Pisałam już kiedyś, że poprzez śpiewanie piosenek w danym języku wspomaga się i urozmaica naukę języka obcego. Szczególnie skuteczne i przyjemne jest to w przypadku języka wietnamskiego.
Język wietnamski jest bardzo „giętki” i świetnie nadaje się do akompaniowania muzyce. Wietnamczycy to bardzo muzykalny naród. Śpiewają dużo i często, zadziwiające że mężczyźni tak chętnie nucą i śpiewają przy każdej okazji. .
Polecam Waszej uwadze piękną melodię – jestem pewna, że niejednemu z Was pomoże nie tylko w nauce. Ta wietnamska kołysanka uśpi również polskie dzieci. Oczka mojego synka robią się maślane już po kilku taktach.
À ƠI À ƠI,BÊN NÔI MẸ RUNG ĐỀU
CON YÊU QUÝ YÊU CON NGỦ CHO NGOAN NÀO
ĐÊM VẮNG CHÙM CHĂN ẤM CON YÊU NGỦ ĐI NÀO.
CON HÃY NGỦ ĐI BÊN CON CÓ BÀN TAY MẸ
CHĂM SÓC, GÌN GIỮ BAO NHIÊU MƠ ƯỚC TRÊN ĐỜI
CON CON QUÝ YÊU, CON NGU CHO NGOAN NÀO
YÊU MẾN,ĐẦM ẤM LUÔN LUÔN MẸ GIỮ CHO CON
À ƠI À ƠI, CON YÊU CON NGỦ ĐI NÀO
SUNG SƯỚNG, THƯƠNG YÊU BÊN NÔI MẸ RUNG ĐỀU
ĐÂY 1 BÓ LAY ƠN, ĐÂY 1 BÓ HOA HỒNG
CHỜ CON TỈNH GIẤC TRAO CON MẸ NGẮM CON CƯỜI
Pani Le Tan Sitek jest autorką dwóch książek: „Sama na drodze” oraz „Na rozdrożu”. Zarówno postać autorki, jak i historia w jej książkach – są bardzo barwna i ciekawa.
Wietnamka z pochodzenia, przyjechała na studia do Polski, gdzie zakochała się w Polaku, wyszła za mąż. Następnie z mężem i dziećmi wyjechała do Norwegii, gdzie mieszka do dziś. Losom tym towarzyszyły wydarzenia na tle burzliwych dziejów Wietnamu oraz Polski. W swoich książkach Pani Le Tan pokazuje nam Wietnam „od kuchni”, z jego tradycjami i malowniczymi obrazami wspomnień. Możemy również zobaczyć Polskę oczami obcokrajowca, w czasach, gdy słowo „globalizacja” nie było jeszcze w użyciu.
Poniżej przedstawiam poniżej recenzję książki „Sama na drodze Pawła „Xialong”. Paweł po raz kolejny gościnnie wita na stronach Ziarnka – zachęcam do lektury, a tych którzy czytali książki, do podzielenia się swoimi wrażeniami, a Pawła serdecznie pozdrawiamy!
„Sama na drodze”
„Życie każdego z nas jest opowieścią. Czasami zapisuje się nie tylko w naszej pamięci, ale i w pamięci
innych”- taką oto sentencją rozpoczyna się powieść „Sama na drodze”.
Książka ta, jest inspirowana przeżyciami autorki. To, wzruszająca opowieść o losach wietnamskiej dziewczynki, przeplatana wątkami historycznymi związanymi z burzliwym okresem walk z francuzami o niepodległość Wietnamu. To, nie tylko saga rodzinna. Nie tylko wspomnienia dziecka. Znajdziemy tu o wiele więcej…
Książka zabiera czytelnika w daleką podróż. W podróż wyjątkową, bo przypominającą nam wszystkim nasze dzieciństwo, choć tak inne od tego głównej bohaterki, a jednak mającego z nią coś wspólnego.
W Podróż nie tylko z Chin do Wietnamu, ale także po przez to, co spotyka każdego człowieka: smutek, strach, rozpacz, radość, miłość, przywiązanie. To, podróż barwna, momentami trudna i męcząca. A mimo to, tak niesamowita zarazem.
