie do tego wietnamskiego smaku:)


    Składnikami naleśników są: rzadkie ciasto z mąki  ryżowej, grzyby mun, mortadelka wieprzowa lub mielone wieprzowe, podsmażana cebulka i sosik do zamaczania. Proces przygotowywania jest bardzo ciekawy (zobacz wideo poniżej) – na parze na kawałku materiału mocno naciągniętego na garnek rozsmarowuje się ciasto i po paru sekundach zrolowuje się gotowy naleśnik. Bánh cuốn można jeść bez farszu, wtedy posypuje się jedynie poszatkowanymi grzybami mun, prażoną cebulką i zjada z mortadelką. Można też nadziewać naleśniki farszem z mielonego wieprzowego.

    Można je również przygotować w domu, będą smakować równie dobrze. Jeśli komuś z Was się uda je przygotować – chętnie wproszę się na taką ucztę:)

     

     

  • Obchody święta zmarłych w Wietnamie

    Wietnamskie Halloween?

    W marcu kalendarza księżycowego w Wietnamie obchodzone jest Tết Thanh Minh. Choć znaczenie tego święta jest inne od polskich Wszystkich Świętych, niektóre gesty i tradycje wyglądają bardzo podobnie.

    W Wietnamie wierzy się, że dusza po śmierci trafia do świata, który funkcjonuje na podobnych jak ziemski świat zasadach. Tết Thanh Minh jest zatem okazją do uczczenia pamięci oraz czci zmarłego. Tego dnia rodziny odwiedzają groby: sprzątają je, ozdabiają kwiatami, zapalają kadzidełka. By dusza nie cierpiała niedostatku, palone są w tym celu papierowe symbole przedmiotów oraz pieniędzy, które z dymem przechodzą do świata zmarłego. Na groby przynosi się również rytualne posiłki. W dawnych czasach przy nagrobkach urządzano w tym dniu prawdziwe uczty, dziś są to już raczej symboliczne gesty. Co jednak jest najistotniejsze – jest to gest wyrażający pamięć o zmarłym. Ale co najważniejsze i wspólne dla tradycji polskiej i wietnamskiej, oddanie cześci zmarłemu przebywającemu w zaświatach, umacnia więzi między tymi żyjącymi na ziemi.

     

  • W zdrowym ciele zdrowy duch!

    W Polsce nie dziwi nas widok ludzi uprawiających jogging, czy maszerujących z kijkami do nordic walking. Ale czy widzieliście kiedyś np. na pl.Konstytucji, aby grupa emerytek wesoło pląsałą w układzie  tai chi o wschodzie słońca?

    W grupie raźniej

    Bladym świtem, gdy temperatura jeszcze znośna, lub bardzo późnym wieczorem, na ulicach, placach, w parkach większych miast Wietnamu widać grupy ćwiczących. „Tập dưỡng sinh”, czyli ćwiczenia pozwalające zachować dobrą kondycję, są wykonywane przez grupy męskie, damskie oraz mieszane, praktycznie w każdym wieku (chociaż młodzieży widziałam najmniej!). Może przybierać formę pląsów fitness, bardziej skupionych na przepływie energii układów tai chi lub wybuchowej mieszanki obydwu. Urzeka zaangażowanie uczestników wykonujących skomplikowane układy, niejednokrotnie z akcesoriami (wachlarze bojowe czy drewniane miecze), wykonywane płynnie w rytm muzyki płynącej z głośników radia.

     

    Ćwiczyć można wszędzie

    Wietnamczycy są bardzo bezpośredni nie tylko w kontaktach międzyludzkich. W swoim kręgu czują się ogólnie bardzo „swobodnie” w codziennych sytuacjach: ubierają się jak chcą i lubią, wyrażają emocje w bardzo dynamiczny sposób, niektóre rzeczy komunikują „bez ogródek” (ile razy można usłyszeć z ust wietnamskiego znajomego „O, jaki gruby się zrobiłeś!” i nie ma w tym ani słowa złośliwości). Tak samo jest również jeśli chodzi o ćwiczenia na świeżym powietrzu. Nikogo nie zdziwi widok osoby medytującej w pozycji lotosu na ławce przy głównej ulicy, pośród tłumów przechodniów, turystów i handlarzy, a grupy pań  o nieidealnych kształtach nie chowają się po kątach tylko radośnie wymachują nogami na placach przy głównych ulicach miast. Ćwiczący zdają się nie przejmować tym co ktoś o nich pomyśli, jak wyglądają. Nie przywiązują uwagi do „profesjonalnych strojów znanych marek”. Trzeba przyznać, że taka swobodna postawa dodaje motywacji w realizowaniu pasji do ćwiczeń!

