Zderzenie kultur poszerza horyzonty – wywiad Część I

Zjawisko ścierania się i przenikania kultur jest FASCYNUJĄCE. W efekcie synergii powstają nowe wartości i style życia. Ludzie, którzy otwierają się na inne kultury i jednocześnie promują swoją własną wśród innych, potrafią znaleźć wspólny mianownik dla wielokulturowej realcji.

Takim właśnie człowiekiem jest Adrian Rux. Oddaję do Waszej dyspozycji bardzo emocjonalny opis słowny zderzenia kultur w życiu tego Polaka, który ukochał „wietnamskość” i  Wietnamczyków.  Polsko-wietnamskie relacje to wybuchowa mieszanka: wartości Wschodu i Zachodu ścierają się ze sobą dając początek przyjaźniom ponad różnicami kulturowymi.

Adrian Rux, sercem obywatel świata.

Ziarnko: Jesteś uosobieniem wielokulturowości: Polak, z francuskimi korzeniami, kontytunację studiów przewidujesz w Chinach, w Twoich przyjaźniach widać zdecydowany akcent wietnamski. Nie za dużo tego jak na jedną osobę?:)

Adrian R.: Ależ skąd, ja dopiero sie rozkręcam! Uważam, że poznawanie innych kultur poszerza nasze horyzonty, możemy się od siebie bardzo wiele nauczyć. Otwarcie na różnice to klucz do nawiązywania przyjaźni, ciekawych dyskusji, dialogu.

Ziarnko: Czym się zajmujesz na co dzień?

Adrian R.: Od szóstego roku życia związany jestem z aktorstwem, jednakże w chwili obecnej rozwijam swoją pasję reżyserską. Reżyseria daje mi możliwość pracy z tekstami oraz ich tworzenia.

Ziarnko: Jakie są Twoje zainteresowania?

Adrian R.: Interesuje mnie wszystko co związane jest z Azją Wschodnią. Uwielbiam historię i kulturę Chin, pasjonują mnie wpływ Chin na kraje sąsiadujące. Moją specjalizacją z Chin jest mandżurska dynastia Qing (ostatnia dynastia cesarska panująca w Chinach do 1912 roku). Niestety z powodów zdrowotnych musiałem zawiesić studia w Pekinie.

Od 2011 roku jestem związany z warszawskimi Wietnamczykami i jestem w nich zakochany.

Ponieważ pasjonują mnie ludzie oraz różnorodność ich zainteresowań, poglądów, wyznań zawsze chętnie biorę udział i inicjuję wszelakie dyskusje dotyczące Wietnamczyków żyjących w Polsce oraz procesu ich integracji z Polakami.

Ziarnko: Jakie są początki Twoich polsko-wietnamskich przyjaźni.

Adrian R.: Moja zażyłość z Wietnamczykami zaczęła się od odrobiny ciekawości, dużej dawki naturalnego przebiegu wydarzeń i wreszcie przypadku. Pierwszego Wietnamczyka poznałem jeszcze w szkole podstawowej. Siedział ze mną w ławce. Był jednym z najlepszych uczniów w klasie, znajdując się w czołówce „najszybciej uczących się pisać” dzieci. Ponadto, znakomicie liczył i nigdy nie przyszedł do szkoły nieprzygotowany. Dobrze pamiętam, że był znacznie bardziej zdyscyplinowany od innych dzieci. Grzeczny, ułożony, niezbyt głośny – czasem sprawiający wrażenie nieprzystępnego, wręcz wyobcowanego. Nie zmienia to jednak faktu, że był bardzo dobrym i powszechnie lubianym kolegą. Nasza znajomość przetrwała do dziś, tak więc w tej całej „nieprzystępności” chyba bardziej chodziło o jego specyficzny charakter.

