Zderzenie kultur poszerza horyzonty – wywiad Część I

Zjawisko ścierania się i przenikania kultur jest FASCYNUJĄCE. W efekcie synergii powstają nowe wartości i style życia. Ludzie, którzy otwierają się na inne kultury i jednocześnie promują swoją własną wśród innych, potrafią znaleźć wspólny mianownik dla wielokulturowej realcji.

Takim właśnie człowiekiem jest Adrian Rux. Oddaję do Waszej dyspozycji bardzo emocjonalny opis słowny zderzenia kultur w życiu tego Polaka, który ukochał „wietnamskość” i  Wietnamczyków.  Polsko-wietnamskie relacje to wybuchowa mieszanka: wartości Wschodu i Zachodu ścierają się ze sobą dając początek przyjaźniom ponad różnicami kulturowymi.

Adrian Rux, sercem obywatel świata.

Ziarnko: Jesteś uosobieniem wielokulturowości: Polak, z francuskimi korzeniami, kontytunację studiów przewidujesz w Chinach, w Twoich przyjaźniach widać zdecydowany akcent wietnamski. Nie za dużo tego jak na jedną osobę?:)

Adrian R.: Ależ skąd, ja dopiero sie rozkręcam! Uważam, że poznawanie innych kultur poszerza nasze horyzonty, możemy się od siebie bardzo wiele nauczyć. Otwarcie na różnice to klucz do nawiązywania przyjaźni, ciekawych dyskusji, dialogu.

Ziarnko: Czym się zajmujesz na co dzień?

Adrian R.: Od szóstego roku życia związany jestem z aktorstwem, jednakże w chwili obecnej rozwijam swoją pasję reżyserską. Reżyseria daje mi możliwość pracy z tekstami oraz ich tworzenia.

Ziarnko: Jakie są Twoje zainteresowania?

Adrian R.: Interesuje mnie wszystko co związane jest z Azją Wschodnią. Uwielbiam historię i kulturę Chin, pasjonują mnie wpływ Chin na kraje sąsiadujące. Moją specjalizacją z Chin jest mandżurska dynastia Qing (ostatnia dynastia cesarska panująca w Chinach do 1912 roku). Niestety z powodów zdrowotnych musiałem zawiesić studia w Pekinie.

Od 2011 roku jestem związany z warszawskimi Wietnamczykami i jestem w nich zakochany.

Ponieważ pasjonują mnie ludzie oraz różnorodność ich zainteresowań, poglądów, wyznań zawsze chętnie biorę udział i inicjuję wszelakie dyskusje dotyczące Wietnamczyków żyjących w Polsce oraz procesu ich integracji z Polakami.

W trakcie zdjęć do etiudy filmowej "Tuan". Na zdjęciu pan Ngo Van Tuong. Fot. by Huyen Anh "Pizzabella"

Ziarnko: Jakie są początki Twoich polsko-wietnamskich przyjaźni.

Adrian R.: Moja zażyłość z Wietnamczykami zaczęła się od odrobiny ciekawości, dużej dawki naturalnego przebiegu wydarzeń i wreszcie przypadku. Pierwszego Wietnamczyka poznałem jeszcze w szkole podstawowej. Siedział ze mną w ławce. Był jednym z najlepszych uczniów w klasie, znajdując się w czołówce „najszybciej uczących się pisać” dzieci. Ponadto, znakomicie liczył i nigdy nie przyszedł do szkoły nieprzygotowany. Dobrze pamiętam, że był znacznie bardziej zdyscyplinowany od innych dzieci. Grzeczny, ułożony, niezbyt głośny – czasem sprawiający wrażenie nieprzystępnego, wręcz wyobcowanego. Nie zmienia to jednak faktu, że był bardzo dobrym i powszechnie lubianym kolegą. Nasza znajomość przetrwała do dziś, tak więc w tej całej „nieprzystępności” chyba bardziej chodziło o jego specyficzny charakter.

Natomiast moja „stała” znajomość z Wietnamczykami zaczęła się od krótkometrażowego filmu „Tuan”, który przygotowywałem do swojego portfolio. Bohaterami mojej etiudy jest przyrodnie rodzeństwo: Polak i niewiele od niego młodszy Wietnamczyk. Naturalnie musiałem zaangażować do tego projektu Wietnamczyków, co okazało się zadaniem bardzo trudnym – poszukiwałem nie tylko odtwórcy jednej z głównych ról, ale także jego filmowych kolegów i koleżanek, wietnamskiej opiekunki, tańczących Wietnamek i wreszcie aktora, który zagrałby wietnamskiego kucharza. Wszystko się udało! Choć łatwo nie było…

Ziarnko: Dlaczego?