     

     

     Wiek nie gra roli

    Najbardziej spektakularnym dla mnie widokiem są ćwiczące starsze osoby. Odniosłam wrażenie, że starość w Wietnamie nie jest napiętnowana jak jest niekiedy w Polsce: niedołężnością, brakiem energii i odizolowaniem. Miałam osobiście okazję uczestniczyć w spotkaniu kobiet ćwiczących regularnie układy z wachlarzami, piłkami i mieczami. Na spotkanie zabrała mnie moja ciocia Oanh.  Ponieważ trzeba wstać skoro świt, ok.4.30, niestety udało mi się  tylko dwa razy w ciągu całego pobytu towarzyszyć cioci na ćwiczeniach. Ale już te dwa spotkania pozostawiły niezapomniane wrażenia! Potrzeba naprawdę niezwykłej determinacji, by wstać gdy śpi jeszcze cały dom, cała ulice, całe miasto, spakować worek treningowy z mieczami, wachlarzami i piłkami i marszem udać się ćwiczenia. Tym bardziej, że potem czeka cały ciężki dzień w nieznośnym upale i duchocie i codzienne obowiązki domowe. Poniżej zdjęcia z tego gimnastycznego poranka!

    Średnia wieku tych pań to 60 lat, wszystkie ćwiczą według własnych możliwości zdrowotnych i umiejętności. Ćwiczeniom przewodniczy najbardziej doświadczona, która poprawia mniej wtajemniczone, nadaje tempo i pilnuje precyzji wykonywania figur. A te, w połączeniu z gadżetami – są niekiedy naprawdę bardzo skomplikowane! Sama próbowałam wykonać kilka obrotów z jednoczesnym otwarciem lub zamknięciem wachlarza lub podrzutem i złapaniem piłeczki – z marnym skutkiem! Panie emerytki miały ze mnie niezły ubaw, ja sama nabrałam jeszcze większego podziwu dla ich sprawności i koordynacji. Wyrazu uznania dla Cioci Oanh i jej koleżanek – też bym tak chciała – w ogóle, nie tylko w ich wieku!

     

  • Jezioro Ho Tay w Ha Noi

     

    Historia

    Geograficznie jezioro Hồ Tây (posłuchaj wymowy) swój początek wzięło w nurcie Rzeki Czerwonej. Istnieje kilka legend mówiących o jego początkach.

    Jedna z nich podaje, iż zostało uformowane w walce protoplasty narodu wietnamskiego, smoczego pana Lac Long Quan i lisiego ducha, stąd nosiło swego czasu nazwę „bagna lisich zwłok”.

    Inna legenda podaje nazwę „Jezioro złotego bawoła”. Ponoć po utracie swego cielęcia rozzłoszczone zwierzę wyryło swoimi kopytami ogromny dół i tak powstało jezioro..

    W XXI wieku jezioro nazywano „Zamglonym jeziorem”, od częstych i gęstych mgieł jakie unoszą się nad jego wodami. Ostatecznie od XVI wieku nazywane jest „Zachodnim Jeziorem”, aż po dziś dzień.

    Ho Tay dziś

    Wokół jeziora zgromadzonych jest kilka najważniejszych punktów Ha Noi: najstarsza pagoda w Wietnamie Tran Quoc,  jedna z czterech „starożytnych świętych świątyń” świątynia Quan Thanh.

    Wietnamczycy lubią przyjeżdżać tu na motorkach i nad brzegiem jeziora wypić szklaneczkę soku kokosowego zadumać się na chwilę nad ogromną taflą wody. Inną ulubioną rozrywką, szczególnie w upalne wieczory lata jest przejażdżka rowerkiem wodnym w kształcie łabędzia.

    Zobaczcie jak dziś Hồ Tây oczarowuje swoim widokiem – zapraszam do obejrzenia zdjęć autorstwa Bang Lang.