Natomiast moja „stała” znajomość z Wietnamczykami zaczęła się od krótkometrażowego filmu „Tuan”, który przygotowywałem do swojego portfolio. Bohaterami mojej etiudy jest przyrodnie rodzeństwo: Polak i niewiele od niego młodszy Wietnamczyk. Naturalnie musiałem zaangażować do tego projektu Wietnamczyków, co okazało się zadaniem bardzo trudnym – poszukiwałem nie tylko odtwórcy jednej z głównych ról, ale także jego filmowych kolegów i koleżanek, wietnamskiej opiekunki, tańczących Wietnamek i wreszcie aktora, który zagrałby wietnamskiego kucharza. Wszystko się udało! Choć łatwo nie było…

Ziarnko: Dlaczego?

Adrian R.: Po pierwsze, nie wszyscy Wietnamczycy chętnie angażują się w wolontariat. Najlepiej, gdy przy okazji jest szansa zarobku – zwłaszcza łatwego. Mam porównanie, ponieważ wcześniej znalezienie choćby trzydziestu statystów Polaków do mojego projektu było dla mnie kwestią piętnastu minut. Drugim problemem okazała się nieśmiałość Wietnamczyków. Choć niestety ze smutkiem stwierdzam, że przeważyła chęć łatwego zarobku. Godzinami przesiadywałem na Facebooku i wypisywałem wiadomości do wszystkich możliwych Wietnamczyków. Wielu z nich już na wstępie podziękowało mi za udział w filmie kręconym przez młodych ludzi „bez wynagrodzenia”. Szczęśliwie – po dwóch miesiącach poszukiwań – udało mi się skompletować całą obsadę. I tak to wszystko się zaczęło…

Ziarnko: W Waszych relacjach dominują cechy kultury polskiej czy wietnamskiej?

Adrian R.: Nie ma dominacji, jest raczej uzupełnianie się. Dziś mam nieraz wrażenie, że obydwie kultury przenikają się i zlewają w całość. W towarzystwie Wietnamczyków czuję się już swobodnie, jak ryba w wodzie. Do tego stopnia, że gdyby ktoś zapytał mnie o różnice między Polakami i Wietnamczykami nie wiedziałbym, co właściwie odpowiedzieć. Gdy jestem wśród Wietnamczyków uśmiecham się do siebie i przyznaję, że już nie umiałbym wyobrazić sobie dobrej imprezy albo wyjścia bez Azjatów. Moi biali znajomi tego nie rozumieją. Czasami zarzucają mi, że faworyzuję Wietnamczyków, ale nic na to nie poradzę, bo tak jest!

Nie oznacza to wcale, że nie zdarzyło mi się nigdy poczuć wśród Wietnamczyków zagubionym. Czasem zdarzają się sytuacje, których jako Polak nie umiem zrozumieć, czasem nawet nie chcę. Jednak wierzę, że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Poza tym jeżeli kolega/koleżanka Wietnamczyk jest wyrozumiały/a, to nigdy nie pozwoli ci czuć się nieswojo w jego/jej towarzystwie.

Ziarnko: Jakie cechy, postawy Wietnamczyków są dla Ciebie inspiracją ?

Adrian R.: U Wietnamczyków lubię bezpośredniość. Bywają szczerzy do bólu, ale najczęściej nie z przekąsem. Po prostu mówią, co myślą.

Imponuje mi szacunek jaki Wietnamczycy okazują starszym. Żaden mój kolega nie sprowokuje kłótni ze starszym od siebie Wietnamczykiem lub Wietnamką – nawet z Polakiem i nawet jeśli mówimy tutaj o różnicy dwóch, trzech lat. Po kilku głębszych oczywiście mogą wystąpić różne sytuacje, ale zazwyczaj uważnie tego pilnują.

Uwielbiam PRAWDZIWE wietnamskie jedzenie. Nie rozumiem, dlaczego Wietnamczycy nie chcą z nim „wyjść” do Polaków. Wietnamki są bardzo kulturalne, nie tak krzykliwe jak niektóre Polki. Z drugiej strony zastanawiający jest fakt, jak bardzo niektóre (podkreślam NIEKTÓRE) młode Wietnamki są podatne na gruby portfel i jak istotną rolę ogrywa on w ich życiu.

Ziarnko: A czy są jakieś „nie lubię”?