Książka to historia…
….wietnamskiej dziewczynki An, która jako mała dziewczynka, po śmierci swojego ojca, wraz z mamą, siostrą i nianią udają się do „domu swoich przodków”, do Wietnamu, do rodzinnego domu taty. Po długiej wędrówce docierają najpierw do stolicy Wietnamu – Hà Nội. Dla An wszystko jest tu inne i obce.
Ani An ani jej siostra Hong z początku nie mówią po Wietnamsku, gdyż urodziły się w Chinach. Inny język jest dla nich czymś nowym i zaskakującym. Po kilku tygodniowym pobycie w Ha Noi, cała rodzina udaje się wreszcie do wsi Phố Đông – domu ojca An.
An od momentu ujrzenia babci, czuje, że jej miejsce jest tutaj, że kocha babcię jakby znała ją od zawsze. Konfrontacja z pozamiejską naturą i trybem życia na wsi, wywiera na An tak duże wrażenie, iż jej mama i babcia postanawiają, aby została na jakiś czas z babcią.
Okres pobytu An u babci przedłuża się do roku. W tym czasie poznaje ona tradycje i obyczaje, obrzędy
ku czci zmarłych, tajniki uprawy warzyw, owoców, gotowania, oraz hodowli zwierząt. Trwają walki z francuskim okupantem. Mama An pracuje w hotelu w Hà Nội. Ona także jest zaangażowana w ruch narodowo-wyzwoleńczy, przez co nie może odwiedzić córki.
Walki z francuzami przybierają coraz to większą skalę zniszczenia, a nasilające się bombardowania zabijają wielu ludzi.
An na wsi kończy podstawówkę i szkołę średnią, w domu uczy się hodować jedwabniki, farbować materiały i haftować. Powoli z dziewczynki przeistacza się w młodą kobietę.
W 1954 roku Wietnamczycy odnoszą zwycięstwo nad francuzami pod Điện Biên Phủ, co kończy okres kolonialnego panowania Francji. Nastaje nastrój wielkiej radości. Rozpoczyna się wielka odbudowa kraju według komunistycznych wzorców. Natomiast dla An po dziewięciu latach spędzonych u babci, nadchodzi czas na odwiedzenie mamy. Czy zostawi życie na wisi i opuści dom rodzinny babci? Czy będzie chciała zamieszkać z „nową” rodziną? Dowiecie się sięgając po książkę „Sama na drodze”.
Wrażenia czytelnika
Jeśli chodzi o „techniczną” stronę powieści, rozdziały są długie, a powieść pisana jest w trzeciej osobie. Nie mamy dzięki temu wrażenia czytania pamiętnika, a raczej opowiadania narracyjnego. Styl książki jest dość prosty, dzięki czemu czyta się ją płynnie i lekko.Ponadto, książka obfituje w wiele nazw wietnamskich, rzadko mówiących cokolwiek polskiemu czytelnikowi. Momentami może to czytelnika irytować. Na szczęście autorka nie zapomniano o przypisach,z których dowiemy się wielu ciekawostek geograficznych, kulturowych, kulinarnych. (np. jak wygląda proces wytwarzania sosu sojowego, opis świąt i obrządków kulturowych). Ciężko jednak postrzegać tę książkę jako kompendium wiedzy z zakresu kultury wietnamskiej, lecz raczej jako wspaniałe źródło inspiracji do jej poznania. Jak sama autorka wspomniała- jest to książka dla wszystkich pisana językiem proletariackim. Serdecznie polecam ta pozycję – pierwszą taką stanowiącą o Wietnamie na rynku polskim.