Adrian R.: Po pierwsze, nie wszyscy Wietnamczycy chętnie angażują się w wolontariat. Najlepiej, gdy przy okazji jest szansa zarobku – zwłaszcza łatwego. Mam porównanie, ponieważ wcześniej znalezienie choćby trzydziestu statystów Polaków do mojego projektu było dla mnie kwestią piętnastu minut. Drugim problemem okazała się nieśmiałość Wietnamczyków. Choć niestety ze smutkiem stwierdzam, że przeważyła chęć łatwego zarobku. Godzinami przesiadywałem na Facebooku i wypisywałem wiadomości do wszystkich możliwych Wietnamczyków. Wielu z nich już na wstępie podziękowało mi za udział w filmie kręconym przez młodych ludzi „bez wynagrodzenia”. Szczęśliwie – po dwóch miesiącach poszukiwań – udało mi się skompletować całą obsadę. I tak to wszystko się zaczęło…

Ziarnko: W Waszych relacjach dominują cechy kultury polskiej czy wietnamskiej?

Adrian R.: Nie ma dominacji, jest raczej uzupełnianie się. Dziś mam nieraz wrażenie, że obydwie kultury przenikają się i zlewają w całość. W towarzystwie Wietnamczyków czuję się już swobodnie, jak ryba w wodzie. Do tego stopnia, że gdyby ktoś zapytał mnie o różnice między Polakami i Wietnamczykami nie wiedziałbym, co właściwie odpowiedzieć. Gdy jestem wśród Wietnamczyków uśmiecham się do siebie i przyznaję, że już nie umiałbym wyobrazić sobie dobrej imprezy albo wyjścia bez Azjatów. Moi biali znajomi tego nie rozumieją. Czasami zarzucają mi, że faworyzuję Wietnamczyków, ale nic na to nie poradzę, bo tak jest!

Nie oznacza to wcale, że nie zdarzyło mi się nigdy poczuć wśród Wietnamczyków zagubionym. Czasem zdarzają się sytuacje, których jako Polak nie umiem zrozumieć, czasem nawet nie chcę. Jednak wierzę, że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Poza tym jeżeli kolega/koleżanka Wietnamczyk jest wyrozumiały/a, to nigdy nie pozwoli ci czuć się nieswojo w jego/jej towarzystwie.

"Najwspanialsza niespodzianka urodzinowa", czyli drobny gest i wielki efekt. Fot. by Magda Ho

Ziarnko: Jakie cechy, postawy Wietnamczyków są dla Ciebie inspiracją ?

Adrian R.: U Wietnamczyków lubię bezpośredniość. Bywają szczerzy do bólu, ale najczęściej nie z przekąsem. Po prostu mówią, co myślą.

Imponuje mi szacunek jaki Wietnamczycy okazują starszym. Żaden mój kolega nie sprowokuje kłótni ze starszym od siebie Wietnamczykiem lub Wietnamką – nawet z Polakiem i nawet jeśli mówimy tutaj o różnicy dwóch, trzech lat. Po kilku głębszych oczywiście mogą wystąpić różne sytuacje, ale zazwyczaj uważnie tego pilnują.

Uwielbiam PRAWDZIWE wietnamskie jedzenie. Nie rozumiem, dlaczego Wietnamczycy nie chcą z nim „wyjść” do Polaków. Wietnamki są bardzo kulturalne, nie tak krzykliwe jak niektóre Polki. Z drugiej strony zastanawiający jest fakt, jak bardzo niektóre (podkreślam NIEKTÓRE) młode Wietnamki są podatne na gruby portfel i jak istotną rolę ogrywa on w ich życiu.

Ziarnko: A czy są jakieś „nie lubię”?

Adrian R.: Nie lubię, gdy Wietnamczycy rozmawiają w moim towarzystwie po wietnamsku. Zawsze zwracam na to uwagę. Zazwyczaj szybko mnie przepraszają i przechodzą na język polski. Chodzi oczywiście o sytuację, gdy np. siedzimy razem przy stole, albo idziemy gdzieś w swoim towarzystwie. Przyznaję też, że trudno mi się przyzwyczaić do azjatyckiego sposobu spożywania posiłków. Całym sercem rozumiem obyczaje i pojęcie okazywania szacunku gospodarzom według kultury wietnamskiej, ale ponieważ sam zostałem wychowany według modelu zachodniego, na dźwięk „ssącego się makaronu” lub mlaskania automatycznie włącza mi się czerwona lampka.