Adrian R.: Nie lubię, gdy Wietnamczycy rozmawiają w moim towarzystwie po wietnamsku. Zawsze zwracam na to uwagę. Zazwyczaj szybko mnie przepraszają i przechodzą na język polski. Chodzi oczywiście o sytuację, gdy np. siedzimy razem przy stole, albo idziemy gdzieś w swoim towarzystwie. Przyznaję też, że trudno mi się przyzwyczaić do azjatyckiego sposobu spożywania posiłków. Całym sercem rozumiem obyczaje i pojęcie okazywania szacunku gospodarzom według kultury wietnamskiej, ale ponieważ sam zostałem wychowany według modelu zachodniego, na dźwięk „ssącego się makaronu” lub mlaskania automatycznie włącza mi się czerwona lampka.

Inną sprawą jest to, że Wietnamczycy troszkę inaczej pojmują gust modowy. Ponieważ dla niektórych z nich ważna jest przede wszystkim marka, niekiedy wrzucają na siebie wszystko, co się da. A to czasami moim zdaniem wygląda kiczowato. Trzeba jednak przyznać, że Wietnamczycy, którzy mają gust, ubierają się znacznie lepiej i z większym wyczuciem mody niż Polacy.

Nie wszyscy wiedzą też, że niektórzy Wietnamczycy to straszni PLOTKARZE!!! Trzeba uważać na to co i komu się mówi. Żadna tajemnica się nie uchowa.

Trudno mi zaakceptować fakt, że wietnamscy rodzicie bywają bardzo surowi dla swoich dzieci. Czasami przykro mi, gdy widzę, jak mój przyjaciel smuci się, że „zawiedzie rodziców”. Jest to jednak inna kultura i potrafię zrozumieć, że między innymi poprzez stawianie dużych wymagań okazują dzieciom miłość. Natomiast żal mi młodych Wietnamczyków, ponieważ czasem odnoszę wrażenie, że są wychowywani tak jakby wciąż żyli w Wietnamie, a przecież będąc w Polsce dorastają już w zupełnie innej rzeczywistości niż ich rodzice. Przez to może pogłębiać się w nich poczucie braku przynależności.

Wietnamczycy mają też wybuchowy temperament: wytrącony z równowagi Wietnamczyk bywa tragicznie denerwujący i wtedy może być uszczypliwy.

Ziarnko: Dokończ zdanie „Przyjaciel Wietnamczyk…”

Adrian R.: Przyjaciel Wietnamczyk jest bardzo czuły. Nie wstydzi się – to zaskoczenie – okazywać ci swoich uczuć, np. przytulić cię. Jeśli może pokazać ci, że jesteś dla niego ważny, zrobi to przy każdej okazji i pójdzie na niejedno ustępstwo, by sprawić ci przyjemność. Wietnamczycy są bardzo namiętni. Choć z początku wycofani i ostrożni, gdy się otworzą potrafią pokazać ci cały swój niezwykły świat. Wietnamczyk zna znaczenia słów: „przyjaźń” i „lojalność”.

Przyjaciel Wietnamczyk nie zniesie twojego cierpienia. ZAWSZE stanie w twojej obronie i nie pozwoli, by ktoś cię skrzywdził. Choćby miało go to kosztować kilka zębów. Może czasem i nazbyt impulsywnie, ale reaguje od razu. Wietnamczyk, jeśli oczywiście nie mamy do czynienia z zagorzałym plotkarzem,  jest fantastycznym słuchaczem i dobrze doradza.

Ziarko: Czyli odkładamy stereotypy i nieśmiałość do szuflady i próbujemy innym kulturom przyjrzeć się z bliska?

Adrian. R.: Zdecydowanie tak. Mnie Wietnamczycy bardzo wzbogacili. Dzięki przyjaźni z nimi nauczyłem się, że pewne dotyczące ich stereotypy są prawdziwe, a inne to jakiś głupi blef. Nie tak wiele nas od siebie różni! Owszem, wywodzą się z innej kultury, z dalekiej Azji,  pięknego Wietnamu. Mają skośne oczy, proste i ciemne włosy, ciemniejszy kolor skóry. A jednak w wielu kwestiach są tacy jak Polacy! Również mają swoje lęki i pragnienia. Także marzą, chcą kochać i być kochani. Nie lubię, gdy ktoś wypowiada się o nich w sposób „egzotyczny”, albo wyciąga na ich temat pochopne wnioski. Większość z nich jest błędna. Dla mnie Wietnamczycy są najwspanialsi pod słońcem, a to właśnie dlatego że tak zwyczajni, również ze swoimi wadami. Każda nacja je ma. I to właśnie nas do siebie zbliża.