Jest to jedno z moich ulubionych dań, chociaż niektórzy twierdzą, że smakuje „bez smaku”. Naleśniki bánh cuốn to niewyrafinowane składniki i faktycznie bardzo ulotny smak. Dla mnie taki to odpowiednik „chleba z masłem – niby nic nadzwyczajnego, ale człowiek za tym tęskni. No i ponieważ są cieniutkie trzeba ich zjeść dużo, żeby się nasycić! I w to mi graj:) Jak pokazują zdjęcia poniżej, mój synek odziedziczył w genach zamiłowanie do tego wietnamskiego smaku:)
Składnikami naleśników są: rzadkie ciasto z mąki ryżowej, grzyby mun, mortadelka wieprzowa lub mielone wieprzowe, podsmażana cebulka i sosik do zamaczania. Proces przygotowywania jest bardzo ciekawy (zobacz wideo poniżej) – na parze na kawałku materiału mocno naciągniętego na garnek rozsmarowuje się ciasto i po paru sekundach zrolowuje się gotowy naleśnik. Bánh cuốn można jeść bez farszu, wtedy posypuje się jedynie poszatkowanymi grzybami mun, prażoną cebulką i zjada z mortadelką. Można też nadziewać naleśniki farszem z mielonego wieprzowego.
Można je również przygotować w domu, będą smakować równie dobrze. Jeśli komuś z Was się uda je przygotować – chętnie wproszę się na taką ucztę:)
Składanie zamówienia w wietnamskim lokalu to najczęstsza, a czasem jedyna okazja żeby na żywo i w praktyce poprowadzić konwersację. Poniżej filmik instruktażowy, dzięki któremu w pięknym i oryginalnym stylu możesz stać się konsumentem pysznego rosołku!
W zeszłą sobotę nagle poczułam potrzebę pójścia na wieczorną Mszę. Przy dwójce małych dzieci takie wyjście to spore wyzwanie logistyczne, ale impuls był tak silny, że sprawnie się zorganizowałam i poszłam do kościoła. Jakież było moje zdziwienie, gdy zaraz na wejściu usłyszałam słowa „dziś wspomnienie wietnamskich męczenników, Andrzeja Dung-Lac i współtowarzyszy”. W ten sposób dowiedziałam się, że 24 listopada jest dniem pamięci wietnamskich świeckich i duchownych, którzy oddali życie za wiarę. Myślę, że nie był to przypadek, iż akurat tego dnia uczestniczyłam we Mszy św., dziś dzielę się z Wami informacjami zebranymi na ten temat. Mam nadzieję, że historia wietnamskich świętych będzie inspiracją dla wielu z Was, tak jak stała się dla mnie.
Święci wietnamscy
W latach 1625-1886 w Wietnamie podpisano 53 edykty nakazujące prześladowanie chrześcijan. W ich wyniku ucierpiało około 130 tys. Świeccy oraz duchowni, którzy oddali życie za wiarę w latach 1745 – 1862 zostali w 1988 roku zaliczeni w poczet świętych katolickich przez papieża Polaka, Jana Pawła II.
Andrzej Trần An Dũng który reprezentuje wietnamskich męczenników, urodził się jako Dung An Tran około 1795 r. w biednej, pogańskiej rodzinie na północy Wietnamu. W wieku 12 lat wraz z rodzicami, którzy poszukiwali pracy, przeniósł się do Hanoi. Tam spotkał katechetę, który zapewnił mu jedzenie i schronienie. Przez trzy lata uczył się od niego chrześcijańskiej wiary. Wkrótce przyjął chrzest i imię Andrzej. Nauczywszy się chińskiego i łaciny, sam został katechetą. Został wysłany na studia teologiczne. 15 marca 1823 r. przyjął święcenia kapłańskie. Jako kapłan w parafii Ke-Dam nieustannie głosił słowo Boże. Często pościł, wiele czasu poświęcał na modlitwę. Dzięki jego przykładowi wielu tamtejszych mieszkańców przyjęło chrzest. W 1835 r. Andrzej Dung został aresztowany po raz pierwszy. Dzięki pieniądzom zebranym przez jego parafian został uwolniony. Żeby uniknąć prześladowań, zmienił swoje imię na Andrzej Lac i przeniósł się do innej prefektury, by tam kontynuować swą pracę misyjną. 10 listopada 1839 r. ponownie go aresztowano, tym razem wspólne z innym kapłanem, Piotrem Thi, którego odwiedził, by się u niego wyspowiadać. Obaj zostali zwolnieni z aresztu po wpłaceniu odpowiedniej kwoty. Okres wolności nie potrwał jednak długo. Po raz trzeci aresztowano ich po zaledwie kilkunastu dniach; trafili do Hanoi. Tam przeszli niezwykłe tortury. Obaj zostali ścięci mieczem 21 grudnia 1839 r. Andrzej był w pierwszej grupie męczenników wietnamskich beatyfikowanych w 1900 r.