Inną sprawą jest to, że Wietnamczycy troszkę inaczej pojmują gust modowy. Ponieważ dla niektórych z nich ważna jest przede wszystkim marka, niekiedy wrzucają na siebie wszystko, co się da. A to czasami moim zdaniem wygląda kiczowato. Trzeba jednak przyznać, że Wietnamczycy, którzy mają gust, ubierają się znacznie lepiej i z większym wyczuciem mody niż Polacy.

Nie wszyscy wiedzą też, że niektórzy Wietnamczycy to straszni PLOTKARZE!!! Trzeba uważać na to co i komu się mówi. Żadna tajemnica się nie uchowa.

Trudno mi zaakceptować fakt, że wietnamscy rodzicie bywają bardzo surowi dla swoich dzieci. Czasami przykro mi, gdy widzę, jak mój przyjaciel smuci się, że „zawiedzie rodziców”. Jest to jednak inna kultura i potrafię zrozumieć, że między innymi poprzez stawianie dużych wymagań okazują dzieciom miłość. Natomiast żal mi młodych Wietnamczyków, ponieważ czasem odnoszę wrażenie, że są wychowywani tak jakby wciąż żyli w Wietnamie, a przecież będąc w Polsce dorastają już w zupełnie innej rzeczywistości niż ich rodzice. Przez to może pogłębiać się w nich poczucie braku przynależności.

Wietnamczycy mają też wybuchowy temperament: wytrącony z równowagi Wietnamczyk bywa tragicznie denerwujący i wtedy może być uszczypliwy.

Ziarnko: Dokończ zdanie „Przyjaciel Wietnamczyk…”

Adrian R.: Przyjaciel Wietnamczyk jest bardzo czuły. Nie wstydzi się – to zaskoczenie – okazywać ci swoich uczuć, np. przytulić cię. Jeśli może pokazać ci, że jesteś dla niego ważny, zrobi to przy każdej okazji i pójdzie na niejedno ustępstwo, by sprawić ci przyjemność. Wietnamczycy są bardzo namiętni. Choć z początku wycofani i ostrożni, gdy się otworzą potrafią pokazać ci cały swój niezwykły świat. Wietnamczyk zna znaczenia słów: „przyjaźń” i „lojalność”.

Przyjaciel Wietnamczyk nie zniesie twojego cierpienia. ZAWSZE stanie w twojej obronie i nie pozwoli, by ktoś cię skrzywdził. Choćby miało go to kosztować kilka zębów. Może czasem i nazbyt impulsywnie, ale reaguje od razu. Wietnamczyk, jeśli oczywiście nie mamy do czynienia z zagorzałym plotkarzem,  jest fantastycznym słuchaczem i dobrze doradza.

Foto-wariacja ze spaceru po Moście Siekierkowskim z kompanem Jankiem Nguyen Ngoc. Fot. by Adrian R.

Ziarko: Czyli odkładamy stereotypy i nieśmiałość do szuflady i próbujemy innym kulturom przyjrzeć się z bliska?

Adrian. R.: Zdecydowanie tak. Mnie Wietnamczycy bardzo wzbogacili. Dzięki przyjaźni z nimi nauczyłem się, że pewne dotyczące ich stereotypy są prawdziwe, a inne to jakiś głupi blef. Nie tak wiele nas od siebie różni! Owszem, wywodzą się z innej kultury, z dalekiej Azji,  pięknego Wietnamu. Mają skośne oczy, proste i ciemne włosy, ciemniejszy kolor skóry. A jednak w wielu kwestiach są tacy jak Polacy! Również mają swoje lęki i pragnienia. Także marzą, chcą kochać i być kochani. Nie lubię, gdy ktoś wypowiada się o nich w sposób „egzotyczny”, albo wyciąga na ich temat pochopne wnioski. Większość z nich jest błędna. Dla mnie Wietnamczycy są najwspanialsi pod słońcem, a to właśnie dlatego że tak zwyczajni, również ze swoimi wadami. Każda nacja je ma. I to właśnie nas do siebie zbliża.

Funtime z przyjaciółmi, od lewej: na zdj. od lewej: Kuba Pham Trong, Paulina Pham Vam, Darek Duy Khanh, Adrian Rux, Magda Ho. Fot. by Magda Ho

Koniec części 1.