Koniec części 1.

Komentarze

10 odpowiedzi na “Zderzenie kultur poszerza horyzonty – wywiad Część I”

  1. Awatar Stanisław Kozłowski
    Stanisław Kozłowski

    Tolerancja, ciekawość innych kultur, otwartość na obce
    wartości, szeroki krąg przyjaciół – to bardzo pozytywne cechy młodego człowieka.
    Myślę jednak, że dla Pana Adriana większą wartość od kolejnej laurki będzie miała
    uwaga lekko krytyczna.

    Przywilejem młodości jest powierzchowność obserwacji i
    łatwość uogólnień. Myślę, że wolno mi tak powiedzieć, jako że moja fascynacja
    Wietnamem i Wietnamczykami zaczęła się w 1971 roku, czyli 40 lat wcześniej :). Zapewne
    żaden z „warszawskich” Wietnamczyków tego nie powie, ale dla mnie osobiście pewnym
    nietaktem jest mówienie jednym tchem o pasjonowaniu się wpływem Chin na sąsiadujące
    kraje i miłości do Wietnamczyków. To tak, jakby przyjaźniąc się z Litwinami
    demonstrować im osiągnięcia Polski w polonizacji ich kraju i chwalić się, że przyjęli
    za własny język polski, przejmując także polski tryb życia, w znacznym stopniu
    rezygnując przy tym z własnych tradycji, języka i kultury.

    Ja osobiście zawsze wolę podkreślać w kontaktach z
    Wietnamczykami, że mimo ponad tysiącletniej okupacji chińskiej zachowali własną
    tożsamość, kulturę, język i obyczaje. Potrzeba po prostu więcej dyplomacji :).

    1. Awatar Adrian Rux
      Adrian Rux

      Pańskie zdanie jest pańskim zdaniem, natomiast nie do końca rozumiem, o co właściwie chodzi. Nie mógłbym w żadnym razie zgodzić się z tym, że „pewnym nietaktem jest mówienie jednym tchem o pasjonowaniu się wpływem Chin na sąsiadujące kraje i miłości do Wietnamczyków” (Nie można pogodzić jednego z drugim? To raz, a dwa – tekst poddany został redakcji, wskazano w nim najważniejsze informacje, te akurat znalazły się blisko obok siebie.) z prostej przyczyny – ja Wietnamczykiem nie jestem, nigdy nim nie byłem i nie będę. Jestem Polakiem. 🙂 Dlaczegóż więc miałbym dzielić niechęć Wietnamczyków do Chińczyków? 😉 Potrafię ją zrozumieć, a nawet uszanować, ale nie będę przecież zmieniał własnych zainteresowań. Pan, jak sam podkreślił, zafascynowany jest Wietnamem. Ja zafascynowany tym krajem nie byłem. Wietnamczycy i ja – jak zostało wyjaśnione w rozmowie – „połączyliśmy się” przypadkiem, zainteresowanie przychodziło stopniowo. 🙂 Kwestie polityczne odłożyłem zupełnie na bok i w żadnym miejscu nie powiedziałem, że nie doceniam ani tożsamości, ani kultury i obyczajów Wietnamu. Nie powiedziałem też nic w rodzaju „Wietnam był okupywany przez Chiny, więc jest schińszczony”. Dlaczego sugeruje mi Pan poruszanie wrażliwego dla Wietnamczyków tematu, którego w ogóle nie otworzyłem? Uwagę o dyplomacji uważam zatem w tym miejscu za zbędną, gdyż to, co Pan napisał odbieram jednak jako zbytnią nadinterpretację moich słów (zredagowanych na potrzeby artykułu). Stanowczo zbyt dużą nadinterpretację.