Inni szerzej opisani święci, których sylwetki zostały opisane w języku polskim na stronie www.brewiarz.pl to m.in.:
Tomasz Tran Van-Thieu urodził się w 1820 roku w Trung-Quang w rodzinie chrześcijańskiej. Był seminarzystą wietnamskim. Po aresztowaniu proponowano mu uwolnienie, gdyby poślubił córkę mandaryna, co oczywiście wymagałoby zmiany wiary. Zniósł mężnie okrutne przymuszanie do odstępstwa od wiary i straszne tortury. Zginął uduszony 21 września 1838 roku.
Emanuel le Van-Phung (ur. 1796 r.) był mężnym katechetą wietnamskim, który odważył się dać schronienie katolickiemu kapłanowi ks. Piotrowi Doan Cong Qui. Odkryto to i obu zgładzono w Chan-doc 31 lipca 1859 r.
Agnieszka (Agnes) Le Thi Thanh, znana również jako Agnieszka Ðê (wiet. Anê Lê Thi Thành) jest jedyną kobietą z grona 117 kanonizowanych w 1988 r. męczenników wietnamskich. Urodzona ok. 1781 r. w rodzinie chrześcijańskiej, była mężatką i matką sześciorga dzieci, które wychowywała po katolicku. W okresie prześladowania chrześcijan udzielała pomocy misjonarzom. Została aresztowana w marcu 1841 r. razem z księdzem, którego ukrywała w swoim domu. Żołnierze splądrowali dom i rozkradli dobytek rodziny. Była torturowana, ale nie wyrzekła się wiary. Oprawcy nie zdążyli wykonać na niej wyroku, ponieważ w więzieniu zaraziła się czerwonką i zmarła 12 lipca 1841 r.
Ojciec Wincenty Pham Hiêu Liêm OP urodził się na północy Wietnamu w szlacheckiej, pobożnej rodzinie. Naukę w seminarium rozpoczął w 12. roku życia. Dominikanie pomogli mu wyjechać na Filipiny, gdzie od 1738 r. działała legalna uczelnia teologiczna. W 1753 roku Wincenty wstąpił do Zakonu Kaznodziejskiego, a w 1758 r. przyjął święcenia kapłańskie. Po święceniach wrócił do Wietnamu, gdzie najpierw wykładał w seminarium, a potem poświęcił się ewangelizacji mieszkańców. Działalność ta uznawana była przez władze za nielegalną. 3 października 1773 r. został aresztowany ze swoimi dwoma świeckimi pomocnikami. Strasznie bity, był na noc zamykany klatce. Potem przenoszono go do kolejnych więzień. Został ścięty 7 listopada 1773 r. razem ze spotkanym w jednym z więzień o. Casteñedą.
Dominik Pham Trong Kham urodził się ok. 1780 r. w Wietnamie w katolickiej, zamożnej rodzinie urzędniczej. Zdobył wykształcenie i został sędzią. Miał żonę i dzieci. Był tercjarzem dominikańskim. W okresie prześladowań udzielał schronienia misjonarzom (m.in. biskupowi Sampedro). W ramach represji jego dom zniszczono, a jego samego aresztowano. Został ścięty 13 stycznia 1859 r. razem z jednym ze swoich synów, Łukaszem Pham Trong Thìn.
Łukasz Pham Trong Thìn urodził się ok. 1819 r. w katolickiej rodzinie. Tak jak ojciec był sędzią, a także dominikańskim tercjarzem. Został aresztowany w 1858 r., w czasie prześladowania chrześcijan. Mimo tortur nie dał się zmusić do podeptania krzyża. Został stracony tego samego dnia co jego ojciec, 13 stycznia 1859 r.