      Pozdrawiam serdecznie

      1. Awatar Stanisław Kozłowski
        Stanisław Kozłowski

        No i wyszło przysłowiowe szydło z worka, czyli prawdziwa natura pewnego pasjonata wpływu Państwa Środka na kraje sąsiadujące…

        Pani Karolina, gospodyni „Ziarnka Ryżu”, przedstawia Pana, jako Polaka, który ukochał wietnamskość i Wietnamczyków, a tymczasem (patrz komentarz powyżej) nie tylko miłości ale nawet żadnej prostej fascynacji Wietnamem tu nie było. Co zatem oznacza wyznanie: „Od 2011 roku jestem związany z warszawskimi Wietnamczykami i jestem w nich zakochany.” ? Na pewno zbyt dużą nadinterpretację.

        Zanim coś odpowiem, dwa razy się zastanawiam. Napisałem z uznaniem, że mimo ponad tysiącletniej okupacji chińskiej Wietnamczycy zachowali własną
        tożsamość, kulturę, język i obyczaje. Do czego więc odnosi się kwestia: „Wietnam był okupywany przez Chiny, więc jest schińszczony”?

        I jeszcze kuriozalna, jak na „uosobienie wielokulturowości”, wypowiedź o zbędności dyplomacji w kontaktach międzynarodowych. Tak, właśnie ze względów dyplomatycznych, rozmawiając z Litwinem nie będę wysławiał Jagiełły i wpływu Polski na kraje sąsiadujące, ani pytał Wietnamczyka, co oznacza nazwa An Nam (z pewnością jest to niezrozumiałe dla wielbiciela Francji i Chin).

        Krótko mówiąc: jeśli Pan twierdzi, że Pańskie słowa zostały zredagowane przez Panią Karolinę na potrzeby artykułu i poddane „stanowczo zbyt dużej nadinterpretacji” (koniec cytatu), to ja widzę w tym miejscu tylko rozkapryszonego sześcioletniego aktora…

        PS. Ja też bardzo długo mógłbym wymieniać to, czego nie powiedziałem :).

      2. Awatar Adrian Rux
        Adrian Rux

        Acha, dziękuję, a czy mógłbym zapytać, dlaczego Pan mnie w ogóle zaatakował? 🙂 O co Panu chodzi, co chce Pan udowodnić i jaki cel miał w tym Pan? Jakaś zazdrość? Kryzys? Bo nie za bardzo jest to dla mnie jasne. Ja odnosiłem się do tego, że Pan przypisał mi poruszanie tematów, których nie poruszyłem wcale. Bo po co pisze Pan o tym, że nietaktem jest mówienie o zainteresowaniu odnośnie wpływu Chin na kraje z nimi sąsiadujące i jednoczesne przyznawanie się do miłości do Wietnamczyków? Jakiś problem ma Pan z tym? Ja nie widzę żadnego i żaden znany mi Wietnamczyk również nie ma z tym problemu. Cieszę się, że zakłada Pan, iż nie wiem, co znaczy An Nam. Gdyby zechciał Pan łaskawie przeczytać drugą część wywiadu wyczytałby Pan, że zajmuję także organizacją wydarzeń kulturalnych promujących społeczność i kulturę wietnamską, tak więc może niech Pan zbyt wiele sobie o moim życiu nie wyobraża, bo dostatecznej wiedzy na jego temat Pan nie posiada. No chyba, że wprawiony jest Pan w dokonywaniu oceny człowieka na podstawie rozmowy na wybrany temat.

        ŻYCZYŁBYM TEŻ SOBIE, ABY NIE WYRYWAŁ PAN Z KONTEKSTU MOICH WYPOWIEDZI i nie opisywał ich Pan tak jak Panu wygodnie wobec gotowego już w Pańskiej głowie założenia na mój temat, bo ja NIE STWIERDZIŁEM NIGDZIE, że Wietnam jest „schinszczony”. Wziąłem to w cudzysłów, ponadto zaznaczam, że napisałem to w odpowiedzi na Pańskie przypuszczenie, a raczej niesprawiedliwe założenie, że gdziekolwiek w wywiadzie dopełniłem się takowego stwierdzenia. Inaczej, jak niesprawiedliwym założeniem, nie nazwę insynuacji na temat mojego braku taktu. Nie jestem też żadnym wielbicielem Francji (noszę jedynie francuskie nazwisko i mam korzenie, ale widzę, że wie Pan o mnie więcej niż ja sam), widzę natomiast, że Pan ma obsesję na punkcie Wietnamu (te wtrącenia o okupancie i imperium kolonialnym hmmm) i boli Pana w jakiś dziwny sposób moja znajomość z Wietnamczykami, co w pewnym stopniu jest dość niepokojące, ale cóż – jakże częste wśród Polaków zafascynowanych krajami azjatyckimi i zorientowanych w jakiś sposób na temacie Azji/Azjatów.

        I owszem, dokonuje Pan nadinterpretacji siląc się na wykazanie mojej niewiedzy, braku tolerancji i zrozumienia wobec historii Wietnamu. Karolinie do zarzucenia nie mam NIC, ponieważ zanim tekst pojawił się tutaj dostałem go do weryfikacji. Chciałby Pan zapytać raz jeszcze? Odpowiem: Fascynuje mnie wpływ Chin na kraje Azji Wschodniej i nie zmieni się to. Nie ma to jednak dla mnie tutaj związku z tematem. Była to dygresja, gdyż mówiłem jedynie o zainteresowaniu ogólnym Chinami. Nijak ma się to również do sympatii, którą darzę Wietnamczyków, ani nawet do całości rozmowy z Ziarnkiem Ryżu. Zamiast więc dopatrywać się niechlujności, niespójności i ignorancji odnośnie bogatej kultury Wietnamu (co obraża mnie, bo jest sprzeczne ze mną), proszę skupić się może na tym, czego faktycznie wywiad dotyczy – integracji z Wietnamczykami żyjącymi w Polsce, opowiadania o nich z punktu widzenia młodego Polaka, dyskutowania o zaobserwowanych podobieństwach i różnicach.

        Dodam jeszcze, że nie spodziewałem się takiej uwagi… W ogóle przez myśl by mi nie przeszło, że ktoś mógłby uznać za paradoksalne zainteresowanie Chinami i jednoczesną sympatię do Wietnamczyków. Jestem dość mocno kojarzony przez społeczność wietnamską w Warszawie, a ze swoimi zainteresowaniami nie ukrywam się. To czym interesuję się jest przecież moim prawem. Nie spotkałem się jeszcze z takim nastawieniem, jak Pańskie ze strony żadnego Wietnamczyka, a przecież powody do niechęci wobec Chin mają poważne. Może więc warto wrzucić na luz…? I tak, drogi Panie, akurat ta wypowiedź, którą uznał Pan za nietaktowną została zredagowana przez Karolinę i sprawdzona przeze mnie – znacznie skrócona z dłużej wypowiedzi. 😉 Wątpię byśmy oboje chcieli urazić kogoś… Po prostu zwięźle zawartych zostało kilka informacji w jednej wypowiedzi.

        Skoro jednak jestem zaledwie „rozkapryszonym sześcioletnim aktorem”, niechaj wykaże się Pan dojrzałością, zaufa swemu wiekowi, doświadczeniu… I nie traci czasu na dyskutowanie z niepoważnym szczeniakiem. W końcu nie jestem przeciwnikiem do dyskusji dla Pana. Czego nie powiedziałbym, Pan na mój temat wie przecież wszystko. 🙂

        Ps – Nie interesuje mnie ani trochę, co mógłby Pan wymienić, a czego nie powiedział Pan. Wywiad jest ze mną, nie z Panem. 🙂

      3. Awatar Stanisław Kozłowski
        Stanisław Kozłowski

        Proszę wziąć sobie do serca słowa Mt 6,7. (chociaż w trochę innym kontekście), opanować słowotok i zdobyć się na więcej pokory i samokrytycyzmu wobec siebie.
        I jeszcze jedno: w przeciwieństwie do niepewnych siebie gwiazdek, ja niczego nikomu nie muszę udowadniać.
        Żegnam Pana.

      4. Awatar Adrian Rux
        Adrian Rux

        Więcej udowodnić Pan nie musi, gdyż udowodnił już Pan, że przemawiają przez Pana kompleksy i niezrozumiała zazdrość. Pozwolę sobie zacytować mojego ojca (zazwyczaj dość surowego w swych spostrzeżeniach wobec mnie człowieka), który przeczytawszy Pańskie wypowiedzi stwierdził: „To tak jakby Polaka oburzyło, że Francuz/Hiszpan/Anglik mówi, że ceni literaturę rosyjską” (Rosja w końcu nieźle nam dołożyła…). Ale co ma piernik do wiatraka skoro literatura rosyjska jest świetna? 😉 Z kolei to, że mojego ojca zawiodłem wdając się w dyskusję z „kimś kto mentalnie nie wyrasta ponad poziom rozumowania dziecka” to już moja porażka… Panu natomiast – jako bliźniemu – radzę utemperować swój jad, swoją przemądrzałość i zweryfikować pojęcie „maniery”. „Niepewna siebie gwiazdeczka”? Oj, smutny, zazdrosny człowiek… Natomiast szczere gratulacje. Zaskoczył Pan nie tylko mnie, ale także pokaźną grupę Wietnamczyków i na deser wreszcie samą autorkę Ziarnka Ryżu.

      5. Awatar Stanisław Kozłowski
        Stanisław Kozłowski

        Baw się dobrze, dziecko – a manier może cię mój najmłodszy wnuk nauczyć… I nie pisz więcej – vĩnh biệt!

      6. Awatar Adrian Rux
        Adrian Rux

        Najpierw powinien poduczyć dziadka… Także żegnam.

      7. Awatar Karolina Cao
        Karolina Cao

        Szkoda, że polało się tyle gorzkich słów z Waszych ust, Panowie! Bardzo sobie cenię zarówno pasję Pana Stanisława, jak i zaangażowanie Adriana – w kwestie wietnamskie – dlatego mam nadzieję, że ta dyskusja nauczy nas wszystkich, że warto jest najpierw szukać zrozumienia tematu (w tym konkretnym przypadku może wypadało zadać pytanie do Adriana, żeby się upewnić jakie są jego intencje), a potem dzielić się swoją krytyką.

        Pozwólcie, że ZAKOŃCZĘ tę wymianę opinii takim podsumowaniem:

        Tekst wywiadu został zredagowany przez dwie strony, zarówno ja jako wydawca artykułu i Adrian Rux – zwróciliśmy uwagę na kwestię zainteresowań historią i kulturą Chin oraz „ewentualnego” dysonansu historycznego od strony Wietnamu. Wypowiedź Adriana w żadnym stopniu nie miała na celu sugerować, że pasjonuje go historia „ciemiężenia sąsiednich narodów”, w tym Wietnamu. Tutaj właśnie młodość Adriana zdaje się pokazywać, że pokolenie wolne od skażeń historii potrafi budować mosty ponad różnicami – można pasjonować się kutlurą i tradycją Chin oraz przyjaźnić się z Wietnamczykami. Odnoszę wrażenie, że paradoksalnie wbrew temu co Pan zasugerował, Panie Staisławie, to właśnie Pana wiek i doświadczenie zniekształciły wydźwięk tej zupełnie neutralnej wypowiedzi – jako przedstawiciel pokolenia, które pamięta uczucie „zniewolenia”, może Pan negatywnie skojarzył połączenie słów „wpływ” oraz „Chiny” w odniesieniu do „Wietnamu” (przychodzą mi na myśl nasze własne losy: Polska, rozbiór, Rosja, Niemcy – sporo tego w naszej historii).

        Łączy nas więcej niż nam się w tej chwili, po tylu niepotrzebnych złożliwych uwagach – wydaje! Wietnam przechodzi teraz ciężką próbę i każda wiązka pozywtynej energii skierowana do tego narodu się przyda.

  2. […] do lektury drugiej części wywiadu (część pierwsza tutaj). Tym razem poruszamy  kwestię integracji, różnic między pokoleniami Wietnamczyków […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *